Kto się boi medycznej marihuany?

Categories AktualnościPosted on

Trawa, trawka, maryha, gandzia i inne kryptonazwy dotyczą marihuany do palenia, zwanej „rekreacyjną”. Marihuana to potoczna nazwa kwiatów pochodzących z żeńskich roślin konopi indyjskich. Rośliny z tego gatunku mają różne odmiany, które posiadają w swoim składzie różną zawartość substancji biologicznie aktywnych, takich jak kannabinoidy, flawonoidy i wiele innych.

Autorka tekstu i zdjęć: Ewa Marynowska

Marihuana medyczna przeznaczona dla pacjentów powinna być opatrzona informacją o jej składzie, czyli zawartości poszczególnych substancji. Jest to potrzebne lekarzowi, aby dobrał odpowiedni skład do schorzenia. Jak pokazują liczne przykłady, lecznicza marihuana uśmierza ból, leczy padaczkę i raka. Już w starożytności wiedziano, że marihuaną można skutecznie leczyć wiele schorzeń, między innymi: bóle menstruacyjne, bóle głowy i żołądkowe czy bezsenność.

Matka medycznej marihuany

Na popularnym i wyjątkowym Zoo Markecie w Warszawie odbywa się, już po raz trzeci, weekend z marihuaną – Kanabis Fair. Wśród ozdobionych zielonymi liśćmi różnorodnych stoisk oferujących najróżniejsze produkty z marihuaną – odżywki, oleje opałowe i olejki, dania, a nawet książkę kulinarną – zaplanowano spotkania z panelistami, którzy posiadają praktyczną wiedzę na temat stosowania jej w walce ze schorzeniami, które wystąpiły u bliskich im osób.

Dorota Gudaniec – matka trojga dzieci, w tym najmłodszego Maksia, przeszła wraz z rodziną piekło. Maksio, cierpiący na zespół Downa, dodatkowo chorował na padaczkę, objawiającą się licznymi – około 300 – codziennymi atakami. Były one do tego stopnia częste, że mama nie była w stanie odejść nawet na chwilę od jego łóżeczka. Po leczeniu w Centrum Zdrowia Dziecka zdecydowała się wraz z mężem na nielegalne sprowadzenie medycznej marihuany z zagranicy. Z suszu ugotowała zupę, którą zaczęła podawać Maksiowi między atakami choroby. I stał się cud! Liczba ataków padaczki zmniejszyła się do kilku miesięcznie. O swoim doświadczeniu pani Dorota opowiedziała tygodnikowi Wysokie Obcasy, a potem nam, zebranym na Kanabis Fair czyli Targu Marihuany. Nazywana jest „Matką medycznej marihuany”, bo wszędzie gdzie się da, propaguje swoją wiedzę i doświadczenie w leczeniu synka. Przed przyjazdem na nasze spotkanie, była na Uniwersytecie Medycznym, gdzie rozmawiała zarówno z profesorami, jak i studentami.

Podobnie jak inni, wychodziłam z tego fantastycznego spotkania pełna nadziei na przyszłość. Żegnał mnie tańczący zielony liść konopi. Chętnie bym się dołączyła, bo byłam pełna entuzjazmu dla zdeterminowanej matki, która przeciera szlak w tej metodzie leczenia.

Dorota Gudaniec – Matka Medycznej Marihuany

Martwe prawo

Być może pamiętacie historię lekarza Marka Bachańskiego z Centrum Zdrowia Dziecka, który nielegalnie podawał dziewięciorgu małym pacjentom chorym na padaczkę, leki na bazie marihuany. Pod pretekstem, że lekarz nie przygotował odpowiedniej dokumentacji nałożono nań zakaz używania mocniejszych leków na bazie konopi. I ten zakaz w dalszym ciągu obowiązuje.

Dlaczego więc pomimo tego, że uchwalono prawo do legalnego zakupu oleju z marihuany w aptekach, prawo to nie działa i produktu nie ma?

Jedną z przyczyn jest ciągle pokutujący w wielu miejscach na świecie – także w Polsce – mit, że marihuana uzależnia. Nie ma na to dowodów, ale nawet jeśli by były, co czy jest coś ważniejszego niż ulżenie w cierpieniu nieuleczalnie chorym na raka?

A tymczasem na świecie, na przykład w Australii, podjęto decyzję o masowej uprawie konopi. Będzie hodowana profesjonalnie na ogromną skalę, a także importowana w inne miejsca. Liczy się na duży zarobek, bo nieuleczalnie chorych wciąż przybywa.

Taniec liścia konopi

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl