Jak przeżywamy starość? Startujemy z nowym cyklem

Categories Aktualności, Styl ŻyciaPosted on

Przejmijmy kontrolę nad własną starością – apeluje Barbara Dziubińska w pierwszym tekście z cyklu na temat strategii dobrego, świadomego starzenia.

Aby sposób starzenia się poddać kontroli, aby móc go kształtować, trzeba go sobie najpierw uświadomić (Deepak Chopra)

 20624g

Dążąc do życia bez starości musimy zdać sobie sprawę z tego, jak traktujemy starość.

Najczęściej słyszy się, że starość jest koszmarna, przysparza cierpień fizycznych i psychicznych.. Starość traktujemy, jako coś wstydliwego, coś, co powinno się ukrywać. Starzejemy się właśnie, dlatego, że mamy takie przekonania. Powinno się je zwalczać. A, co robią starzy ludzie. Starzy ludzie najczęściej nie robią nic.

Rzadko komu przyjdzie do głowy, że chęć zmiany, najprościej zmiany samego siebie, doskonalenie siebie, to ciekawe i przynoszące ogromne rezultaty zajęcie. Mogłabym przytaczać tu opinie światowej sławy psychologów, endokrynologów i geriatrów na temat wpływu aktywności, wywołującej pozytywne zmiany umysłu i ciała człowieka, ale starzy ludzie wolą, własne doświadczenia, te oparte na obserwowaniu sąsiadki, ciotki, czy baby w sklepie.

Wolimy narzekać, że nie jest lekko. A, przecież cała nasza codzienność pozbawiona na starość obowiązków, jest do naszej dyspozycji. Kiedyś tempo życia, codzienne zajęcia i wynikające z nich problemy, nasze codzienne i niecodzienne strachy i obawy wyznaczały rytm dnia. Pragnienia i potrzeby wyznaczające nasze cele zapełniały wyobraźnię. Na starość codzienność zaczyna nas stresować, a najbardziej fakt, że mamy, zbyt dużo czasu. Dużo, bo  nie potrafimy go wykorzystać. Siedzimy w kapciach przed telewizorem i słuchamy o tym, jakie znaczenie ma aktywność fizyczna i umysłowa, że to najlepszy warunek pozytywnego modelu starości. Wolimy się nudzić, niż myśleć i rozwijać się, bo niby, po, co nam poznawanie możliwości własnego umysłu? Żeby wymądrzać się samemu przed sobą. Tkwi w nas jeszcze myślenie z „okresu pracy” Wtedy kazali się rozwijać, dokształcać, a i samemu też się opłacało, żeby zagiąć kolegę, lepiej wypaść na zebraniach, czy kumpelskich spotkaniach.

A teraz, na emeryturze, chyba nie ma już powodu, a i okazji do pokazania się. I tak dzień po dniu zaczynamy tracić to, co w nas najcenniejsze, szare komórki, umiejętność myślenia. Oczywiście nawet o tym nie myślimy, bo to nie boli. Boli za to, co innego. Czujemy nogi, ręce, łupie nas gdzie tylko można. Biegamy do lekarzy zamiast dla zdrowia, bo trzeba z tym, co czujemy, coś zrobić. Cóż można zrobić ze starością często słyszymy od lekarza i biorąc receptę, kiwamy głową z aprobatą, że taki mądry lekarz. Nie ma znaczenia czy ma rację, czy nie.

I nie mamy pojęcia o tym, że na starość najbardziej opłaca się myśleć.

To, co robimy, prowadzi do tego, że myślimy i czujemy się, jak starzy ludzie.

A myślimy tylko o jednym, że starość się Panu Bogu nie udała. Wina nie leży w Panu Bogu, a w nas samych.

Właśnie na starość Pana Boga zaczynamy traktować inaczej, bo nie tylko pomaga nam opanować strach przed zbliżającą się śmiercią, ale zaczyna stanowić znaczący element naszej codzienności. Chodzimy do kościoła, nie tylko po to, żeby zbliżyć się do Pana Boga, ale też poczuć więź z innymi starymi ludźmi, nie więź natchnioną wspólnymi modlitwami, ale więź egoistyczną, coś w rodzaju pocieszenia, że inni też są starzy, i maja taki sam interes do Pana Boga, niebo po śmierci. Udajemy, że nie wiemy, że Pan Bóg fałszu nie lubi.

Pomijając jednak interesy natury wyższej. Jest miejsce, w którym starość obdarta jest z myśli o wniebowstąpieniu, bo ciężar codzienności zamienia się w prawdziwy koszmar. To przychodnia zdrowia. To tam można sobie obejrzeć „klasyczną” starość. Biednych, starych ludzi.

Siedząc w poczekalni można się dowiedzieć, jakie choroby są najpopularniejsze, o jakich objawach należy powiedzieć lekarzowi, żeby go przekonać do siebie, którzy są mili, a którzy kompetentni. Traktujemy lekarza, jak psychiatrę, psychoterapeutę, czy cudotwórcę, któremu należy pomóc w diagnozie i opowiedzieć całe życie, a przed gabinetem kolejka kilkunastu osób, o której dobrze wie lekarz. A pacjent gada, gada, bo to nadaję sens codziennemu życiu i stanowi pocieszenie, aż do następnej wizyty i oby było ich, jak najwięcej. Nie tylko sama wizyta i rozmowa z lekarzem ma tu znaczenie, ale, to, co się dzieje przedtem. Stanie w kolejce po numerek, wykłócanie się pod gabinetem lekarskim i ustalanie, kto, po kim.

Nikt wtedy nie myśli, że to jest karygodna strata czasu, karygodna dla nas samych. Często nie zdając sobie sprawy z tego, co sobie robimy, wychodzimy z przychodni bardziej chorzy, niż przed przyjściem do niej. Przebywanie w atmosferze choroby, myślenie o niej i bezustanne mówienie o mniej, przyciąga ją do nas, jak magnez. I nawet, jeśli fizycznie nam się nic nie stało, rujnujemy naszą wolę do aktywnego życia i starzejemy się szybciej i dokładniej.

Dlaczego przedtem, kiedy jeszcze pracowaliśmy rzadko bywaliśmy w kościele i przychodni, bo, co nie mieliśmy czasu?  Bóg i lekarz mieli dla nas inne znaczenie, my byliśmy inni, lepsi, czy gorsi? Wystarczy odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego na starość zaczynamy wierzyć mocniej i goręcej, dlaczego szukamy w sobie chorób i rozsmakowujemy się w tych, co mamy z niewytłumaczalna przyjemnością. Ze strachu przed śmiercią, z nudów? A przed emeryturą, jak nie musieliśmy, to nie zawracaliśmy sobie głowy lekarzami, W kościele bywaliśmy tyle, ile powinien bywać katolik.

Niestety, na starość przestajemy cieszyć się codziennością. Jesteśmy przekonani, że w życiu nic nas nie czeka. No może cieszą się ci, co niańczą wnuki, czyli kochające babcie i dziadziusiowie. Chociaż nie zawsze można się zorientować, czy to, co robią, to marzenie ich życia. I tu bywa różnie jedne, czy jedni, są zachwyceni, bo, co by robili gdyby nie opieka nad wnukami. Inni z bohaterskimi minami tworzą ideologię posłannictwa życiowego. Jest to fantastyczne tylko nie ma nic wspólnego z realizowaniem siebie.

Oczywiście, nie są to wszystkie sposoby na spędzanie starości, ale te przedstawione są najpopularniejsze. I zdecydowanie wystarczą, żeby na ich podstawie podjąć walkę ze starością.

Z badań naukowych wynika, że umysł wpływa na nasz organizm w taki sposób, że może spowolnić proces starzenia się. W jaki sposób? O tym już niedługo.

c.d.n.

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl