Wymarzona podróż nad Bajkał – cz. 5: Olchon, Listwianka i szaman

Categories Aktualności, PodróżePosted on

Zapraszamy na kolejną część opisu wyprawy nad jezioro Bajkał. Poprzednia część do przeczytaniu na naszym portalu.

Tekst i zdjęcia: Grażyna Tarnowska

Olchon to, przede wszystkim, święte miejsce Buriatów, które jako jedno z pięciu na Ziemi posiada magiczną, szamańską energię. Dziesiątki miejsc kultu wyznaczają drzewa i drewniane pale zwane „serge” obwiązane kolorowymi wstążkami i leżącymi pod nimi darami w formie pieniędzy, papierosów, czy butelek wódki. Ja zostawiłam tam dwie polskie monety, na szczęście.

Każdy Buriat sięgając po kieliszek alkoholu najpierw moczy w nim serdeczny palec lewej ręki i bryzga wódką na cztery strony świata. W ten sposób oddaje cześć czterem boskim żywiołom.

Populacja mieszkańców wyspy od wielu pokoleń jest stabilna, bardzo mało tu cmentarzy. Buriaci grzebią w ziemi wyłącznie młode osoby. Pozostali zmarli są zabierani do lasu, gdzie szaman wskazuje trzy drzewa do ścięcia, które posłużą do spalenia ciała. Następnie prochy są rozwiewane po lesie, a zmarłych się więcej nie wspomina. Zarówno ceremonii pogrzebowej jak i miejsc pochówku nie udało nam się zobaczyć, gdyż ta część buriackich wierzeń jest tajemnicą ściśle chronioną przed obcymi.

Po szalonym rajdzie przyszedł czas na obiad. Dojechaliśmy do polany na której ustawione  były drewniane stoły i ławy. Po środku, nad ogniskiem gotowała się zupa rybna w dużym osmalonym przez dym kociołku. Podali nam metalowe miski do których Buriat nalewał po kolei gorącą zupę. Każdy dostał do ręki łyżkę i kawałek chleba. Cóż to była za zupa – przepyszna, ugotowana z ryb, które żyją tylko w Bajkale. Ta ryba nazywa się omul i nie występuje nigdzie indziej tylko tam. Po zupie podano herbatę w metalowych kubkach „parzymordkach” i pierniki – pyszne! To był prawdziwy posiłek wędrowców.

Ostatnim punktem programu była skała szamanów, bardzo stroma i dostępna tylko dla nich, ostatecznie mogli tam podejść turyści, ale tylko mężczyźni, dla kobiet wstęp był nie wskazany. Co za dyskryminacja!

Kolejny dzień spędziliśmy w Listwiance. To jest kurort nad Bajkałem gdzie przyjeżdżają raczej bogatsi ludzie na weekend, a niektórzy kupują tam letnie domy. Miejscowość jest zatłoczona, plaża wąska i kamienista, a w pobliżu znajduje się port z mnóstwem jachtów i statków wycieczkowych. Wzdłuż głównej ulicy jest bazar z mnóstwem przyciągających wzrok kolorowych straganów ze wszystkim, co dusza turysty zapragnie. Najbliżej ulicy były stoiska z wędzonymi omulami, konfiturami z cedrowych szyszek i całą masą owoców i innych wiktuałów.
Dokupiłam słoiczek konfitur.

Na dalszych straganach sprzedawano biżuterię z półszlachetnych kamieni i różnego rodzaju minerałów wydobywanych w okolicy Bajkału i w Górach Ałtaj. Wszystko śliczne, kolorowe i chusty i matrioszki. Nie wytrzymałam, kupiłam sznur hematytów, piękne.

Kobieta to jednak dziwna istota – kupi sobie kamień, powiesi na szyi i jest cała szczęśliwa.

Po wyjściu z bazaru wjechaliśmy kolejką linową na wzgórze Czerskiego, z którego roztacza się piękny widok na Bajkał i ujście Angary. Jechaliśmy kolejką na szczyt wzgórza dyndając nogami i patrząc w dół na stok porośnięty barszczem. Na szczęście lina wytrzymała. Następną atrakcją było muzeum Bajkału.

Było rzeczywiście bardzo interesujące. Okazuje się że Bajkał położony na obszarze sejsmicznym jest rowem tektonicznym, który każdego roku rozszerza się o 4 cm. Widzieliśmy pracujący sejsmograf, rejestrujący niewielkie wstrząsy. W muzeum były akwaria, w których hodowano ryby i foki żyjące w Bajkale. Zrobiłam kilka zdjęć. Na koniec weszliśmy do batyskafu, który stopniowo zanurzał się aż do dna jeziora. Przez okrągłe bulaje widzieliśmy życie zwierząt. Oczywiście to był tylko symulator, ale wrażenia były wspaniałe i bardzo autentyczne.

Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i następnego dnia trzeba było już wracać do Irkucka, a potem do domu, ale po drodze czekała nas jeszcze jedna atrakcja – buriacka wioska, obiad w jurcie i wizyta u szamana.

Znowu jechaliśmy przez step aż do wioski z okrągłymi jurtami i stadami koni na stepie. Przywitali nas Buriaci (po rosyjsku) w ludowych strojach i urządzili przedstawienie z tańcami i śpiewem. Byliśmy pod wrażeniem.

W jednej z jurt była restauracja gdzie serwowano obiad – jedzenie jak zwykle pyszne.

Potem wizyta w jurcie szamana. Szaman rozpalił ognisko na środku jurty i rozpoczął obrzędy. Traktował to bardzo poważnie. Na chichoty dobiegające gdzieś z kąta zareagował gniewnie – „jak kogoś to śmieszy, to może wyjść”. Zapadła cisza. Na koniec podarował nam talizmany, ja dostałam taki z włosami z końskiego ogona. Na szczęście. Oczywiście po wyjściu z jurty musieliśmy zostawić datki. Dałam 300 rubli. Szaman przeliczył pieniądze i okazał zadowolenie. Wszyscy byliśmy hojni.

Wróciliśmy do Irkucka i po godzinie byliśmy już w samolocie do Moskwy, a potem do Warszawy. Nikt z nas nie cieszył się z powrotu do domu. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy że wycieczka była za krótka. Nad Bajkałem powinniśmy zostać przynajmniej o tydzień dłużej.

Koniecznie muszę pojechać tam jeszcze raz, tym razem zimą.

Epilog

Są tacy którzy lubią Rosję za tak zwaną „rosyjską duszę”. Chyba tylko Polacy potrafią tak dobrze zrozumieć Rosjan. Dla kultury zachodniej zawsze byli i są nie do odczytania. Winston Churchill o Rosji mówił: „to jest zagadka, owinięta w tajemnicę, wewnątrz enigmy”.

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl