Jak nie zwariować i zarobić na wyprzedażach [Dziubnij Styl #33]

Categories Dziubnij Styl, Styl ŻyciaPosted on

Na to jest jedna metoda: przechytrzyć marketingowe zagrywki handlowców. A jak to zrobić? Trzeba połączyć wiedzę i rozsądek.

Szaleństwo obniżek cen zaczyna się już od napisów. Część sklepów przyciąga klientów słowem „wyprzedaż”, ale inne są sprytniejsze i zabiegają o klientów, używając napisu „sale”, tak z zagranicznym wydźwiękiem. „Wyprzedaż” brzmi swojsko, ale „sale” pachnie zachodem (chociaż nie jest zgodne z ustawą o języku polskim). Często nobilituje to osoby starsze pamiętające jeszcze czasy Pewexu, czyli czasy, w których tylko tam można było kupić jakieś porządniejsze rzeczy i artykuły przemysłowe. Pamięć handlowa jeszcze w nich się tli, a zdobycie zagranicznego ciucha jest w dalszym ciągu sukcesem. Jednak najlepiej wychodzą sklepy łączące na plakatach napis „wyprzedaż” i „sale”. Tam się udajemy w pierwszej kolejności. Zresztą, jakie by nie były to napisy, chęć zaoszczędzenia paru złotych wciąga nas do sklepu jak magnez.

Na wyprzedaże chodzę zawsze i to natychmiast po Świętach. Wtedy jest największy wybór towarów. Jestem uzbrojona nie tylko w torby na zakupy, ale w wiedzę na temat zasad kupowania. Nie jest to już wiedza tajemna marketingowców, bo o sposobach kupowania mówią w telewizji, piszą w prasie. W sumie każdy może posiąść wiedzę na temat tego, jak nie dać się wykiwać i sposobów, żeby nie zostać nabitym w butelkę. Przede wszystkim nie należy tracić głowy, przeczekiwać chęć dokonania natychmiastowych zakupów. Zachowując spokój, trzeba sprawdzać, czy tej samej rzeczy w innym sklepie nie da się kupić taniej. Emeryci mogą sobie na to pozwolić, a nawet w takim sprawdzaniu rozsmakować i świetnie się bawić.

Poza zabawą trzeba przeprowadzać selekcję przecenionych ubrań i nie ufać tak do końca informacjom w rodzaju: „superokazja” albo „tylko dzisiaj”, „teraz tak tanio”. Przychodzi się jutro albo za trzy dni i to „dzisiaj” oraz „teraz” trwa w najlepsze. Na zakupy trzeba przychodzić z własną skalą ważności zakupów. Nie powinno się biec na wyprzedaże z brakiem pomysłu na to, co chce się kupić, Najlepiej załatwiać wtedy zakupy najbardziej nam potrzebne i nie kupować podkoszulka z myślą o lecie, tylko dlatego, że kosztuje czternaście złotych, bo latem na przecenie ten sam podkoszulek będzie kosztował dziewięć złotych albo i taniej.

Tym razem na wyprzedaży postanowiłam kupić buty, torbę, coś na wieczór. To były moje priorytety i tego szukałam w sklepach. Kupiłam sobie super buty i torbę za naprawdę małe pieniądze i dobrego gatunku. Kreacje wieczorowe były sprzed kilku lat i wyglądały jak z ciucholandu, chociaż cena do tego nie pasowała. Przy okazji proponuję, żeby pamiętać, że oferowane nam ubrania nie są ubraniami z nowych kolekcji, ale z ubiegłorocznych (i wcześniejszych). Znalazłam takich ofert kilkanaście, a dobrze ubranka zapamiętałam, bo były wyjątkowo brzydkie. Ponadto zdarza się, że rzecz niby jest przeceniona, ma taką charakterystyczną naklejkę (a ja często czytam metki i dobrze pamiętam ceny niektórych ubrań), a okazuje się, że nie ma ani złotówki mniej.

Wietrzenie magazynów, jak niektórzy nazywają wyprzedaże, nie powinno wietrzyć nam mózgów i zapełniać go pragnieniem posiadania piętnastej pary dżinsów, tylko dlatego, że są tanie, jeszcze jednego szalika, swetra, które wcale nie są nam potrzebne. Trzeba oprzeć się modzie na kupowanie na reklamowanych wyprzedażach. Może niektórzy z Państwa nie zorientowali się, że wyprzedaży jest coraz więcej, a niektóre placówki handlowe mają przecenione towary zawsze.

Warto też pamiętać, że najwięcej możemy zarobić na zdrowym rozsądku, który nic nie kosztuje.

Autorka: Basia Dziubińska

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl