Taneczna konfrontacja – fotoreportaż z flash mobu

Categories Aktualności, Społeczeństwo, Styl ŻyciaPosted on
Ja też potrafię, fot. Danuta Marciniak

Pierwszy raz widziałam coś takiego jak ten Taneczny Flash Mob z 2 lipca 2014 roku. Różne flash moby już widziałam w swoim życiu, ale nigdy takiego, żeby była w nim konfrontacja.

Co to jest flash mob? Flash to znany prawie każdemu „flesz”, czyli mignięcie, zaświecenie czymś przez krótką chwilę. A mob to tłum. Razem: zjawisko społeczne, towarzyskie, społecznościowe polegające na tym, że wcześniej umówiona grupa ludzi, przez bardzo krótki okres czasu (jakby „mgnienie oka”), wykonuje w miejscu publicznym, na oczach wszystkich przechodniów, pewną niezwykłą sekwencję ruchów, pozornie bezsensowną i surrealistyczną. Zdarzenie jest niespodziewane, nie jest publicznie zapowiadane. Zaraz po akcji uczestnicy flash mobu znikają rozchodząc się w różne strony. Nie komentują też zdarzenia, odchodzą jak gdyby nigdy nic się nie stało.

Może to być na przykład otwieranie parasolek w słoneczny dzień na rynku miasta i skoordynowane machanie nimi w różne strony. Może to być – tak jak mi opowiadali znajomi z Ukrainy – próbowanie rosyjskiego jedzenia kupionego wcześniej w sklepie i udawanie, że po nim jest się martwym. Albo o określonej godzinie zimą, w mroźną pogodę, zdejmowanie spodni w metrze i podróżowanie tylko w bieliźnie przez kilka przystanków.

Byłam więc częścią wyżej wspomnianego lipcowego flash mobu. Zorganizowala go Paulina Braun, ktora od dawna wspolpracuje z DJ Wika. Paulina Braun, to artystka i animatorka, która organizuje w Warszawie Dancingi Międzypokoleniowe od 2011 roku. DJ Wika, czyli Wirginia Szmyt jest to słynna chyba już w całej Polsce, najstarsza „didżejka”, czyli osoba mieszająca dźwięki na dyskotekach. Tańczyli znajomi jej i DJ Wiki.

Rozgrzewka

Rozgrzewka dla starszych i ich próby odbyły się w przyjaznym i prężnie działającym Ośrodku Nowolipie (Warszawa, ul.Nowolipie 25b). Ćwiczono w sali, która na co dzień spełnia także funkcję sali do jogi, ping-ponga i kilku innych jeszcze działań.

Prowadziła Klara.

Prowadzenie - Klara, fot. Danuta Marciniak

Uczestnicy nadążali, fot. Danuta Marciniak

Uczestnicy nadążali.

fot. Danuta Marciniak

fot. Danuta Marciniak

Ruchy powtarzano także i na dworze: w bardzo miło zorganizowanej przestrzeni ogródka, wraz z Klarą i Wiktorią.

fot. Danuta Marciniak

fot. Danuta Marciniak

Znajomi z tańców

Kiedy przyszli młodsi uczestnicy zabawy, witano się z nimi bardzo serdecznie i zamieniano kilka słów, aby dowiedzieć się co słychać.

fot. Danuta Marciniak

Porozmawiamy co słychać, fot. Danuta Marciniak

fot. Danuta Marciniak

Występ / Konfrontacja kontrolowana

Potem był występ na placu nad tunelem W-Z, koło kościoła akademickiego.

Był to własnie ten flash mob, który był konfrontacją pomiędzy osobami młodszymi i starszymi.

Na początku za konsoletą dźwiękową stanął mężczyzna w średnim wieku miksował dla nich kawałki muzyki.

Po kilku minutach występów „break dancers”, czyli młodych ludzi wyprawiających dziwne wygibasy, nagle na matę wyszedł pan Leopold – nieco starszy pan, ubrany z nonszalancją w czarną kurtkę i takąż czapkę z daszkiem i też zaczął się wyginać. Robił to nieco oszczędniej niż ci młodzi, ale robił to w rytm i z wdziękiem.

Ja też potrafię, fot. Danuta Marciniak

fot. Danuta Marciniak

Młodzi zeszli na bok maty patrząc co się dzieje. Tłum gęstniał. W pewnym momencie ten starszy pan zastygł złożywszy ramiona na klatce piersiowej i czekał jakby rzucał młodym wyzwanie. Naprzeciw niego stanął jeden z zespołu młodszych. Też złożył ręce na piersiach, jakby je przyjmował. Za nim stała reszta jego zespołu. Za starszym mężczyzną stanęła jego „banda”, również splatając ręce.

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, po czym każdy z panów po kolei wykonał fragment swojego tańca-łamańca. Publiczność zastygła w zadziwieniu. Zaraz potem biła brawo zarówno młodszemu jak i starszemu. Do obu panów dołączyły ich grupy, wkrótce stworzyły jedną i razem wykonywały ustalony wcześniej zestaw tanecznych ruchów.

fot. Danuta Marciniak

Wtedy za konsoletą miksującą dźwięki stanęła słynna chyba już w całej Polsce DJ Wika, czyli najstarsza w Polsce kobieta mieszająca dźwięki na dyskotekach.

fot. Danuta Marciniak

Ludzie stojący wokół zaimprowizowanej „sceny” bili brawo w rytm muzyki, niektórzy spontanicznie dołączali się improwizując swoje sekwencje taneczne i próbując dostosować się do tego co tańczyła grupa.

Po dwóch-trzech minutach każdy z tancerzy ruszył w swoją stronę pozostawiając widzów w zadziwieniu. Niektórzy śmiali się jakby dostali głupawki maskującej zadziwienie i swego rodzaju zaskoczenie, inni mieli jeszcze siłę wyartykułować „ale zajefajnie, ale zajefajnie”. Spytani o szczegóły „zajefajności” wyjaśnili w prostych słowach, że fajnie było, iż ten starszy pan po pierwsze nie bał się stanąć naprzeciwko młodych, a po drugie, że świetnie się ruszał, co było miłym zaskoczeniem dla widzów.

Potem zniknęliśmy niezauważenie, aby lepiej zintegrować się w Bazyliszku.

Było mi bardzo miło poznać tak aktywną i rozbawioną grupę ludzi. Mam nadzieję spotkać ich jeszcze kiedyś przy różnych okazjach.

Tekst i zdjęcia: Danuta Marciniak

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl