Bęc zmiana, czyli i Ty masz wpływ na otoczenie

Categories Aktualności, SpołeczeństwoPosted on

Półtora roku temu sąsiadka postanowiła zmienić zarząd naszego osiedla. Czterej panowie rządzili od 8 lat i nie rozwiązali najpoważniejszych problemów, nękających wspólnotę. Aby zrealizować ten pomysł trzeba było zebrać 51% podpisów właścicieli mieszkań. Nie było to łatwe, gdyż część lokali jest wynajmowana, a właściciele mieszkają poza Warszawą, a nawet poza Polską.

Jednak udało się, nie bez protestów i gróźb dawnego zarządu, i rok temu rozpoczęliśmy urzędowanie. Mnie jako miłośniczce kwiatów i roślin wydawało się, że właśnie tym przede wszystkim się zajmę. No i właśnie w lutym pojawił się ze strony jedynego w naszej grupie mężczyzny – pomysł, który zwalił mnie z nóg…

Ściąć 4 lipy!

Lipami, które mają ponad 10 lat i są wysokie, jest obsadzony nasz teren. Dlaczego miały paść ofiarą powszechnej wtedy w naszym kraju wycinki? Bo ich liście i owoce, popularnie nazywane „noskami”, spadają na niektóre samochody i zasłaniają latarnie. I tak dzieje się przez cały rok – dodał pan Tomasz. No nie, chyba tylko jesienią? – broniłam. Protestowałam, podając różne argumenty od smogu zaczynając, na urodzie i wieku drzew kończąc. Niestety pomysł zyskał aprobatę jeszcze jednej z pań, bo mówiła, że najpierw kwiaty lipy, a jesienią „noski” spadają jej na balkon.

Zagroziłam, że przykuję się do jednej z lip. Z pomocą przyszedł mi przepis, że 1 marca rozpoczyna się okres lęgowy i ptaki, wijąc gniazda, muszą mieć spokój. I rzeczywiście sikorki bogatki, jak co roku, zaczęły znosić gałązki na najwyższe rozgałęzienia.

Dzień dziecka

Po raz pierwszy miał być urządzony naszymi siłami, a nie przy pomocy wynajętej i drogiej firmy, która przywozi najtańsze, sztucznie barwione lody. Chciałam, aby impreza była „zero waste”, czyli z jak najmniejszą ilością śmieci, a więc kartoników po napojach, papierków po cukierkach, pudełek po wafelkach.

Udało mi się zrealizować tylko jeden z powyższych punktów, tzn. sama zrobiłam lemoniadę cytrynową. Reszta wzbudzała opór pozostałych członków zarządu. Kupiono najtańsze słodycze i żelki, które mają opinię rakotwórczych itd. Chcę podkreślić, że stać wspólnotę na dużo droższe zakupy.

Panele fotowoltaiczne (słoneczne)

Cały czas zajmujemy się innymi ważnymi sprawami, ale ja od pewnego czasu zaczęłam opowiadać i zachwalać panele, które zamontowano na głównej alei w naszej dzielnicy. Zasilają one światła na przejściach dla pieszych. Oczywiście były głosy przeciwne, ale mniej więcej po pół roku udało się zebrać oferty i poszukać wykonawcy. Bonusem jest to, że do każdej instalacji dostaniemy premię w wysokości 15 tys. zł.

A moje wymarzone nasadzenia? Zaczną się wiosną. Będą to ogromne krzaczki lawendy, o rozpiętości ok. 1,5 metra i mocno pachnące. Ponadto od pewnego czasu zakochałam się w wysokich i ozdobnych trawach, m.in. tych, które przypominają bambus. I one również będą ozdabiać nasze trawniki.

Autorka: Ewa Marynowska

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl