Wymarzona podróż nad Bajkał – cz. 4: grupa seniorów na Syberii

Categories Aktualności, PodróżePosted on

Tekst i zdjęcia: Grażyna Tarnowska

Bajkał – piękno zapierające dech w piersiach

Wokoło ciągnął się step po horyzont, w oddali widać było tajgę. Jechaliśmy długo patrząc na krajobraz stepu i pasące się na nim stada krów i koni. Nagle zerwał się wiatr i zrobiło się ciemno, kierowca zatrzymał autobus na poboczu drogi, zaczęła się ulewa, widoczność spadła do zera. Raptem usłyszeliśmy głośny stukot o dach autobusu, to zaczął padać grad, wokoło zrobiło się biało w środku lata, droga pokryła się lodem i dalsza podróż nie była możliwa, musieliśmy czekać. Na szczęście nie trwało to zbyt długo, wyjrzało słońce i za pół godziny było już po wszystkim. Na stepie pogoda zmienia się dosyć często, ale dla nas to było wyjątkowe zjawisko.

Kierowca ruszył powoli i bardzo ostrożnie, szosa była mokra i śliska. Gdzieniegdzie na stepie widać było okrągłe buriackie jurty, to prawdopodobnie były domy pasterzy pilnujących bydła.

Po dwóch godzinach jazdy autobus zatrzymał się przy charakterystycznym pomniku, to był pomnik symbolicznego wędrowca wracającego do domu z dalekiej Syberii. Obok pomnika stał kamień z wyrytym tekstem naszej ulubionej piosenki „Włóczęga”. Wszyscy stanęliśmy przed kamieniem i przeczytaliśmy na głos tekst. Ja nie musiałam czytać, bo znam tę piosenkę na pamięć. Przecież kiedyś śpiewał to Niemen.

Pomnik stał na wzgórzu na tle Bajkału. To był wspaniały widok.

Bajkał ma głębokość 1642 metrów, jest to najgłębsze jezioro na ziemi. Zawiera ponad 20% świeżej, niezamarzniętej wody istniejącej na ziemi. Wpływa do niego 336 rzek, ale wypływa tylko jedna – Angara. Szacuje się, że jeśli wyschłyby pozostałe zbiorniki na naszej planecie, to wody z Bajkału starczyłoby dla całej ludzkości na 50 lat. Czy to nie jest niesamowite?!

Widoczność pod powierzchnią sięga tu ponad 40 metrów! Woda jest czysta jak kryształ.

Według legendy kąpiel w nim przedłuża życie. Ja się kąpałam – czy będę żyła dłużej? Mam taką nadzieję.

Po śniadaniu poszłyśmy z dwoma koleżankami na plażę, wokoło było sporo ludzi ale wszyscy siedzieli na piasku. My ostrożnie weszłyśmy do wody, była troszeczkę zimna, ale właściwie taka jak w Bałtyku. Zanurzałyśmy się pomału i wreszcie wszystkie trzy, jak na komendę, popłynęłyśmy przed siebie. Woda była wspaniała, czysta i słodka. Wyszłyśmy z wody dopiero wtedy, kiedy byłyśmy już sine i szczękałyśmy zębami – zupełnie jak dzieci.

Po tej kąpieli czułam się wspaniale i nie dostałam nawet kataru. Bajkał to cudowne jezioro.

Jedno z miejsc na Bajkale jest nie tylko tajemnicze, ale przede wszystkim niebezpieczne – to „Krater Diabła”. Znajduje się tu wir, który prawdopodobnie jest odpowiedzialny za zniknięcie bez śladu łodzi z czterema osobami na pokładzie w 2011 roku. Buriaci nazywają to miejsce „Wrotami Piekieł”…

Największą wyspą jest tu Olchon tam właśnie był nasz hotel. Ja mieszkałam w jednoosobowym, wygodnym drewnianym domku. Cały domek stanowiła sypialnia z łazienką, ale nic więcej nie było mi potrzebne do szczęścia. W pobliżu hotelu była szeroka, piaszczysta plaża nad Bajkałem – po prostu raj. Co za szkoda, że byliśmy tam tylko dwa dni. Następnym razem spędzę tam co najmniej tydzień, a właściwie mogłabym zostać na zawsze, do końca życia. Tam ludzie żyją w spokoju i przyjaźni, po prostu żyją. W Europie jest za ciasno i pewnie dlatego ludzie zaczynają nienawidzić się nawzajem. Słyszałam, że zimą Bajkał jest nawet piękniejszy niż latem. Wybiorę się tam kiedyś zimą – to moje następne marzenie.

Nasz przewodnik zorganizował dla nas wycieczkę dookoła wyspy Olchon. Cóż to była za jazda. Na wyspie nie ma nawet pół metra asfaltowej drogi. Podstawowym środkiem transportu jest wyprodukowany w latach 90. ubiegłego wieku UAZ z napędem na cztery koła. Zabiera 10 osób, które zostają tak rozmieszczone, aby dociążyć obie strony pojazdu a odciążyć jego przód. Drogi w północnej części wyspy przypominają poligon dla czołgów. Strome podjazdy i głębokie na pół metra koleiny przekonują pasażerów, że kierowca ma szósty zmysł i jakieś konszachty z szamanem, które umożliwiają nam bezpieczny przejazd.

Nie muszę dodawać, że była to dla nas dodatkowa atrakcja, nic nie mogło nas zrazić. Te samochody dokonywały cudów przejeżdżając przez dziury i błota i pomimo podeszłego wieku okazały się całkiem sprawne. Mogę powiedzieć że to był rajd prawie jak Paryż – Dakar.

Ciąg dalszy opisu wyprawy >

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl