Zupa pomidorowa [Felieton]

Categories Aktualności, FelietonPosted on

Ostatnio mam dużo czasu, nawet bardzo dużo, stanowczo za dużo. Wszystko co robiłam wcześniej automatycznie i to było dla mnie oczywiste, teraz stało się prawdziwym wyzwaniem. Można czytać, no można, pisać też można ale przez cały dzień na okrągło?? Chciałoby się wstać i chociaż posprzątać z wielką ochotą albo może po prostu pójść do kuchni i zaparzyć sobie dobrą kawę. Cóż to byłoby za wspaniałe zajęcie ale póki co, nic z tych rzeczy, muszę jeszcze jakiś czas leżeć plackiem i w wyjątkowych przypadkach pokuśtykać z chodzikiem do łazienki i z powrotem. Tak ma być jeszcze co najmniej przez jakiś czas. Moja lewa noga jest po rozległej i niestety kosztownej operacji, ale na szczęście udanej.

Rekonwalescencja przebiega prawidłowo ale musi potrwać. Tak to się kończy jak się odkłada wizytę u specjalisty mając nadzieję, że stanie się cud i samo przejdzie. Nic z tego, na ogół lepiej nie jest, może być tylko gorzej, kwestia czasu. Ja też myślałam, że jakoś to będzie no i jakoś jest, tyle że kosztowniej i boleśniej. Miałam taki sam problem jak większość pań w wieku 60+. Ten problem to zwyrodnienie stawów kolanowych. Kolana to skomplikowany mechanizm, o który należałoby bardzo dbać, ale na ogół się tego nie robi, a w konsekwencji cierpienie, operacja, znowu cierpienie, łóżko, kule i totalna bezradność. „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakujesz aż się zepsujesz”. Ta prawda jest ponadczasowa.

Po operacji wróciłam do domu gdzie czekało na mnie rozścielone łóżko i matka staruszka, którą do tej pory zawsze ja się zajmowałam. Zapakowałam się do łóżka i pomyślałam, że teraz to będzie zupełna klapa, kto się tym wszystkim zajmie? Liczyć na męża?? Przecież ten bałaganiarz nic nie potrafi, ma obie lewe ręce i nawet wodę na herbatę przypali.

Dzieci już dorosłe, doraźnie mogą pomóc, zrobią to na pewno, ale żyć i jakoś funkcjonować trzeba przecież codziennie, a w tym wszystkim jeszcze moja matka staruszka, wymagająca opieki na okrągło. Koniec świata!!

Ja nawet nie miałam pojęcia jak pójść do łazienki, byłam słaba, zbolała i przerażona. Moja twarz musiała wyrażać dokładnie wszystkie te uczucia, bo mój mąż to zauważył chociaż zwykle nie był aż taki spostrzegawczy i wiele rzeczy trzeba mu było powtarzać trzy razy. Spojrzał na mnie ze spokojem i powiedział  „damy radę, tylko powiedz mi krok po kroku jak ugotować zupę pomidorową”

zupa pomidorowa
fot. Pexels

Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem i zaczęłam dyktować, a on słuchając robił wszystko po kolei i ugotował!! Zupa wyszła znakomicie, zjedliśmy ze smakiem, nawet moja matka nie narzekała na swój permanentny brak apetytu.

Ten sukces zachęcił go do dalszych działań. Zakupy pierwszy raz zrobił z kartką w ręku, ale następnym razem już sam wiedział czego w domu brakuje i co będzie mu potrzebne do zrobienia obiadu. Co więcej, stwierdził, że to wcale nie jest takie trudne jak kiedyś mu się wydawało. Zgłębiał stopniowo tajniki gotowania i nawet mu się to spodobało. Radzi sobie coraz lepiej opiekując się jednocześnie mną i teściową. Mój mąż wykazuje przy tym znacznie więcej cierpliwości niż ja, chociaż to przecież moja, a nie jego matka. Ona wielu rzeczy już nie rozumie, żyje w odległej przeszłości i trzeba wiele zrozumienia i akceptacji, żeby to wytrzymać. Oprócz tego trzeba jej pomóc w codziennych czynnościach. Mój mąż radzi sobie nieźle z podawaniem leków i posiłków, ale z ubieraniem staruszka musi dać radę sama, a to dla niej nie lada wyzwanie.  Mając kłopoty ze wzrokiem ubiera się trochę „na pamięć” i muszę powiedzieć, ze często wygląda dosyć zabawnie. Lewa czy prawa strona ubrania to przecież niewielka różnica, najważniejsze żeby trafić w rękaw. Zakładanie lewego buta na oprawą nogę a prawego na lewą to dla niej norma, zupełnie jak dziecko w przedszkolu. Ciekawe dlaczego ona tak robi, przecież prawidłowe zakładanie butów jest znacznie łatwiejsze.

Staramy się nie zwracać na to uwagi chyba że już stanowczo przesadzi i wtedy do akcji wkracza mój mąż, ale to nie zdarza się zbyt często. Po tak wielu latach małżeństwa odkryłam go na nowo i to jest fascynujące doświadczenie. Czyżby nastąpiła jakaś cudowna przemiana??

Chyba jednak nie, wydaje mi się, że on zawsze taki był, tylko ja tego nie zauważałam przekonana o swoich racjach i własnych wyobrażeniach na jego temat. Jesteśmy ze sobą tyle lat i zawsze było: znowu zapomniałeś, nie zrobiłeś, tyle razy ci o tym mówiłam… On chyba nie chciał żyć pod dyktando, a ja nie pozwalałam mu wykazać się jego własną inicjatywą. Trzeba było po prostu trochę go poobserwować, posłuchać i bardziej docenić.

Okazuje się, że nigdy nie jest za późno, nawet po wielu latach można człowieka poznać od nowa, zauważyć cechy, których wcześniej się nie widziało albo nie chciało zauważyć. Może trzeba uważniej popatrzeć i odkryć siebie nawzajem od nowa. To warte zachodu.

Ale, ale, żeby nie przesłodzić, utrzymania porządku mój mąż już się nie nauczy, co to, to nie. Bałaganiarzem zostanie na zawsze, a w jego wykonaniu to jest mistrzostwo świata. Aż mnie korci żeby powiedzieć  – kiedy ty wreszcie posprzątasz? Widać zdrowieję.

Autorka: Grażyna Tarnowska

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl