Do banku tylko z ochroniarzem – z życia wzięte (niestety) [Felieton Hanki]

Categories Felieton, SpołeczeństwoPosted on

Swego czasu podśmiewałam się nieco w duchu z mojej koleżanki, która przejąwszy obowiązki dostarczycielki pieniędzy z mojego konta, przedsięwzięła nadmierne, moim zdaniem, środki ostrożności.

Autorka: Hanka Bagińska

Otóż wybierała się do bankomatu zawsze w towarzystwie bodyguarda. Tyle że tę funkcję pełniła nasza znajoma o wzroście niespełna 1,60 m i wadze osiągającej w porywach 40-45 kg. Nic to, najważniejsze, że system działa do dziś bez zarzutu.

Niedawno obie wysłuchałyśmy ze zgrozą historii opowiedzianej przez naszą równolatkę, która przyszedłszy do domu, stwierdziła, że została okradziona. Zginęło niewiele – choć jak dla kogo, ale ktoś musiał spłoszyć złodzieja – jego łupem padły pieniądze na zakupy, komórka, pierścionek i obrączka. Znajoma, mocno wytrącona z równowagi, poszła do banku, chwyciwszy tylko plastikową torebkę i dowód. Pobrała 1000 złotych, mocno uszczuplając swoje zasoby i powędrowała do domu, ściskając reklamówkę z pieniędzmi, kluczami i dowodem pod pachą. Na drodze zaczepił ją młodzian cudnej urody, który poprosił, by pokazała ma całe logo firmy wydrukowane na reklamówce. Pokazała i… tyle ją widziała. Stanęła osłupiała na chodniku, rozmyślając o własnej głupocie i nowym nieszczęściu: wyrabianiu dowodu, wymianie kluczy, pożyczaniu pieniędzy. Z ponurych rozmyślań wyrwało ją lekkie dotknięcie w ramię. Był to ów uprzejmy młodzian. Oddał torebkę z kluczami i dowodem, dodając z miłym uśmiechem: „Myślałem, że będzie więcej pieniędzy!” I wiecie co? Była mu nawet wdzięczna. Uniknęła przecież wielu kłopotów, a reklamówkę mógł po prostu wyrwać, uderzając ją wcześniej po głowie…

Wniosek oczywisty: do banku… tylko z bodyguardem.

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl