Dowcipy o starości

Categories Styl Życia, ZdrowiePosted on

W zeszłym tygodniu publikowaliśmy felieton Basi Dziubińskiej, z którego jasno wynikało, że śmiech to zdrowie, a śmiać się można (i trzeba!) ze wszystkiego; choćby do siebie w lustrze, choćby trochę na siłę. Nie każdy to potrafi. W redakcji zdania były podzielone, próby podjęte – z połowicznym skutkiem, dlatego też postanowiliśmy udostępnić pomoce dydaktyczne. Mamy teorię, że spora dawka, krążących po internecie, dowcipów o starości pomoże w nauce zbawiennej dla zdrowia wesołości. Dojrzali Wspaniali, pośmiejmy się razem!

80-letni mężczyzna wybrał się na badanie kontrolne.
– Jak pan się czuje? – zapyta lekarz.
– Nigdy nie czułem się lepiej – odpowiedział staruszek. – Mam 18-letnią żonę, która jest w ciąży z moim dzieckiem. I co pan na to powie?
Lekarz zamyślił się na chwilę.
– Opowiem panu pewną historię. Mój znajomy jest zapalonym myśliwym. Nie opuścił żadnego sezonu. Któregoś dnia bardzo się spieszył i zamiast sztucera zabrał parasol. Gdy był już w lesie, nagle pojawił się przed nim rozwścieczony niedźwiedź. Mój znajomy wycelował doń z parasola, nacisnął rączkę i wie pan co się stało?
– Nie. Co?
– Niedźwiedź padł przez nim martwy.
– To niemożliwe! – wykrzyknął staruszek. – Niedźwiedzia musiał zastrzelić ktoś inny.
– Właśnie do tego zmierzam – odpowiedział lekarz.

* * *

Pędzącą autem na złamanie karku starszą panią zatrzymał policjant. Jechała w terenie zabudowanym.
– Czy mogę zobaczyć pani prawo jazdy?
– Nie mam. Odebrano mi je przed dwoma laty za jazdę po pijanemu.
– A ma pani dowód rejestracyjny pojazdu – policjant zmarszczył czoło.
– Też nie mam. Zabiłam kierowcę i ukradłam samochód. Trupa kierowcy mam w bagażniku.
– Proszę zaczekać – powiedział policjant i poszedł do radiowozu połączyć się z komendantem. Przełożony pojawił się na miejscu pięć minut później. Podszedł po okienka samochodu staruszki.
– Poproszę pani prawo jazdy – rzucił surowo.
– Proszę bardzo, panie komendancie – staruszka uśmiechnęła się skromnie i wyjęła z torebki dokument.
– A dowód rejestracyjny?
– Proszę – staruszka sięgnęła do schowka i podała mu dowód.
– Proszę otworzyć bagażnik.
Bagażnik był pusty.
– I pewnie jeszcze ten kłamczuch powiedział panu, że jechałam jak szalona – rzuciła z wyrzutem wskazując palcem policjanta, który ją zatrzymał.

* * *

Para staruszków wybrała się na spacer. W pewnej chwili przeleciał nad nimi gołąb i narobił starszej pani na głowę.
– Daj mi kawałek papieru toaletowego – zwróciła się do męża.
– Po co? – zdziwił się. – Przecież on jest już pół kilometra stąd.

* * *

Irena, drobna staruszka usłyszała dzwonek do drzwi. Gdy otworzyła, stał w nich dobrze ubrany młody człowiek z odkurzaczem w rękach.
– Dzień dobry pani – powiedział. – Jeśli mógłbym zabrać pani kilka minut, chciałbym zademonstrować pani najnowocześniejszy odkurzacz o dużej mocy.
– Dziękuję, nie jestem zainteresowana! Nie mam pieniędzy – odpowiedziała szorstko Irena i chciała zamknąć drzwi.
Młodzieniec szybko wsunął w nie stopę.
– Proszę nie decydować pochopnie – powiedział. – Przynajmniej dopóki nie zobaczy pani demonstracji.
I mówiąc to, opróżnił wiadro końskiego nawozu na jej dywan w przedpokoju.
– Jeśli ten odkurzacz nie usunie wszystkich śladów z dywanu, osobiście zjem resztę.
– W takim razie pozwoli pan, że przyniosę łyżkę – rzekła Irena cofając się z uśmiechem. – Od rana nie ma prądu.

* * *

Staruszka emerytka poszła do sklepu po karmę dla kota.
– Nie mogę sprzedać pani tej karmy, jeśli nie przedstawi pani dowodu, że rzeczywiście ma kota – powiedział ekspedient. – Emeryci często sami jedzą kocią karmę.
Starsza pani poszła do domu. Gdy wróciła z kotem, już bez problemu kupiła karmę.
Następnego dnia, gdy chciała kupić karmę dla psa, ekspedient zażądał dowodu, że staruszka naprawdę ma psa, twierdząc, że emeryci często sami jedzą psie żarcie. Sfrustrowana staruszka poszła do domu po psa. Gdy go pokazała w sklepie, bez problemu nabyła psią karmę.
Nazajutrz staruszka przyniosła do sklepu pudełko z niewielkim otworem. Poprosiła sprzedawcę, by włożył w otwór palec. Ekspedient zawahał się, ale gdy pani zapewniła go, że w pudełku nie ma nic, co mogłoby go ugryźć, spełnił jej prośbę.
– To pachnie jak gówno – powiedział wyciągnąwszy palec z otworu.
Starsza pani uśmiechnęła się:
– Więc sprzeda mi pan teraz trzy rolki papieru toaletowego?

* * *

Po kolejnej kłótni z żoną Józef postanowił w końcu kupić aparat słuchowy. Ceny aparatów wahały się od 50 do 3.000 złotych.
– Proszę znaleźć jakiś za 50 zł – zwrócił się Józef do sprzedawcy.
Ten umieścił mu aparat w uchu, a na szyi zawiesił przewód od niego.
– Czy musi być ten przewód? – spytał Józef. – On chyba jest zbędny.
– Myśli pan, że to działają elementy w uszach? To właśnie przewód na szyi sprawia, że ludzie mówią głośniej.

* * *

Ludzie pracujący często pytają emerytów, co robią, by interesująco spędzać czas. Ja z żoną, na przykład, wybrałem się pewnego dnia na zakupy. Spędziliśmy w sklepie nie dłużej niż 5 minut. Gdy wyszliśmy, zobaczyliśmy policjanta wypisującego mandat za brak biletu parkingowego.
– Da pan spokój – zwróciliśmy się do niego. – Niech pan ma wzgląd na emerytów.
Zignorował nas i pisał dalej. Nazwałem go palantem. Spojrzał na mnie i zaczął wypisywać kolejny mandat za łyse opony. Moja żona nazwała go debilem. Skończył pisywanie drugiego mandatu i włożył go za szybę wraz z pierwszym. I zaczął wypisywać kolejny. Wszystko to trwało około 20 minut. Obrażaliśmy go, a on pisał kolejne mandaty. W końcu przyjechał nasz autobus.

* * *

Dwie starsze panie spotkały się po raz pierwszy od czasu ukończenia szkoły średniej.
– W szkole zawsze byłaś tak dobrze zorganizowana – zagadnęła pierwsza. – Czy równie dobrze zaplanowałaś sobie życie?
– O tak – odpowiedziała jej koleżanka. – Pierwsze małżeństwo zawarłam z milionerem, drugie z aktorem, trzecie z kaznodzieją, a czwarty raz wyszłam za grabarza.
– Co te małżeństwa mają wspólnego z dobrze zaplanowanym życiem?
– Pierwsze dla pieniędzy, drugie dla przedstawień, trzecie, żeby się przygotować, i ostatnie, by odejść.

* * *

Na pokładzie statku stała starsza pani i przytrzymywała kapelusz na głowie, aby nie zerwał go wiatr.
– Przepraszam panią – zwrócił się do niej jakiś mężczyzna – ale ten silny wiatr podwiewa pani sukienkę.
– Wiem, ale jedną ręką nie utrzymam kapelusza.
– Ależ droga pani, dokładnie widać wszystko, co pani ma pod spodem.
Staruszka zerknęła w dół, a potem znowu na mężczyznę.
– Proszę pana, wszystko, co tam widać, ma już 85 lat, a ten kapelusz kupiłam wczoraj.

* * *

Samochodem jechały dwie drobne staruszki. Ledwie je było widać zza deski rozdzielczej. Dojechały do skrzyżowania. Było czerwone światło ale po prostu przejechały. Kobieta w fotelu pasażera pomyślała: „Chyba mi się zdawało, że było czerwone”. Po kilku minutach dotarły do większego skrzyżowania, które też przejechały na czerwonym świetle. Tym razem pasażerka była prawie pewna, że przejechały na czerwonym i na poważnie zaniepokoiła się, że mogą zginąć. Zdenerwowana postanowiła uważnie obserwować drogę i skrzyżowania. Gdy także na kolejnym skrzyżowaniu jej towarzyszka nie zatrzymała się na czerwonym świetle, powiedziała:
– Basiu, czy wiesz, że przejechałaś trzy skrzyżowania na czerwonym świetle? Mogłaś nas zabić!
– Och, to ja prowadzę?! – odparła zdziwiona Basia odwracając się do niej.

* * *

– Spójrz na mnie – mówi żwawy staruszek do przyjaciela. – Nie piję, nie palę, nie myślę zupełnie o dziewczynach i jutro będę świętować swoje 90. urodziny.
– A jak, jeśli mogę spytać?

* * *

Starsza pani otwiera rachunek w banku. Urzędnik prosi ją o podpisanie umowy.
– Jak mam podpisać? – pyta babcia.
– Tak, jak podpisuje pani listy – mówi bankowiec.
– „Wasza kochająca babcia” – napisała starsza pani.

* * *

Do seksuologa przyszła starsza para. Lekarz był trochę zaskoczony, ale starał się to ukryć.
– Panie doktorze, mamy mały problem – powiedział starszy pan. – Byłbym wdzięczny, gdyby pan przyjrzał się naszej technice i powiedział, co jest nie tak.
– Wszystko było w porządku – stwierdził lekarz, gdy para skończyła się kochać.
– Być może byliśmy trochę speszeni w pana obecności. Potrzebujemy czasu, by przyzwyczaić się, że pan na nas patrzy.
– Cóż… Więc zapraszam w następny czwartek.
Sytuacja powtarzała się przez kolejnych kilka czwartków. W końcu lekarz nie wytrzymał.
– Wszystko z wami jest w porządku. Dlaczego wciąż przychodzicie?
– Bo to jest tak, doktorze – powiedział starszy pan uśmiechając się. – W czwartki jej mąż jest w domu. Tak samo moja żona. Hotele są drogie. W każdy czwartek możemy więc kochać się u pana, a płaci za to ubezpieczalnia.

* * *

Starsza pani podaje w tramwaju bilet kontrolerowi.
– Ależ to bilet dla dziecka – stwierdza kontroler.
– Sam pan więc widzi jak długo musiałam czekać na ten tramwaj.

* * *

W tramwaju siedzi rozparty wygodnie młody chłopiec. Nad nim stoi staruszka.
– Co babciu, bolą nóżki?
– Oj bolą, synku, bolą.
– A jak babcia była młoda, to ustępowała miejsca starszym?
– Zawsze, synku.
– No i dlatego teraz bolą.

* * *

Lekarz po badaniu do pacjenta staruszka:
– Mam dla pana dobrą i złą wiadomość. Którą chce pan usłyszeć pierwszą?
– Niech będzie ta zła.
– Ma pan raka. Szacuję, że nie przeżyje pan dłużej niż dwa lata.
– To straszne żyć z taką świadomością. Nie chce jeszcze umierać. A jaka jest ta dobra wiadomość?
– Ma pan również Alzheimera. Za trzy miesiące zapomni pan wszystko, co dziś powiedziałem.

* * *

Starszy pan jechał autostradą, gdy zadzwonił jego telefon. Odebrawszy usłyszał głos żony:
– Zdzisiu, właśnie usłyszałam w wiadomościach, że jakiś samochód jedzie pod prąd autostradą. Uważaj.
– Kochanie, to nie jeden samochód. Są takich setki.

* * *

Starsza wdowa i wdowiec spotykali się ponad pięć lat. W końcu staruszek zdecydował się poprosić ją o rękę. Odpowiedziała „tak”. Następnego ranka, gdy się obudził, nie mógł sobie przypomnieć, co mu odpowiedziała: „Czy była uszczęśliwiona? Chyba tak… chociaż… tak dziwnie na mnie spojrzała…”
Wciąż nie mogąc sobie przypomnieć, po około godzinie zadzwonił do niej. Zakłopotany, przyznał, że nie pamięta jej odpowiedzi na propozycję małżeństwa.
– Och – opowiedziała. – Cieszę się, że zadzwoniłeś. Pamiętam, że powiedziałam komuś „tak”, ale nie mogłam sobie przypomnieć, kto to był.

* * *

Do malutkiego staruszka w bujanym fotelu na ganku podeszła kobieta.
– Trudno nie zauważyć, że wygląda pan na szczęśliwego – powiedziała. – Jaka jest pana recepta na długie, szczęśliwe życie?
– Palę trzy paczki papierosów dziennie – odpowiedział. – Tygodniowo wypijam skrzynkę wódki, jem tłuste potrawy i nie jestem aktywny fizycznie.
– To niesamowite – zdziwiła się kobieta. – A ile pan ma lat?
– Dwadzieścia sześć – usłyszała w odpowiedzi.

* * *

Starszy pan został zaproszony przez swoich starych przyjaciół na kolację. Był pod wrażeniem tego, jak jego przyjaciel zwracał się do żony – „Kochanie”, „Skarbie”, „Najdroższa”… Gdy kobieta wyszła do kuchni zwrócił się do swego przyjaciela:
– To piękne, że po prawie 60 latach małżeństwa ciągle się do niej tak czule zwracasz. Widać, że jesteście wciąż w sobie bardzo zakochani.
– Tobie mogę powiedzieć prawdę. Już jakieś 10 lat temu zapomniałem jak ona ma na imię.

* * *

Dziennikarz rozmawia z grupką starszych panów w parku.
– Panie Zygmuncie, czy pamięta pan imię pierwszej dziewczyny, którą pan pocałował?
– Młody człowieku – odparł staruszek – nie mogę przypomnieć sobie nawet imienia ostatniej.

* * *

75-letni mężczyzna poszedł na badania. Wszystkie wyniki były w normie.
– Panie Antoni – powiedział lekarz – wszystko jest w porządku. A jak pan czuje się psychicznie i emocjonalnie? Żyje pan w zgodzie z Bogiem?
– Nasza relacja jest świetna. Bóg wie, że mam słaby wzrok, normalne więc stało się, że gdy wstaję w środku nocy do łazienki, włącza się światło. A kiedy skończę, światło samo gaśnie.
– To niesamowite – skomentował lekarz.
Nieco później tego dnia lekarz dzwoni do żony Antoniego.
– Pani mąż jest zupełnie zdrowy. Ale musiałem zadzwonić do pani, bo jestem pod wrażeniem jego relacji z Bogiem. Czy to prawda, że gdy w nocy wstaje do łazienki, światło same mu się włącza, a gdy skończy – wyłącza?
– Mój Boże – wzdycha żona – on znowu sika do lodówki.

* * *

Starszy pan opowiada sąsiadowi.
– Kupiłem niedawno nowy aparat słuchowy. Kosztował mnie trzy tysiące złotych, ale jest wart swojej ceny. Świetne urządzenie.
– A jakiej marki?
– Dwunasta trzydzieści.

* * *

Trzej starsi panowie na spacerze.
– Wietrznie dziś, prawda? – mówi pierwszy.
– Nie, dziś jest czwartek – odpowiada drugi.
– Ja też – mówi trzeci. – Chodźmy na piwo.

* * *

Para dziewięćdziesięciolatków miała problemy z pamięcią. Po badaniach okresowych lekarz stwierdził, że fizycznie są zdrowi, ale że mogliby zacząć zapisywać różne rzeczy, by o nich pamiętać. Wieczorem tego samego dnia podczas oglądania telewizji staruszek wstaje z krzesła i pyta żony:
– Chcesz coś z kuchni?
– Możesz przynieść mi lody?
– Jasne.
– Nie sądzisz, że powinieneś to zapisać, żeby nie zapomnieć?
– Nie. Zapamiętam to.
– Ok. Dodaj do nich trochę truskawek. Zapisz to może sobie, żebyś zapamiętał – poprosiła żona.
– Zapamiętam – odpowiedział. – Chcesz lody z truskawkami.
– I z odrobiną bitej śmietany. Jestem pewna, że zapomnisz jeśli sobie nie zapiszesz.
– Na miłość boską! Nie muszę nic zapisywać. Zapamiętam to – odpowiedział poirytowany. – Lody z truskawkami i z bitą śmietaną.
Podreptał do kuchni. Po jakichś 20 minutach wrócił z kuchni i podał swojej żonie talerz z jajkami na bekonie. Wpatrywała się w talerz przez chwilę i spytała:
– A gdzie jest tost?

* * *

Staruszek wybrał się do lekarza na coroczne badanie. Towarzyszyła mu żona. Do pokoju badań wszedł lekarz i poprosił:
– Będę potrzebować próbki moczu, próbki kału i próbki nasienia.
Niedosłyszący staruszek odwrócił się do żony i zapytał:
– Co on powiedział?
– Żebyś dał mu bieliznę – krzyknęła mu żona do ucha.

* * *

Starsze małżeństwo zostało zaproszone na kolację przez parę swoich znajomych rówieśników. Po jedzeniu żony odeszły od stołu i zniknęły w kuchni. Panowie zaczęli rozmawiać.
– Wczoraj wieczorem byliśmy z żoną w nowej restauracji i było naprawdę świetnie. Mogę ją wam polecić.
– Co to za restauracja?
Gospodarz myślał dłuższą chwilę usiłując sobie przypomnieć. Wreszcie spytał gościa:
– Jak się nazywa ten kwiat, który dajesz komuś, kogo kochasz? No wiesz… taki czerwony i z kolcami.
– Masz na myśli różę?
– O właśnie – odpowiedział gospodarz po czym odwrócił się w stronę kuchni i krzyknął:
– Różo, pamiętasz nazwę tej restauracji, w której byliśmy wczoraj?

* * *

Dwaj pensjonariusze domu spokojnej starości siedzą na ławce pod drzewem. Jeden zwraca się do drugiego:
– Kaziu, mam 83 lata i wszystko mnie boli. Wiem, że jesteś w moim wieku. Jak Ty się czujesz?
– Ja? Jak nowo narodzone dziecko.
– Naprawdę? Jak noworodek?
– Tak. Nie mam włosów, nie mam zębów i czuję, że właśnie zmoczyłem spodnie.

* * *

Staruszka cieszy się w duchu:
– Jak to dobrze, że nie mam sklerozy… Jak to dobrze, że nie mam sklerozy. Ej, odpukać w niemalowane…
Puk… puk… puk…
– Kto tam?

* * *

– Wnuczusiu, jak się nazywa ten Niemiec, który mi ciągle wszystko chowa?
– Alzheimer, dziadku.

* * *

Przychodzi do lekarza staruszka:
– Panie doktorze, mam sklerozę.
– Od kiedy?
– A co od kiedy?

* * *

Na skrzyżowaniu staruszka drżącym głosem prosi młodzieńca:
– Czy mógłbyś przeprowadzić mnie na drugą stronę jezdni?
– Pani tam mieszka?
– Nie. Tam zostawiłam swój motorower.

* * *

Pewien starszy pan od wielu lat miał problemy ze słuchem. Poszedł w końcu do lekarza, a ten dobrał mu odpowiedni aparat słuchowy, który pozwalał słyszeć w 100%. Po miesiącu starszy pan przyszedł na wizytę kontrolną.
– Pański słuch jest teraz doskonały. Rodzina musi być bardzo zadowolona, że pan znowu słyszy.
– Oj, nic im jeszcze nie powiedziałem. Po prostu siadam i przysłuchuję się rozmowom. Już trzy razy zmieniałem testament.

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl