Ptaki w moim ogrodzie

Categories Styl ŻyciaPosted on

Nie, nie, to nie ptaki Hitchcocka, ale charakterek mają równie nikczemny. Rzezimieszki zagnieździły się w moim ogrodzie i czują się jak u siebie w domu. Wyjadają co się da, a ostatnio moje wiśnie.

Autorka: Grażyna Tarnowska

Wokół domu mamy niewielki ogród i kilka drzew owocowych, w tym cztery wiśnie, które  pięknie owocują. W tym roku, mimo suszy drzewa wcześniej obsypały się owocami i przyciągnęły stada ptaków, drozdów i szpaków oczywiście. Myślałam, że one lubią tylko czereśnie i jabłka, bo słodkie, ale widać w tym roku, z powodu suszy postanowiły nie wybrzydzać i zasadziły się na wiśnie. Kwaśne bo kwaśne, ale jak nic innego nie ma w okolicy to dobre i to. Najbardziej nieznośne są drozdy i szpaki.

I pomyśleć, że tak je hołubiłam, wystawiałam karmnik z ziarenkami żeby tylko przetrwały. A one co? Niewdzięczne.

Wyścigi po wiśnie

Wstajemy rano, a one już są. Siedzą na drzewach i napychają brzuchy. Zjedzą trochę, większość jednak zrzucają; ale pozbierać z ziemi to już nie, za dużo fatygi; to zostawiają nam do zrobienia. Parszywce. No więc zbieramy i przebieramy, bo my w przeciwieństwie do nich myślimy o zimie. Mój mąż wstaje bardzo wcześnie, zanim te ptaszyska zdążą oczy otworzyć i przegania towarzystwo jak tylko się da .Wymachuje rękami jak wiatrach, ale to na niewiele się zda. Wojna z nimi nie ma większego sensu, bo i tak z góry skazana jest na przegraną. Trzeba szybko zrywać żeby zdążyć zebrać owoce zanim wszystko wydziobią.

Zamiast wojny obserwacja

Zaczęłam obserwować zachowanie moich ptaków. Po bliższym poznaniu można je nawet rozróżnić, wcale nie są jednakowe. Poza tym przez dłuższy pobyt w naszym ogrodzie już się na tyle oswoiły, że wcale się nas nie boją. One chyba doskonale wiedzą, że niewiele możemy im zrobić i nasze straszenie mają za nic. Najciekawsze jest to, że zaczęły działać zespołowo. Kilka z nich siedzi na gałęzi dębu rosnącego opodal drzew wiśni i obserwuje okolicę.

Kiedy podchodzę zbyt blisko nagle rozlega się donośne trrrr, tiu-tiu i całe stado żerujące na wiśniach nagle podrywa się do lotu. To ostrzeżenie chyba miało znaczyć – „uwaga, nadchodzi”. Spryciarze chowają się w tujach i czekają aż wrócę do domu. Przez uchylone okno słyszę piu-piu, co wydaje się oznaczać – „już sobie poszła” i znowu chmara wraca na wyżerkę. Można tak na nie patrzeć i patrzeć.

Wywieszamy białą flagę

Wiśni jest w bród, wystarczy i dla nas, i dla nich. Mój mąż już nie ma ochoty stać na drabinie i zrywać, a mnie dłonie bolą od drylowania i przerabiania owoców na soki i dżemy. Poddajemy się. Niech sobie jedzą, w końcu one też muszą z czegoś żyć. Są takie sympatyczne; stanie taki naprzeciwko mnie, oczywiście w bezpiecznej odległości, patrzy, mruga oczkami i ani myśli uciekać. My się chyba jednak, pomimo wszystko lubimy. Nie chciałabym żeby wyniosły się z naszego ogrodu.

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl