Tajemnicza historia krzyża na rozstaju dróg

Categories Aktualności, KulturaPosted on

W Alei Kasztanowej, przy której mieszkam, stoi stary, drewniany krzyż z datą 1864. Co wieczór, bez żadnego wyjątku, ktoś zapala pod nim znicze. Od niedawna otoczono go stalową ramą i szkłem, aby chronić przed zniszczeniem. Jak się okazuje historia krzyża kryje niezwykłą opowieść z czasów powstania styczniowego.

Najstarsza rodzina na Kabatach

Hrabia August Potocki, jak wielu innych, przygotowywał broń dla powstańców. Niestety, ktoś o kolejnym transporcie doniósł carskiej policji. Winę na siebie wziął Karol Julian Karniewski – administrator dóbr wilanowskich, które należały do Potockich, a także opiekun ich biblioteki. Został osadzony w Cytadeli i czekał na syberyjską wywózkę. W ostatnią noc pojawiła się w celi jego narzeczona Cecylia, wraz z księdzem, który dał im ślub, po to, aby mogła towarzyszyć mężowi w dalekiej drodze.

Jednak Hrabia Potocki postanowił ich wykupić i darował im na własność ziemię, aby mogli zacząć swoje, niezależne życie. Małżonkowie w podzięce za wolność postawili ten właśnie krzyż, na skraju swoich włości. Ich potomkowie – już piąte pokolenie – gospodarują tu do dziś, prowadząc działalność ogrodniczą. To właśnie tu okoliczni mieszkańcy, kupują bratki wczesną wiosną i jabłka jesienią. Zimą, kiedy brakuje na drzewach liści, widać pierwszy, modrzewiowy dom Karola i Cecylii. Parterowy, z wysokim dwuspadowym dachem, czterema oknami od frontu i gankiem, opartym na dwóch drewnianych kolumnach. Czy ktoś tam mieszka? Nie wiem, ale czasami przez okna widać palące się światło.

Współcześnie żyjący Karniewscy, wraz z seniorem rodu Michałem i jego żoną Marią, mieszkają w dużym białym domu, stojącym nieopodal.

Krzyż w Alei Kasztanowej po renowacji

Pierwszy znaczek polski

Co ciekawe: pierwszy znaczek polski w kolorach karminowym i niebieskim, z orłem, zachował się na kopercie listu zaadresowanego do Wielmożnego Bylickiego, ale na ręce Wielmożnego Karniewskiego w pałacu J.W.W. A. Potockich. List został wysłany z Młyna Parowego w Miedzyrzecu, o czym świadczy zachowana pieczątka. Na odwrocie koperty jest ślad po pieczęci lakowej i czerwony stempel w języku polskim: Warszawa.

Żałobne stroje i biżuteria

W warszawskim Muzeum Narodowym jest zbiór czarnych sukien, które nosiły, na znak żałoby podczas powstania, panie z wyższych sfer. Sama widziałam bransoletkę z metalu, pokrytego czarną emalią i zamykającą się jak kajdanki. Podobnie inne ozdoby były wykonywane nie ze srebra czy złota, ale właśnie z oksydowanego żelaza, ołowiu, w który oprawiano węgiel, gagat, onyks, ebonit, heban, czarny dąb, dżet (szlifowane szkło), później perły i symbole narodowe, takie jak orzeł. Noszono żeliwne krzyżyki z datami manifestacji. Głowę i ramiona przykrywano, fryzury były równie skromne, młodym dziewczynom sugerowano staropolskie warkocze, a mężatkom włosy gładko zaczesane. Stroje dla dzieci były czarne z białymi kołnierzykami i mankietami. Podobnie ubierano dziecięce lalki, a popularne wtedy obręcze do zabawy okręcano czarnymi wstążkami.

Mężczyźni, podobnie, nosili czarne ubrania z wyjątkiem białych koszul. Złotą, cenną biżuterię oddawano na rzecz Komitetu Miejskiego, założonego 14 października 1861 roku w odpowiedzi na wprowadzenie przez Rosję stanu wojennego. Na wiosnę 1862 Komitet połączył się z Komitetem Akademickim i utworzył Centralny Komitet Narodowy. 22 stycznia 1863 roku przekształcił się w Tymczasowy Rząd Narodowy i proklamował wybuch powstania.

Noszenie tzw. „czarnej biżuterii”, doprowadzało do pasji carskiego zaborcę. Warszawski policmajster groził, że kobiety w czerni, natychmiast, zostaną odstawione do cyrkułu i wypuszczone dopiero po uiszczeniu kary. A kary były wysokie. Suknie często darto na noszących je kobietach, które zakuwano w kajdanki.

Mimo zakazów zakładano żałobne stroje i ozdoby, aż do 1866 roku, do chwili ogłoszenia amnestii, a nawet później, aż do roku 1914.

Kobiety w Powstaniu

Do udziału w Powstaniu zmobilizowali się przedstawiciele różnych stanów społecznych, także chłopstwa, które nie chciało iść, w ramach branki, do wojska rosyjskiego. Obserwator powstania, pułkownik szwajcarskiej armii Franciszek L. von Erlach, napisał z podziwem: Kobiety są prawdziwą duszą powstania. Były sanitariuszkami, kurierkami, ale także brały udział w czynnej walce. Obcinały na krótko włosy, zakładały męskie stroje i dołączały do oddziałów, tak jak np. Maria Piotrowiczowa z majątku pod Łodzią, która wraz z mężem i częścią służby, łączy się z oddziałem składającym się z kosynierów, kilkudziesięciu strzelców i 50 ułanów.

Otoczeni przez kozaków stoczyli kilka bitew, a Maria odmówiła poddania się i zginęła od ciosów pik i szabel kozackich.

Zachowało się zdjęcie Anny Henryki Pustowojtówny, która w równie młodym wieku, jak Maria, dołącza do walk o niepodległość. Znany jest także udział Elizy Orzeszkowej, która w swoim majątku ukrywała i leczyła rannego dowódcę poleskiego powstania – Romualda Traugutta – a po dojściu do zdrowia, bezpiecznie wywiozła go do granic Królestwa Polskiego.

Powstanie upadło po roku, ale w sposób niespotykany wcześniej, połączyło w walce wszystkie klasy społeczne.

Autorka: Ewa Marynowska

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl