Wielkie zrzeszenie, wielkie wyzwania

Categories Aktualności, Polityka SenioralnaPosted on

Rozmawiamy z Elżbietą Ostrowską, przewodniczącą zarządu głównego Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów

 pobrane

Jak duża jest Państwa organizacja? Jak wiele osób skupia w całym kraju?

Polski Związek Emerytów, Rencistów i Inwalidów to ciągle największa organizacja pozarządowa skupiająca osoby starsze i niepełnosprawne. Działamy na terenie całego kraju poprzez sieć ponad 2 tysięcy ognisk związkowych tzn. kół, a także rejonów i oddziałów okręgowych. Działamy często w gminach na terenach wiejskich, czyli tam gdzie zazwyczaj nie występują inne organizacje senioralne oraz inne formy współpracy z osobami starszymi. Skupiamy około pół miliona osób. Są to różne osoby, przy czym nie znam innych organizacji, które działają zarówno na rzecz wsparcia tych najbardziej potrzebujących seniorów, jak również na rzecz rozwijania form aktywizacji i organizacji czasu wolnego pozostałych emerytów i rencistów. W wielu miejscowościach nasze koła wraz ze swoimi siedzibami są jedynym centrum społecznym, w którym coś się dzieje dla osób starszych, ale czasami też w ogóle dla lokalnej społeczności, którą seniorzy włączają w działania, głównie kulturalne. Nasz związek pielęgnuje relacje pokoleniowe, ale nie jest „wsobny”.

Dwa lata temu natknąłem się na jedno z takich aktywnych kół. W małej miejscowości jest to największe zrzeszenie, właściwie jedyny podmiot pozarządowy mogący być systematycznym partnerem do dyskusji, robiący coś więcej niż imprezy dla swojej bazy. To piękne, ale z drugiej strony pokazuje w jakim krajobrazie muszą często działać senioralnej organizacje. Wokół nich nie ma innych, nie samorządowych aktorów publicznych. Trudno im więc uwrażliwić na swoje sprawy urzędników czy lokalnych polityków, nawet jeśli są to zrzeszenia liczne.

Pełnimy ważną rolę na polu integracji społecznej na szczeblu lokalnym. Chcemy być partnerem samorządów, mamy swoje oczekiwania. Czasem te oczekiwania powodują wręcz, że w odpowiedzi na nasze istnienie projektuje się nowe podmioty, np. kluby seniora, w których jednak osoby starsze bywają biernymi odbiorcami przygotowanych dla nich zajęć. Ale to dobrze, że takie miejsca powstają, to oczywiście przynosi korzyść dla społeczności seniorów.

Jak państwo oceniacie własną zdolność mobilizowania bazy członkowskiej i nacisku na polityków? Tak na szczeblach lokalnym, jak i centralnym? Pół miliona osób, w prawdzie mających różne interesy, połączonych głównie metryką, to wielki potencjał.

Jesteśmy największą organizacją senioralną, a więc przypisujemy sobie obowiązek reprezentowania stanowiska seniorów wobec władz. Chodzi przy tym nie tylko o osoby stosunkowo dobrze radzące sobie społecznie, ale zwłaszcza o sprawy tych najstarszych, niepełnosprawnych. Najzwyczajniej niezauważanych bo ich sprawy są trudne. Staramy się je reprezentować w komisjach sejmowych oraz innych ciałach konsultacyjnych. Jesteśmy słuchani, ale oczywiście nie zawsze załatwia się sprawy po naszej myśli. Ostatnio odrzucono na przykład projekt ustawy wprowadzającej bezpłatne leki dla najstarszych seniorów. Zrobiono to w dodatku przy pełnym hipokryzji uzasadnieniu, sugerującym, że darmowych leków nie powinni seniorzy otrzymywać, bo zbyt dużo ich będą brali i się pochorują.

Staramy się być rzecznikami. Jesteśmy ambasadorami nie związku, ale tych statystycznie dużych grup osób starszych, w tym seniorów najstarszych, samotnych i potrzebujących wsparcia. Oni nie są najczęściej w polu zainteresowania organizacji pozarządowych, nie mają słyszalnego głosu w debacie publicznej.

W obszarze polityki senioralnej dużo się dzieje, ale sporo tematów zostało otwartych i niedokończonych. Być może to dobrze, bo jest czas na namysł… Z drugiej strony seniorzy nie są ludźmi, którzy mają przesadnie dużo czasu… Co trzeba zrobić w pierwszej kolejności by seniorom w Polsce żyło się lepiej?

Najważniejsze kwestie do załatwienia są od dawna zdefiniowane, ale niestety nie mieszczą się w strategiach senioralnych projektowanych przez najwyższe władze. Jasne dla wszystkich jest, że nie będzie aktywności społecznej osób starszych i żadnej ich pomyślności, jeśli ci ludzie będą walczyć o przetrwanie ekonomiczne. Najniższe emerytury i renty uniemożliwiają godne życie. Jeśli ktoś dysponuję np. sumą 600 złotych miesięcznie to jest to nie tylko poniżej progu ubóstwa, ale też poniżej progu elementarnej solidarności społecznej. Wydaje mi się, że młodsze pokolenia akceptowały to, ale dziś coraz bardziej rozumieją, że ich indywidualne sukcesy, w przyszłości również zamienią się w deszcz drobniaków, że czeka ich ekonomiczna zapaść, wręcz upokorzenie. Problem systemu emerytalnego to problem systemowy i dotyczący każdej żyjącej dziś osoby niezależnie od wieku.

Druga kwestia to opieka zdrowotna, a raczej problem z logiką jej funkcjonowania. To jest system biurokratyczny, zaprojektowany dawno temu i niereformowany zgodnie z potrzebami społecznymi. Nie da się go zmienić bez zwiększenia nierosnącej składki zdrowotnej, w skali europejskiej bardzo niskiej. To jest obecnie system permanentnego kryzysu, który nie przyjmie rosnącej liczby starszych pacjentów. Po prostu nie obsłuży ich, bo jest systemem, któremu nie opłaca się leczyć osób z wieloma chorobami na raz. Trzeba było Jurka Owsiaka, żeby powiedzieć głośno, w jakich warunkach, w publicznych, nielicznych zresztą, ośrodkach geriatrycznych starzeją się nasi najbliżsi.

I tu dochodzimy do trzeciej sprawy, czyli tego, że system instytucjonalnej pomocy i wsparcia jest niewydolny, zupełnie nieprzygotowany na rosnąca liczbę osób 80, 90 +, nawet stulatków. Cały ten problem opieki nad niesprawnym seniorem spoczywa dziś na rodzinie i miejmy świadomość, ze to nie zawsze jest rodzina wielopokoleniowa, w której członkowie mają różne role, ale taka rodzina, w której dziś każdy pracuje i nie ma czasu. No i ma problemy z wypracowaniem nadwyżki finansowej by zapewnić bliskim pomoc. Skandaliczna była sytuacja w ubiegłym roku, kiedy w ogóle wstrzymano dodatki pielęgnacyjne dla osób opiekujących się starszymi osobami. Zabrano je po prostu jednym ruchem zostawiając ludzi z niczym. W sytuacjach dramatycznych. Takich, że córka, najczęściej w wieku okołoemerytalnym, rezygnuje z pracy żeby się zająć zaawansowaną wiekiem matką lub ojcem. To była skandaliczna sytuacja, kiedy z dnia na dzień odebrano ludziom nie tylko dodatek, ale i świadczenia zdrowotne, czyli możliwość leczenia się. Ten błąd naprawiono, ale samo zaistnienie sytuacji świadczy o absolutnym braku wyobraźni na temat tego jak żyją ludzie starsi i czego potrzebują.

Czy aktywność społeczna osób starszych będzie w przyszłości rosnąć? W większym stopniu włączą się w życie obywatelskie? Wchodzi właśnie w wiek emerytalny pokolenie powojennego wyżu demograficznego, lepiej wykształcone, doświadczone realiami dwóch systemów ekonomicznych, krytycznie nastawione do obu tych rzeczywistości…

Trudno określić ich zaangażowanie. Zwłaszcza ci młodsi musieli mocno konkurować żeby przetrwać w czasach transformacji, więc trudno ocenić ich zdolność do życia wspólnotowego. Ale ja mimo wszystko wierzę, że w kolejnych pokoleniach ta potrzeba solidarności między pokoleniowej i w ramach grupy rówieśniczej, będzie narastała. Przynajmniej dlatego, że nie dzieje się u nas w kraju nic takiego, co by ludziom pozwalało zbyt wygodnie żyć, nie interesować się sprawami innymi niż prywatne. Pana pytanie to już nie jest pytanie o seniorów tylko o społeczeństwo w ogóle.

Jak pani ocenia zaangażowanie polityków 60 czy 70+ na rzecz osób starszych. To mogliby być bardzo silni ambasadorzy środowiska, zwłaszcza w swoich środowiskach politycznych. Ale nie słyszałem by byli premierzy, ministrowie, dziś wciąż aktywni posłowie lub urzędnicy, mówili w imieniu seniorów. Wydaje się, że oni, jako osoby aktywne, nie utożsamiają się ze swoją grupą pokoleniową, bo nie odczuwają wielu problemów, które odczuwa większość seniorów.

Poczucie wspólnoty losów emerytów chyba nie jest w tej kategorii osób jakoś bardzo upowszechnione. Większość polityków i to bez względu na wiek przypomina sobie o emerytach w okresie przedwyborczym. Wtedy się nami interesują. Mamy prośby o spotkania, propozycje jakiegoś współdziałania i wnoszenia nawet projektów ustaw. A potem wszystko wraca na stare tory.

Mam nadzieję, że w przyszłości będzie na tym polu lepiej. Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiał: Przemysław Wiśniewski

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl