„Już jest za późno, nie jest za późno”. Idol mojej młodości – Stachura

Categories Kultura, Osobowości, Styl ŻyciaPosted on

W 1986 r. pisałam: „Legenda Edwarda Stachury, poety zmarłego tragicznie w 1979 r., zdumiewająco się rozrasta. Wydana dwukrotnie jego, złożona z 5 tomów „Proza i Poezja” rozeszła się błyskawicznie. Również płyta z nagraniami piosenek, napisanych i wykonanych przez Stachurę została rozchwytana. Zauroczeni mówią o nim per Sted, odwiedzają grób na Wólce Węglowej, tłumnie uczestniczą w recitalach i widowiskach skomponowanych z jego tekstów. W Iławie jego imieniem nazwano miejscową bibliotekę.”

Autorka: Ewa Marynowska

Co spowodowało, że Edward Stachura jako postać, a także jego twórczość błyskawicznie wniknęli w kulturę masową? Można by powiedzieć, że tragiczna śmierć, zazwyczaj, pogłębia zainteresowanie osobą, która nagle odeszła. Podobnie było po śmierci Bursy, Wojaczka i Hłaski. Jednak niewiele z tych mitów pozostało, a legenda Stachury wciąż kwitnie.

Wędrowiec w zielonej kurtce wojskowej

Czy więcej w tym micie fascynacji jego wolnym życiem, niezależnością i wędrowaniem, czy dobrej znajomości jego utworów? A może jedno i drugie?

Dzisiaj nie ma już wątpliwości, że uprawiał twórczość totalną, łącząc życie codzienne i pisarstwo w jedną dziedzinę. Henryk Bereza nazwał to „życiopisaniem”.

W jego utworach często pojawiają się prości ludzie, których spotykał na swej drodze, i wśród których dobrze się czuł. Sam też, podczas wędrówek, utrzymywał się z pracy fizycznej, co było źródłem wielu nieporozumień. Przypomnijmy: znał biegle francuski, bo urodził i wychował się w Belgii; był absolwentem romanistyki na UW i oprócz pracy pisarskiej zajmował się tłumaczeniem tekstów literackich z francuskiego i hiszpańskiego. Nigdy jednak nie przyłączył się do grupy społecznej, do której mógł należeć – inteligencji. Świadomie został na pograniczu tych dwóch, aby odnaleźć siebie…

Ta droga poprzez cierpienie, poznawanie samego siebie, konfrontację kultury europejskiej z buddyjską, doprowadziła go do zbudowania własnego systemu etyki, a także do zdolności przeżywania stanu uniesienia. Wielokrotnie w swym najdoskonalszym utworze – Fabula rasa – pisze o miłości bezinteresownej, nieegoistycznej i trwałej, jaka jest przedmiotem marzeń młodych ludzi. I być może dlatego ten temat tak ich w jego twórczości pociąga.

Moje spotkania ze Stedem

Chyba pierwszy raz zobaczyłam go na imprezie nazywanej Maj Poetycki w klubie „Od nowa”, w Toruniu. Iluż wtedy młodych, wybitnych poetów z całej Polski przyjeżdżało na te kilka majowych dni, recytując swoje wiersze. Na zakończenie pierwszej edycji konkursu Stachura dostał główną nagrodę. I zaraz, swoim zwyczajem, ruszył gdzieś w drogę. Pojawił się ponownie w Toruniu jesienią. Wszedł wraz z kolegą – asystentem z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika – do klubu Empik, przy ulicy Szewskiej. Tam spotykali się, nie umawiając się wcześniej, wszyscy: studenci, asystenci, aktorzy z Teatru im. Wiliama Horzycy, plastycy. Przysiadali się do stolików, przesiadali, wychodzili i wracali. Sted z Wojtkiem usiedli obok mnie. Po rytualnej kawie poszliśmy na spacer. Daleko, za miasto, wzdłuż Wisły. Wracając wstąpiliśmy do jakiejś trzeciorzędnej knajpy na piwo, które podano w zamykanych porcelanowym wieczkiem z uszczelką – butelkach.

Sted wyciągnął przecięty na pół zeszyt, w którym wszystko, co usłyszał zapisywał, i przeczytał kawałek poematu „Po ogrodzie niech hula szarańcza”. Może właśnie te słowa?

„Nie wszystko da się powiedzieć
nie wszystko trzeba powiedzieć”.

Znowu nadeszła wiosna i w innej kawiarni, zaraz po przyjeździe czytał nam fragmenty „Całej jaskrawości”. Został wtedy u nas na noc. Zapytał czy umiem gotować ryż, bo bolał go żołądek i chciał zjeść go rano. Tak – odpowiedziałam, nie będąc wcale tego pewna. I postawiłam na gazie, zalany gorącą wodą ryż, ale potem, po ugotowaniu, zapomniałam go zdjąć. Wcześnie rano już Steda nie było. Na kuchence, jak wyrzut, stał przypalony garnuszek z nietkniętym ryżem.

Stachuriada

W rok po jego śmierci Wojciech Siemion urządził w Starej Prochowni cykl spektakli nazwanych Stachuriada. Co wieczór działo się coś innego, zupełnie bez planu. Młodzi ludzie zgłaszali się i śpiewali jego piosenki, przynosili różne zdjęcia, które kładli na stojącym na środku podeście. Zdjęcie Steda, jak tu był, jak tam był…O, tak mogła wyglądać Potęgowa, mogła być taką właśnie kobietą;

„Gdzie nas powiedzie skrajem dróg
Gzygzakowaty życia sznur…
Do wsi Zagubin, na Kujawy Białe,
Gdzie ziemia licha, piachy niebywałe
Kozy, dziewanna, sosny i rozstaje
I Potęgowa samotna jak palec.
U Potęgowej zatem zagościlim
Kwatere tam czasowo ustalilim
W polu robilim, z boru drwa nosilim;
Jak stara matka i dwóch synów żylim!”

Pewnego wieczoru na widowni, gdzie przeważała młodzież, pojawiła się starsza kobieta ze wsi, w białej, we wzorki, odświętnej chustce na głowie. Siedziała wyprostowana, ze splecionymi rękoma na udach, naprzeciwko recytującego Siemiona. Podczas przerwy zapytałam go czy wie, kto to jest. Nie mam pojęcia – odpowiedział. Zabrakło mi śmiałości, aby się spróbować dowiedzieć od kogoś innego.

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl