Już są i żrą czyli o komarach

Categories Styl Życia, ZdrowiePosted on

Pogoda dopisuje i aż się prosi o spędzanie czasu pod chmurką. Niestety mali krwiopijcy potrafią najmilszy wieczór zamienić w koszmar – atakują wściekle, ich ugryzienia swędzą i pieką, a my zamiast relaksu mamy walkę na śmierć i życie. Skąd to się bierze, po co to żyje i co zrobić żeby z dala od nas?

Autorka: Katarzyna Władyka

Komarzyce – wampirzyce

Tylko samice komara gryzą – żerują na ciepłokrwistych organizmach, piją naszą krew i zostawiają swędzące bąble. Samce są bez winy, odżywiają się nektarem z kwiatów, często żerują na wodnych roślinach i właściwie nie są nami zainteresowane. Dziewczyny odwrotnie. Wbijają kłujkę w naszą skórę, wpuszczają odpowiednie enzymy i wypompowują z ofiary wcześniej przyprawioną do smaku krew. Wiele osób jest uczulonych na substancje wpuszczane do krwi przez samicę komara – w rejonie ukąszenia dostajemy czerwonych bąbli, które potem wariacko drapiemy.

Opite, bogatą w białko, krwią komarzyce składają około 2 tys. jaj w kilkudziesięciu wilgotnych miejscach. To z nich po ponad dobie wylęgną się larwy. Potem, po około dwóch tygodniach z larwy wykształci się dorosły osobnik. Mniej więcej połowa z 2 tys. larw dożyje dorosłości i… spłodzi kolejne tysiące. Horror.

Im wilgotniej i cieplej tym dla nich lepiej. Ponieważ komarzyce składają jaja do wody to każda kałuża, woda popowodziowa, oczko wodne na działce czy beczka z deszczówką staje się naturalną wylęgarnią tych bestii. Do tego one bez pudła nas lokalizują: wydzielamy charakterystyczny zapach i wydychamy ciepło plus dwutlenek węgla – w ten sposób stajemy się bardzo atrakcyjnymi i łatwymi do namierzenia ofiarami. Nic tylko żerować i siorbać do woli. Na pocieszenie należy wspomnieć, że komary żyjące w Polsce nie powodują żadnych groźnych chorób i nie przenoszą wirusów. Co innego komary w krajach tropikalnych; bywają śmiertelnie groźne, przenoszą np. malarię więc jeśli wybieramy się w tropiki musimy się odpowiednio przygotować i zabezpieczyć.

Jak z nimi walczyć?

To że rodzime gatunki nie roznoszą choróbsk nie czyni z nich jeszcze naszych przyjaciół. Plaga komarów potrafi skutecznie uprzykrzyć wypoczynek w plenerze, ale – uwaga! – nie jesteśmy bez szans. Sposobów walki z tą zarazą jest wiele, ale zanim je wymienimy miejmy dobrą pozycję wyjściową bazującą na… taktyce uniku.

Jak wiemy komary lubią wodę i wilgoć, postarajmy się by w pobliżu miejsca gdzie spędzamy czas nie stały pojemniki z wodą (wystarczy zapomniana konewka koło ganku!). Drugi unik to ochronne ubranie: długie rękawy i nogawki do kostek nie gwarantują wygranej, ale mogą znacznie ograniczyć ilość ukąszeń. Komary szybko reagują na zapach rozgrzanego ciała. Wabią je liczne, znajdujące się w ludzkim pocie, substancje (np. kwas mlekowy) – dlatego też zimny prysznic jest w tej batalii naszym sprzymierzeńcem. Ponadto od uczonych wiemy, że komary wabione są przez słodkie zapachy; dlatego też, szczególnie kobiety, powinny w okresie wylęgu unikać używania mocnych kwiatowych perfum.

Koniec uników, czas podjąć wyzwanie i przystąpić do ataku. Czy sięgać po chemię? Czy może warto sprawdzić stare, domowe sposoby? Wszystkie chwyty dozwolone!

Farmaceuci polecają apteczne preparaty, głównie w sprayu. Specyfikiem odstraszającym komary możemy spryskać i ciało i ubranie. Jeśli jednak jesteśmy wystawieni na promieniowanie słoneczne ograniczmy się do psikania na to co mamy na sobie; wystawiona na działanie słońca skóra często źle reaguje na takie preparaty. Apteki oferują także preparaty „po” – np. żele na złagodzenie świądu.

Dodatkowo warto zadbać o otoczenie – w sklepach multum wynalazków: palące się spirale, świece, kadzidła, urządzenia wtykane do kontaktu, olejki do palenia w kominku, odstraszacze ultradźwiękowe. Nowością są preparaty – dostępne w sklepach ogrodniczych – do robienia oprysków. Można kupić je w postaci proszku lub płynu do rozcieńczania i zrobić nimi opryski ścian domu, krzewów czy ławek, na których mamy zamiar zasiąść wieczorem.

Ponadto miejmy na uwadze, że są zapachy roślin, których bzyczące wampirzyce nie cierpią. Takie właściwości mają jaskry, wrotycz pospolity, piołun bylica czy czosnek niedźwiedzi. Miejmy je w pobliżu, ale nie za blisko bo np. jaskry to rośliny trujące. Specjaliści polecają sadzenie pelargonii, pomidorów, kocimiętki, bazylii i innych aromatycznych ziół..

W sklepie ze zdrową żywnością możemy wyposażyć się w olejki – herbaciany, goździkowy, anyżowy, cedrowy, eukaliptusowy, oczarowy lub z drzewa herbacianego. Można ich używać w kominkach aromatycznych, dodawać do wody i spryskiwać ciało czy dodać do oliwki po czym natrzeć nią całe ciało. Kolejne sposoby to te tradycyjne; uczmy się od naszych babć i korzystajmy z wanilii, lawendy, mięty, cebuli, czosnku czy cytryny. Nie dość, że te zapachy odstraszają owady to jeszcze maskują wabiący je zapach ludzkiego ciała. Pomóc może więc najzwyklejszy waniliowy aromat do ciasta, ustawiona na parapecie miseczka z olejkiem miętowym albo lawenda w doniczce.

Jeśli wszystkie metody zawiodą… trudno – będziemy się drapać, ale nie rezygnujmy z oglądania zachodów słońca.

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl