Wypad na Warmię

Categories AktualnościPosted on

W witrynach biur podróży dziesiątki ofert, nawet nie jest drogo; do Włoch, do Grecji, Hiszpanii i nie wiadomo gdzie jeszcze, ale my już nie chcemy spędzać czasu w hotelach – enklawach tylko dla zagranicznych turystów. W Polskę jedziemy, na Warmię.

Autorka: Grażyna Tarnowska

Zrobiło się upalnie i zamiast wiosny przyszło od razu lato. Wakacje, to jedyna myśl jaka przychodzi do głowy. Nareszcie koniec z domową nudą, wyjechać, wyjechać, wyjechać… nawet na krótko, nie da się już wysiedzieć w domu.

Najlepsze są spontaniczne decyzje, bez dłuższego zastanawiania; pojedziemy w Polskę, odwiedzimy dawnych znajomych, wystarczył jeden telefon, na który wcześniej nie było jakoś czasu.

Jedziemy na Warmię, do Olsztyna oczywiście pociągiem, samochód zostaje w domu. To mają być wakacje w stylu dawnych wyjazdów na urlop. Poza tym ja bardzo lubię kolej i już.

Po niecałych trzech godzinach byliśmy na miejscu, na peronie czekali już na nas dawno niewidziani znajomi. Widzieliśmy się ostatnio kilka lat temu, ale… nie, nie zmieniliśmy się wcale, jesteśmy tacy sami jak dawniej, ochoczo zapewniliśmy się nawzajem.

Olsztyn – tu aż chce się żyć

Zamieszkaliśmy na osiedlu Pojezierze. Blokowisko? Ależ nie, to osiedle otoczone parkiem, wokół zadbane trawniki, drzewa, krzewy i kwiaty i nie ma żadnych płotów ani murów odgradzających ludzi od siebie. Wszędzie blisko, można dojść pieszo, no może nad jeziora trzeba podjechać samochodem, ale na szczęście nie jest daleko. Olsztyn to wygodna teraźniejszość, zabytkowa przeszłość i wypoczynek nad jeziorami w jednym kawałku. Nic dodać nic ująć.

Zaczęliśmy od zabytków. Właściwie całe centrum Olsztyna jest zabytkiem, ale celem numer jeden każdego turysty jest Zamek Kapituły Warmińskiej. Zbudowany w połowie XIV wieku, w stylu gotyckim, teraz jest siedzibą Muzeum Ziemi Warmińskiej.

Najsławniejszym mieszkańcem zamku był Mikołaj Kopernik, który pełnił tu obowiązki administratora w latach 1516-1521. Pomnik uczonego stoi przed wejściem do zamku.

Weszliśmy do komnaty, która była kiedyś jego miejscem pracy, do komnaty o tak zwanym kryształowym sklepieniu. To absolutnie niezwykła forma architektoniczna, która poza swoim oryginalnym pięknem jest również wyjątkową konstrukcją wykonaną tylko z cegieł i zaprawy, bez żadnych innych elementów nośnych. Coś niebywałego, aż trudno oderwać wzrok.

Do najcenniejszych eksponatów muzeum należy oryginał dzieła Kopernika „O obrotach sfer niebieskich” oraz list pisany własną ręką astronoma, z jego autentycznym podpisem.

Poza tym jest galeria portretów, przypominających o pruskiej niegdyś historii miasta.

Moim największym wyczynem było wejście na zamkową wieżę po 136 stopniach i zejście na dół bez odpoczynku.
Z wieży, której wysokości nie znał nikt z personelu muzeum, można zobaczyć całą panoramę Olsztyna – warto się tam wdrapać.

U podnóża zamku zbudowano amfiteatr, w którym organizowane są imprezy muzyczne.

Połączenie obu form architektonicznych, jest moim zdaniem, udane i nie sprawia wrażenia chaosu.

Wieczór nad jeziorem Ukiel – Krzywym

Z rasowych turystów zamieniliśmy się wieczorem we wczasowiczów, dla których największą atrakcją jest spacer wzdłuż plaży, kawusia w kawiarnianym ogródku i zachód słońca nad jeziorem.

Wokół Olsztyna jest aż 16 jezior, jest w czym wybierać, są dzikie, schowane w lesie, mniejsze i większe i takie, które przyciągają największe gromady wczasowiczów lubiących atmosferę kurortu. Takie właśnie jezioro, największe w Olsztynie, wybraliśmy na naszą wieczorną wyprawę.

Zachód słońca był niezwykle malowniczy. Zrobiłam zdjęcie.

Kiedyś, podobno po jeziorze pływały statki wycieczkowe, ale teraz zobaczyliśmy tylko prywatne jachty. Były też motorówki do wynajęcia, ale drogo. No cóż, z rejsu „nici”, ale i tak było wspaniale.

Woda w jeziorze czysta i ciepła, można się już kąpać.

Wieczorem coś by trzeba zjeść, a jest gdzie. Starówka i podzamcze są przepełnione restauracjami. Polskie, greckie, irlandzkie, czeskie, jakie tylko kto chce i nie chce, i wszędzie pełno gości. My wybraliśmy pierogarnię na rynku, w ogródku pod parasolami. To był bardzo dobry wybór, pierogi wyśmienite i do tego sałatka z grillowanymi warzywami i pestkami słonecznika. Pychota.

Festiwal serów w Lidzbarku Warmińskim

Na koniec wyprawy czekała nas jeszcze jedna atrakcja. Pojechaliśmy do Lidzbarka Warmińskiego na Festiwal Serów. Impreza była zorganizowana na dziedzińcu gotyckiego zamku, w którym mieści się teraz luksusowy hotel.

Festiwal promuje drobnych wytwórców, którzy przyjeżdżają z całej Polski żeby pochwalić się swoimi dokonaniami w sztuce serowarstwa. Czego tam nie było! sery owcze i kozie, dojrzałe i twarożki. Sery z ziołami i z błękitną pleśnią, a nawet zupa serowa. Wszystkiego mogliśmy spróbować i kupić co dusza zapragnie. Do tego nikogo nie trzeba było długo namawiać. Wystarczyło przejść wzdłuż straganów i można było już darować sobie obiad, a torby wypełnione były kawałkami wszystkich możliwych serów, jakie tam oferowano.

Zaimponowały mi sery z koziego mleka, były takie delikatne i bardzo smaczne, oczywiście kupiłam kilka, ale tanio nie było, niestety. Na takich jarmarkach ogarnia człowieka jakiś amok i zupełnie nie zwraca uwagi na ceny, tylko zachęcony poczęstunkiem kupuje bez końca. Tym razem jednak było warto.

Szczęśliwi i obładowani wróciliśmy do Olsztyna i za dwie godziny mieliśmy już pociąg powrotny do domu, szkoda że wszystko co dobre tak szybko się kończy.

Było krótko, ale cudownie. Teraz: gdzie by tu jeszcze, może na Kaszuby, kto wie?

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl