Podróżuję, bo lubię i dlatego, że mogę [wywiad z seniorką couchsurferką]

Categories Aktualności, Osobowości, RozmowyPosted on

Podróżuję, bo lubię i dlatego, że mogę

Małgosia Kopczyńska od 12 lat jest na emeryturze, ale jak sama mówi, nie może usiedzieć dwóch miesięcy w domu. Ciągnie ją w świat. Lepsze jest podróżowanie w samotności czy w grupie? Odpowiada couchserferka Małgosia.

Kiedy zaczęły się Pani zainteresowanie podróżami?

Odkąd pamiętam interesowałam się nimi. Najpierw podróżowałam z rodzicami. Co roku wyruszaliśmy w góry  na wędrówki z plecakiem. Było tak przez cały okres szkolny. Na studiach podróżowałam z koleżankami i kolegami, później z  mężem  i dziećmi. Podróże były obecne zawsze w moim życiu. Mam to chyba w genach.

Zatoka Neapolitańska

Od kiedy jest Pani na emeryturze?

Od 12 lat, ale zdarza mi się pracować na zlecenia. Styl podróżowania na emeryturze nie zmienił się znacząco. Pierwszy przełom był w 1990 roku, kiedy mogłam swobodnie pojechać dalej niż do „demoludów” .  Mogłam zobaczyć inny kontynent. Najpierw z wycieczkami zorganizowanymi. Maroko, Egipt, Izrael. Ale nie odpowiadało mi podróżowanie w dużej grupie. Moim marzeniem zawsze była Ameryka Południowa. Pierwszą moją samodzielną podróżą, bez biura podróży,  a z koleżankami, była podróż w 1999 roku do Peru, Boliwii i Ekwadoru.  Dałam wtedy ogłoszenie do prasy, by zrekrutować towarzyszy do podróży. Z koleżanką spotkałyśmy się z dwiema paniami w kawiarni i od razu obie strony zdecydowały się na wspólną przygodę. Później ze znajomymi z wydawnictwa odwiedziłam Meksyk i Indie.

Wezuwiusz

Podróżowanie w grupie chyba wzbudza konflikty?

Trochę tak. Każdy chce wtedy zobaczyć coś innego, są inne oczekiwania,. Jednak najwięcej konfliktów jest na tle finansowym. Dla jednych coś jest dla drogie, dla drugich za tanie. Ludzie mają inne możliwości finansowe. W pewnym momencie zaczęłam zmniejszać liczbę osób, z którymi chciałabym podróżować. Najpierw było to osiem osób, później sześć, cztery, a później doszłam do wniosku, że najlepiej podróżuje się samemu.

Rosja

Kiedy odbyła Pani pierwszą samotną podróż?

Mam znajomych z całego świata, z którymi wymieniam się zdjęciami z podróży. Zorganizowaliśmy wspólne dwudniowe spotkanie w Wenecji. Postanowiłam wtedy, że zostanę na dłużej, dziesięć dni sama we Włoszech. Później pojechałam na trzy tygodnie do Stanów Zjednoczonych, później na miesiąc do Rosji.

Czym się różni podróżowanie w pojedynkę?

Jestem całkowicie niezależna. To jest bardzo praktyczne. Najfajniej jak są dwie osoby. Nawet jeżeli chodzi o kwestię transportu. Czasem trzeba wziąć taksówkę, wynająć samochód i wtedy koszt rozkłada się na dwie osoby. Kiedy jadę sama, mam też większy kontakt z lokalną ludnością. Mieszkańcy są wtedy bardziej otwarci i chętniej rozmawiają. Starsza pani z plecakiem wydaje im się bardziej ciekawa do zagadania, to sprzyja nowym doświadczeniom. Kiedyś do Japonii pojechałyśmy w czwórkę, a jak zostałyśmy we dwie, to nagle wszyscy Japończycy zaczęli nas zagadywać. Tak to działa.

Namibia plemie Himba

Nie czuła się Pani samotna podczas takiego podróżowania?

Nie. Nocuję w hostelach, więc zawsze kogoś poznam. Rozmawiamy, wymieniamy się doświadczeniami. Teraz byłam w Paryżu tydzień i poznałam młodą dziewczynę z Kolumbii. Spędziłyśmy razem dwa dni.

Jak przekonać seniorów do podróżowania po świecie?

Nie mam pojęcia. Może trzeba inspirować? Pokazywać, że się da? Ja nie mogę usiedzieć w domu dwóch miesięcy. Osoby, które spotykam w czasie mojego podróżowania, podchodzą do mnie z życzliwością. Na początku się dziwią, że w moim wieku ktoś samotnie podróżuje, ale później są pełni podziwu. Moja synowa opowiadała mi, że podczas spotkania z przyjaciółkami kobiety narzekały na swoje teściowe, że się wtrącają, że są wieczne niezadowolone z poczynań swoich synowych, a moja odpowiedziała tylko: moja teściowa wzięła plecak i pojechała na miesiąc na Kubę.

Botswana

W podróżowaniu wspomaga się Pani nowymi technologami, jak różne aplikacje czy modny CouchSurfing.

Staram się nie ograniczać do jednego sposobu podróżowania, ale przed dzisiejszym słynnym CouchSurfingiem były inne sposoby na ograniczenie kosztów i kontakt z miejscowymi. Pierwsza idea z którą się spotkałam to taka książka, w której można było zamieścić swój adres i druga osoba mogła wtedy wyrazić chęć na wspólne zwiedzanie bądź oprowadzania po mieście. Kilka razy z tego skorzystałam. Jest też The Hospitality Club, do którego można się zapisać. Później dowiedziałam się o CouchSurfingu.  To było około czterech lat temu. Początkowo miałam mnóstwo gości, którzy zatrzymywali się u mnie na dzień, dwa. Bardzo mi się to podobało. Na ogół byli to młodzi ludzie. Oprowadzałam ich po Warszawie, przygotowywałam polskie dania.  Jednak miałam pewne trudności ze znalezieniem miejsca dla siebie. Wyjeżdżałam do Stanów i Anglii i albo nie mogłam znaleźć tego miejsca, albo nie odpowiadali mi ludzie. Mimo że jestem bardzo otwarta, to współdzielenie kanapy z młodym człowiekiem jest dość krępujące. Jednak uważam, że jest to idealne rozwiązanie dla starszych osób, ze względu finansowych i możliwości czasowych, jeżeli ktoś przyjeżdża do nas, to powinniśmy poświęcić jemu czas i go ugościć.

A bariera językowa?

W moim przypadku nie istnieje, biegle posługuję się angielskim, rosyjskim, niemieckim, hiszpańskim i włoskim.

Botswana delta Okawango

Kiedy zdążyła się Pani nauczyć tych języków?

Angielski i niemiecki faktycznie znam pogłębiony, rosyjskiego wszyscy uczyliśmy się w szkole, a  pozostałe  opanowałam w znaczeniu praktycznym. Czyli to co jest mi potrzebne w podróży. Staram się używać w podróży tego języka, którym posługują się lokalni mieszkańcy.

Czy celem jest cel podróży czy samo podróżowanie?

Wszystko razem. Języki, poznawanie świata, ludzi, miejsc, to wszystko jest celem samym w sobie. Podróżuję, bo lubię i dlatego, że można podróżować. Gdy myślę o tym, że kiedyś nie będę mogła podróżować to zawsze zostaną mi zdjęcia i wspomnienia, a przede wszystkim doświadczenie.

Syria

Którą podróż Pani najbardziej wspomina?

Jeszcze taka przede mną! Chciałabym pojechać dookoła świata, ale z pewnością takim przełomem była podróż do Peru.

Następny cel?

Jadę teraz na trzy dni do Bazylei, później do Barcelony, Chiny w maju. Teraz jest dużo możliwości. Są tanie bilety lotnicze, które nie generują większych kosztów. Obserwuję w Internecie strony z tanimi lotami i wybieram cele podróży. Obecnie przeloty są tak tanie, że nie stanowi to żadnej bariery. Z Mińska do Kazachstanu leciałam za 400 zł. Do Paryża lecę za 80 zł w obie strony. Do Barcelony za 200 zł. Do Bazylei 100 zł. Trzeba po prostu spróbować. Jak nie wyjdzie – trudno. Ale ważne, by nie żałować niepodjętej próby.

 

Malta
Łotwa
Kuba-Trynidad
Australia
Argentyna

 

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl