Wywiad z Najszybcią Babcią Świata

Categories Aktualności, Rozmowy, Styl ŻyciaPosted on

Najszybsza Babcia Świata, czyli Barbara Prymakowska, przełamuje stereotypy – nie tylko biega w maratonach, ale zdobywa w nich tytuły mistrzyni, ponadto publikuje w Internecie i prowadzi zajęcia dla seniorów. Mimo że bierze udział w maratonach dopiero od 15 lat, sport zawsze był jej pasją – jeździ też na rolkach, nartach, biega po górach! Jest m.in. najstarszą Polką, która zdobyła szczyt Mont Blanc. 73-latka marzy o maratonie w Bostonie, aby zdobyć Koronę Maratonów Świata…

 Prymakowska 3

Jak rozpoczęła się Pani przygoda ze sportem? W pierwszym maratonie wzięła Pani udział dopiero w wieku 58 lat…

Tak, to prawda, ale moja przygoda ze sportem rozpoczęła się znacznie wcześniej. Ruch lubiłam od zawsze, już jako dziecko, a później postanowiłam, że pójdę na studia zgodne z moją pasją i ukończyłam AWF. Biegać zaczęłam znacznie później – dla relaksu wzięłam udział w I edycji krakowskiego maratonu Cracovia Maraton. W tym miesiącu minęło 15 lat odkąd uprawiam tę dyscyplinę – uczciłam ten jubileusz na kolejnym maratonie, wprawdzie rolkowym…

Jeszcze później zaczęła Pani uprawiać także biegi w stylu alpejskim…

Od 60. roku życia zaczęłam uprawiać także biegi tego typu – byłam m.in. najstarszą uczestniczką biegu na Kasprowy Wierch. Ogromnie ważne było dla mnie też zdobycie najwyższego szczytu Europy, Mont Blanc – udało mi się tego dokonać w 2011 roku, kiedy miałam 68 lat. W dodatku okazało się, że uzyskałam bardzo dobry wynik – 48,44 s.

Dlaczego nazywana jest Pani Najszybszą Babcią Świata – proszę przypomnieć naszym czytelnikom swoje sukcesy. Wzięła Pani udział już w prawie 50 maratonach…

Tak, jeśli liczymy maratony na podestach, ale startuję także na łyżworolkach oraz biegówkach – klasycznych i łyżwowych. Zdobyłam tytuł mistrzyni Polski Master na dystansie 10 km w półmaratonie, maratonie oraz biegu górskim na dystansie 10 km. Jestem też jedyną kobietą w Polsce, która startuje łyżwowym stylem klasycznym na 30 km.

Pobiegłam w maratonach niemal na całym świecie – m.in. w Berlinie, Wiedniu, Londynie, Nowym Yorku, we Frankfurcie, a ostatnio w Atenach, gdzie zdobyłam także I miejsce w kategorii wiekowej K70. To było trudne, ale wspaniałe przeżycie i zarazem jedno z moich największych osiągnięć.

Przeważnie zajmuję miejsca w pierwszej piątce. Mimo że startuję w kategorii wiekowej K70, rywalizuję z kobietami 50- czy 60-letnimi.

Czy te wyniki są wynikiem tylko ciężkich treningów, czy używa Pani jakichś gadżetów elektronicznych, zażywa suplementy?

Nie, biegam bez elektroniki, śmieję się, że już z niej wyrosłam – w trakcie biegu nie mam nawet zegarka. Ludzie często się dziwią, a ja się śmieję, że po co mi zegarek? Biegnę tak, jak mi na to pozwala mój organizm – znam go i nauczyłam się go słuchać. Nigdy nie szłam na dystansach maratońskich; zawsze biegnę.

Z suplementów zaś piłam Alveo, czyli napój zawierający dwadzieścia ziół kanadyjskich, gdyż oczyszcza organizm z toksyn. Teraz jednak zaczyna się sezon na świeże warzywa i owoce, które stanowią najlepsze z możliwych suplementów.

Jest Pani mistrzynią Polski Masters na dystansie 10 km w maratonie, półmaratonie i w biegu górskim na dystansie 10 km stylem alpejskim. Jak wygląda Pani plan treningowy? Czy ma Pani trenera personalnego?

Tak, to mój mąż, który także ukończył AWF. To właśnie on ułożył moje pierwsze treningi, jeszcze przed krakowskim maratonem. Przygotowanie jest niezwykle ważnym etapem, w maratonie nie można wystartować pod wpływem impulsu, gdyż przebiegło się kiedyś 10 kilometrów. Każdy z osobna wymaga przygotowania i odpowiedniego wytrenowania.

Biegam co najmniej cztery razy w tygodniu ok. 12-15 km, przed maratonem – 35 km. Jednak plan treningu zależy od najbliższych startów – inaczej przygotowuję się do biegu górskiego, choć na szczęście w Tarnowie są odpowiednie tereny. Nie są to wprawdzie Tatry, gdzie biega się wspaniale! Zdobyłam Kasprowy Wierch w czasie 35-letniego TOP-owca. Każdy dzień to trening, praca nad wydolnością oraz techniką.

Jedak regularny trening się opłaca, gdyż wygrywa Pani najważniejsze maratony…

Wśród płaskich maratonów jednym z najtrudniejszych był Boston, gdyż trasa składa się z licznych zbiegów i podbiegów, z ostatnim mocnym podbiegiem przed metą. To jedna z najcięższych tras na świecie.

Czy któryś z biegów wspomina Pani szczególnie z powodu stopnia jego trudności i konieczności stoczenia prawdziwej walki ze swoim organizmem, aby jednak dobiec?

Tak – bieg w Atenach był dla mnie bardzo ważny, ale i niezmiernie trudny. Tym bardziej że to właśnie tam narodził się maraton, kiedy to 2500 lat temu wysłannik Feidipides przebiegł ok. 40 km, aby obwieścić o odniesionym zwycięstwie nad Persami w bitwie pod Maratonem.

Gdy brałam udział w tym biegu, miałam już 70 lat, a jest to jeden z najtrudniejszych maratonów na świecie. Było to 10 listopada i choć wiedziałam, że panują tam inne warunki atmosferyczne, nie spodziewałam się, że aż tak bardzo. Było gorąco – temperatura przekroczyła 28 stopni C, a trasa prowadziła 32 km pod górę, dopiero pod koniec w dół. Myślałam, że nie dam rady, czułam potworne zmęczenie. Na tym 32. kilometrze nagle zobaczyłam transparent „Biegnij, Barbara, jeszcze Polska nie zginęła!”, co dodało mi otuchy oraz energii. Przypomnę, że biegliśmy w przeddzień Święta Niepodległości. Ten przejaw patriotyzmu dodał mi siły, a potem okazało się, że wygrałam w swojej kategorii wiekowej – byłam zdziwiona, ale i bardzo szczęśliwa. To było piękne i wzruszające ukoronowanie moich wysiłków, łzy same ciekły po policzkach…

Prymakowska 2

Jednak bieganie to nie wszystko – uprawia Pani także inne dyscypliny…

Tak, poza bieganiem płaskim uprawiam też bieg górski stylem alpejskim, narciarstwo zjazdowe,  jeżdżę na nartach, uwielbiam pływanie. Ni wyobrażam sobie także życia bez gimnastyki… Jeżdżę też na rolkach oraz nartorolkach po asfalcie – stylem klasycznym i łyżwowym. Staram się też dużo spacerować, żyć aktywnie, gimnastykować.

Prowadzi Pani takie ćwiczenia z seniorkami. To chyba nie tylko zajęcia z aerobiku, ale troszkę też warsztaty z psychologiem…

Tak, mimo że jestem na emeryturze od ponad 10 lat, prowadzę zajęcia z aerobiku – ja to nazywam gimnastyką wyszczuplającą – od ponad 30. Wprawdzie mam 73 lata, lecz mimo wszystko uważam, że w każdym wieku ruch jest niezmiernie istotny. Najważniejsze, aby nie zardzewieć. Jak słyszę słowa „Dziękuję, Baśka”, jestem bardzo, ale to bardzo szczęśliwa. Dlatego chętnie opowiadam o sobie i o bieganiu, pracy nad formą, po to też zamieszczamy ćwiczenia w Internecie – aby zainspirować innych, pokazać im, że można, nawet w naszym – ludzi starych, bo 73 lata to przecież starość tylko ładnie nazywana jesienią życia – wieku. Trzeba mieć cel – naprawdę najważniejsze to właśnie mieć cel i nie poddawać się wegetacji.

Stała się Pani dla seniorek niemal ich Chodakowską! Powstał swoisty wideo-podręcznik z ćwiczeniami dla babć. Skąd wziął się pomysł, aby ćwiczenia prezentować w Internecie?

Kanał na YouTube był propozycją mojego sponsora. Przyznam, że byłam temu przeciwna, gdyż jest tak wiele młodszych trenerek, które wydają płyty z ćwiczeniami, prowadzą blogi… Pomyślałam, że gdzie i po co ja się będę tam pchała? Bez sensu. Wiem jednak, że wiele kobiet w wieku dojrzałym obawia się przyjść osobiście na zajęcia – mogą obejrzeć taki filmik i ćwiczyć w domu, w parku, w przerwie podczas podróży samochodem. Wystarczy kilka prostych technik, aby rozluźnić lub wzmocnić ciało. Często goszczę na UTW i opowiadam o zdrowym stylu życia w ramach akcji „Rusz się człowieku”. Jeśli ten kanał na YouTube komuś pomoże, kogoś zainspiruje, bardzo się cieszę, że jednak powstał.

A w jaki inny sposób się Pani relaksuje?

Po każdym starcie wychodzę na spacer z psem, z moją goldenką, którą kocham jak członka rodziny. Czasami wspólnie biegamy, ale wtedy wolniejszym tempem, relaksacyjnie, gdyż trudno jej nadążyć. Ona ma wtedy raj, ja zresztą tak samo. Do pełnej formy pozwalają mi też wrócić ćwiczenia rozciągające, które prowadzę dla kobiet. Dwa razy w roku decyduję się też na kriokomorę – to mnie regeneruje, po dziesięciu seansach czuję się świetnie, niemal gotowa do następnego startu.

Wzięła Pani udział w licznych imprezach sportowych, m.in. maratonie w Tokio czy Bostonie. Jeśli mogę spytać o fundusze, gdyż z pewnością wiążą się z tym spore wydatki. Czy może Pani liczyć na wsparcie sponsorów?

Tak, mam sponsora, choć nigdy żadnego nie szukałam – to oni znaleźli mnie. Nie mogłabym pozwolić sobie na takie wyjazdy sama, z emerytury – mowy nie ma. To są bardzo drogie podróże – np. Tokio, Boston czy Chicago. Sama rejestracja wiąże się z wydatkiem 1500 dolarów! Jest to opłata tylko za pobranie numeru startowego. Mnie kosztował on 800 złotych, gdyż startowałam z limitu czasowego. Ponadto należy doliczyć bardzo drogie bilety lotnicze oraz pobyt w obcym mieście – ok. 4-5 dni, aby się zaaklimatyzować.

Budzi Pani podziw i szacunek, ale na pewno spotkała się Pani także ze zdziwieniem i pytaniem o sens takiego trybu życia..?

Tak, ludzie często pytają, po co ja biegam? Za czym, jak długo zamierzam, co jeszcze chcę osiągnąć? A ja po prostu robię swoje –  najlepiej jak mogę i dopóki mogę. Teraz jest już łatwiej, gdyż bieganie stało się modne – biegają tysiące ludzi. W maratonach zagranicznych staruje aż 30-40 tysięcy uczestników, np. w Bostonie.

W jaki sposób zachęca Pani seniorów do prowadzenia aktywnego trybu życia?

Uważam, że ruch jest ogromnie ważny, gdyż oznacza zdrowie – zaręczam, że to nie jest slogan. Dzięki niemu poprawia się nasze samopoczucie, wydolność, stajemy się odporniejsi, szczęśliwsi. Seniorzy często myślą, że wszystko mają już za sobą, że nic się już nie wydarzy – są w błędzie. Prowadzę zajęcia z gimnastyki dla kobiet, jestem częstym gościem na UTW. Czuję się naprawdę szczęśliwa, jak słyszę, że komuś to pomogło, że chociaż wypchnęło gp z domu, że zaczął biegać. Ludzi trzeba zachęcać choćby przykładem…

Tym bardziej że taki przykład daje zawodowiec…

Nie jestem wyczynowcem – jestem amatorem, ale porządnym. To, co robię, staram się robić na tyle, na ile mogę, na ile zdrowie mi pozwala. Oczywiście każdego w pewnym momencie dopada kryzys – zdarza się, że biegnę do 35. kilometra jako tako, a później muszę ze sobą walczyć. Nie wierzę, że ktokolwiek pobiegnie ot tak, że lekko frunie. Nie, tak nie jest, ale kryzysy są nieuniknione, właściwie to one nas napędzają, dają później tę satysfakcję z ukończenia biegu i radość z pokonania słabości.

Ale czy ćwiczenia w wieku senioralnym nie są niebezpieczne? Wiem, że wielu seniorów obawia się właśnie tego, że tylko sobie zaszkodzą…

Wiem, że ludziom starym trudno się zmusić do wysiłku fizycznego, że łatwiej jest im usiąść, bo coś boli, gdzieś strzyka, wysiadł staw kolanowy itd. Trudno jest zmienić nagle swój tryb życia, jeśli nigdy nie uprawiało się sportu. Nikt nie zacznie nagle biegać w maratonach, jeśli do tej pory tylko siedział w fotelu. Zresztą wysiłek nie może być ponad nasze siły. Trzeba się jednak zmusić i żyć aktywniej, ale na miarę swoich możliwości. Na przykład wyjść na spacer na te 20 minut dziennie, niezależnie od pogody czy pory roku. Choćby tylko po to, aby policzyć liście w parku… Trzeba mieć cel, tak samo jak w ogóle w życiu – niekoniecznie musi to być sport, ale m.in. też wędkowanie, fotografia, modelarstwo.

Jakie są Pani plany na sportową przyszłość?

W ubiegłym roku wzięłam udział w 36 startach, ale i moje tegoroczne plany są bardzo bogate. Nieustannie trenuję, obecnie przygotowuję się do Mistrzostw Świata w Biegach Górskich, w sobotę i w niedzielę jadę na kolejne zawody z tej dziedziny. Ponadto ścigałam się tydzień temu z kobietami młodszymi nawet o 13 lat!

Z kolei 9 października odbędzie się Bank of America Chicago Marathon, niezwykle dla mnie ważny, gdyż będzie to dla mnie szansa na zdobycie prestiżowego tytułu World Marathon Majors, czyli Korony Maratonów Świata (Berlin, Londyn, Nowy Jork, Tokio, Boston, Chicago). Obecnie tylko dwie kobiety na całym świecie mogą się poszczycić tym tytułem.

 

 

 

 

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl