Warto czy nie warto być na Facebooku?

Categories AktualnościPosted on

Niektórzy są przeciwni, a ja jestem entuzjastką facebooka. Dzięki niemu „podróżuję” po całym świecie i spotykam bardzo ciekawych ludzi. No i codziennie ćwiczę czytanie i pisanie po angielsku. A także poznaję słowa w innym języku.

Kia Ora Ewa

Tak tytułuje wiadomości do mnie znajoma z Nowej Zelandii o imieniu Mere. Czy to po maorysku – zapytuję siebie – czyli w języku rdzennych mieszkańców tej Zielonej Wyspy? Sprawdzam w wyszukiwarce i już wiem: to rzeczywiście maoryskie „cześć” albo „jak się masz?”, ale zwrot przeniknął do nowozelandzkiej odmiany angielskiego i jest powszechnie używany. To tak jak nasze „hej” czy „heyah” od angielskiego Hello. Maorysi znani mi są tylko z filmów, np. z cudownego „Fortepianu” i czasopisma National Geographic. Urodziwi, ciemnowłosi, o opalonej karnacji i twarzach często ozdobionych czarnym tatuażem. Przybyli na tę wyspę około 1000 lat temu z Hawaiki (wschodnia Polinezja), z której przypłynęli na canoe. Maorysi mają wiele wspólnych cech genetycznych z mieszkańcami Hawajów. Wyspa Białych Chmur – jak nazwali Nową Zelandię – miała chłodniejszy klimat i bogatszą florę i faunę. Żył tam między innymi gigantycznie wielki (3,5 m) ptak, a raczej ptaszysko moa. Dlatego im się spodobała.

Ich zwyczaje, kultura i kuchnia przeniknęła i wzbogaciła późniejszych przybyszy z Wielkiej Brytanii, którzy podążyli tropem Jamesa Cooka podróżnika, który przypłynął tam w połowie XVIII wieku.

Mere jest już babcią – widziałam jej zdjęcie z wnuczką, ale w dalszym ciągu pracuje. Zajmuje się plecionkarstwem z dużych liści palmy kokosa. To etno umiejętność, którą przejęły białe kobiety od Maorysek. Maorysi nosili spódnice z liści, wykonywali piękne maty, torby, a nawet naczynia. Mere specjalizuje się w cudownych, chroniących przed słońcem, kolorowych kapeluszach. Mam wrażenie, że to zajęcie rozwinęła po przejściu na emeryturę. Jednak na swoim profilu nie pokazuje kapeluszy zbyt często. Czasem pojawiają się zdjęcia projektantów mody, którzy, jak należało się spodziewać, tworzą kreacje z plecionek. Niektóre z nich naprawdę piękne, szczególnie Shony Tawhiao, która pokazywała swoje stroje nawet w Paryżu i Honolulu. Jej modelki malują na czarno usta, co jest nawiązaniem do plemiennych tatuaży.

Mere zaskoczyła mnie czarno-białym zdjęciem z przełomu XIX i XX wieku, przedstawiającym maoryskie  kobiety… w męskich strojach, nawiązujących wprost do ubioru znanego brytyjskiego dandysa Oskara Wilde’a. Te kobiety zawodowo strzygły owce, czyli w naszym pojęciu przejęły męski zawód. Czy zdjęcie było demonstracją gender? Nie umiem odpowiedzieć.

Nowa Zelandia, choć mnie wydawała się rajską wyspą, ma podobne do naszych i europejskich problemów: walka o prawa kobiet, szczególnie Maorysek, obrona przed zatruwaniem środowiska i rządem, który nie mówi prawdy…

Gosha

Ma japońskie nazwisko i mieszka w Poczdamie. Na zdjęciach widać piękną osobę z fantastycznie gęstymi, czarnymi włosami, ale rysy twarzy nie są japońskie. Pisze po angielsku, niemiecku i japońsku. Kim jesteś, Gosha?

Gdyby nie to, że wiem jak się czyta japońskie „sh” i „ch” może nie dowiedziałabym się, że ma, przynajmniej w połowie polskie korzenie! A więc to Gosia czyli Małgorzata, urodzona w Polsce z mieszanego małżeństwa Polki i Hindusa – obojga artystów. Po zbyt wczesnym odejściu mamy, która w czasie wojny była więziona na Pawiaku, trafiła do Kaszmiru, gdzie się wychowywała razem z rodziną ojca. W 1980 roku pojechała na studia do Japonii na Joshibi University of Art and Design. Tam nauczyła się japońskiego i zdobyła liczne umiejętności artystyczne. Wyszła za mąż i urodziła synka Joshiego. Dziewięć lat później zdecydowała się przenieść do Niemiec, najpierw do Hamburga, a potem do Poczdamu. W Poczdamie mieszka w dużym ceglanym domu, obrośniętym bluszczem. To dawna – jak mi powiedziała – Straż Pożarna. Ale nie remiza tylko „biurowiec”. Z tyłu tego pięknego domu znajduje się ogród, gdzie rosną drzewa owocowe, a nawet krzak żółtych i słodkich owoców kaki, z których Gosha robi dżemy i inne wspaniałości. Generalnie uwielbia gotować i nawet, razem z synem napisała książkę kulinarną z własnymi zdjęciami. Czym zajmuje się artystka, o tak bogatych doświadczeniach i przeżyciach z różnych stron świata? Maluje obrazy, ale także szkło i porcelanę, tworzy naczynia z gliny, farbuje i maluje jedwab, urządza koncerty w swoim przestronnym studio, organizuje artystyczne i kulinarne warsztaty. Jest osobą nadzwyczajnej łagodności i tolerancji w stosunku do innych. Prawdopodobnie właśnie dzięki swoim licznym wojażom. I na koniec cenna informacja dla mnie. W maju Gosha będzie miała wystawę na warszawskim Starym Mieście w przestrzeni Stowarzyszenia Historyków Sztuki.

Jan de Werycha

Poznany dzięki Gosi, która bardzo przyjaźniła się z jego żoną, kiedy mieszkała w Hamburgu. To Polak, rzeźbiarz, który ukończył gdańską ASP. Zajmuje się drewnem, co nie znaczy, że w nim rzeźbi. Z drzazg, szczapek, wiór i innych kawałków układa niesamowite kompozycje. Okręgi na podłodze, abstrakcyjne stosy i stożki, na ścianach formy podobne do obrazów 3D. Za każdym razem mocno widzów zaskakuje. Miewa też wystawy w Polsce, np. w Centrum Rzeźby w Orońsku, ale głównie prezentuje swoje prace w Niemczech. Z całą pewnością można powiedzieć, że jest artystą spełnionym.

Autorka: Ewa Marynowska

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl