Azyl [Felieton Hanki]

Categories Aktualności, FelietonPosted on

Kiedy nam się wszystko w życiu rozłazi, niepewność i niepokój o przyszłość zżerają duszę, gdy jesteśmy o krok od wpadnięcia w psychiczny dół bez dna, zawsze możemy uciec tam, gdzie zawsze jest bezpiecznie, miło, ciepło. Tam nie przytrafi się nam nic złego, jesteśmy chronieni. To miejsce emanuje spokojem, serdecznością i miłością. Sprzyja koncentracji myśli, podejmowaniu życiowych decyzji, rozprawianiu się z prawdziwymi, bądź wyolbrzymionymi wyobraźnią zagrożeniami.

Gdzie znajduje się ten wspaniały azyl o cudownych właściwościach? Gdzieś głęboko, w naszym wnętrzu. Czasem nie wiemy nawet, że jest – trzeba się napracować, by go znaleźć. W głębi naszego jestestwa jest ktoś przyjazny, akceptujący i dobry. Ktoś, kto potrafi rozwiewać niepokoje, dodawać otuchy, pocieszać i wspierać. Troszczy się nieustannie o innych – trzeba go więc skłonić, by zajął się nami. Niech zadba w taki sam sposób o nasze ciało i o komfort psychiczny.

Nie możemy spychać w podświadomość wszystkiego, co nas męczy, zagłuszać codzienną krzątaniną, odkładać spraw na potem. Kiedy uciekamy od problemów, to gdziekolwiek pójdziemy będą tam na nas czekać – trzeba im więc stawić czoła w zaciszu własnego „ja”. Warto zrobić sobie od czasu do czasu taką myślową przepierkę, czy też intelektualny remanent, niemający nic wspólnego z rachunkiem sumienia. Nie będziemy bowiem siebie osądzać ani karać – musimy tylko rozprawić się z dręczącym problemem, znaleźć wyjście z trudnej sytuacji, bądź ustalić najlepszy sposób radzenia sobie z nią.

Nikt nie przewraca się o góry – potykamy się stale o małe kamyczki. Dlatego trzeba je usuwać ze swej drogi, nie dopuszczając do tego, by usypał się z nich potężny kopiec zagradzająca nam przejście.

Podobno sztuką jest nie tylko osiąganie tego, czego się pragnie, lecz to, by pragnąć tego, co się ma. Niewielkim nakładem starań można samemu sobie umilić życie. Doskonale sprawdza się system małych haczyków zaczepionych o najbliższe dni. Na własny użytek nazwałam go „kiełbasą na sznurku”. Wiemy, że np. w poniedziałek zrobimy sobie popołudnie dla urody, we wtorek pobawimy się z wnukiem, w środę porozmawiamy z przyjaciółką, w czwartek wypożyczymy czytadło z biblioteki, w piątek obejrzymy ulubiony serial w TV, a w sobotę pójdziemy na interesujące spotkanie. Ani się obejrzymy, jak takie planowanie wejdzie nam w krew i zaczniemy bardziej skupiać się na czekających nas przyjemnościach, niż przejmować się doznanymi niepowodzeniami. I nic się nie stanie, jeśli los pociągnie za sznurek i kiełbasa zniknie nam z oczu – wymyślimy sobie inną. Jeśli system się sprawdzi, nie będziemy musieli zbyt często zaglądać do naszego azylu. Będziemy jednak wiedzieli, że jest i że zawsze możemy tam pójść, by się wzmocnić i uspokoić.

Pozdrawiam azylantów,
Hanka

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl