Co z tą szkołą? – przemyślenia nauczyciela o reformie edukacji

Categories SpołeczeństwoPosted on

W grudniu 2016 roku opublikowałam na łamach platformy internetowej Zdaniem Seniora (obecnie Dojrzali Wspaniali) artykuł na temat reformy oświaty, którą rząd miał zamiar wprowadzić. Wyraziłam w nim moje obawy co do celu, formy oraz tempa wprowadzania zmian. Byłam też zaniepokojona o losy edukacyjne moich wnuków. Teraz postanowiłam sprawdzić, jak w praktyce jest realizowana reforma wprowadzona przez sejm ustawą z dnia 14 grudnia 2016 roku, a podpisana przez prezydenta 9 stycznia 2017 roku.

Nowy-stary model

Nowy ustrój szkolny obowiązuje od 1 września 2017 roku, a ja z końcem roku, czyli po pierwszym semestrze nauki w nowym modelu, przeprowadziłam rozmowy o jego funkcjonowaniu.

Z kim rozmawiałam? Z nauczycielkami, dyrektorem, rodzicami oraz z osobami najważniejszymi – uczniami. To dla ich dobra reforma została przeprowadzona, oni są jej podmiotem.

Z moich rozmów wyłaniania się bardzo nieciekawy obraz szkolnictwa w roku szkolnym 2017/2018. Niestety nie widać sensu wprowadzonej zmiany, czyli zastąpienia modelu 6-3-3 modelem 8-4 – miał on w założeniu przede wszystkim poprawić bezpieczeństwo, zniwelować agresywne postawy uczniów w najtrudniejszym dla młodzieży okresie 13-16 lat.

Poziom bezpieczeństwa i agresji uczniów nie zmienił się. Zdaniem nauczycieli i dyrektora, jest taki sam, z tą różnicą, że agresywne zachowania nie są skierowane przeciw rówieśnikom, ale często przeciw łatwiejszemu przeciwnikowi, czyli młodszym uczniom. Ten problem w poprzednim modelu miały wyeliminować gimnazja i tak też się stało. Poziom agresji według badań był mniejszy w gimnazjach, niż w szkole podstawowej. Poczuciu bezpieczeństwa nie sprzyja większe zagęszczenie szkół – do istniejących 6-letnich szkół dla małych dzieci weszły wyrośnięte nastolatki. Wiele gimnazjów zostało przekształconych w szkoły podstawowe. W tych szkołach spotykają się uczniowie klas 0, pierwszych, czwartych i siódmych szkoły podstawowej oraz uczniowie drugiej i trzeciej klasy gimnazjalnej. W takim konglomeracie uczniowskich emocji i potrzeb trudno o dobrą pracę wychowawczą i zapewnienie bezpieczeństwa. Upłynie sporo czasu zanim nauczyciele ze szkół podstawowych znowu nauczą się pracować z nastolatkami, a nauczyciele gimnazjalni z młodszymi dziećmi.

Powrót do „starego” modelu miał również wyrównywać szanse edukacyjne młodzieży ze środowisk wiejskich, małomiasteczkowych czy z tak zwanych trudnych. I tu przechodzę do sedna problemu związanego z wprowadzeniem reformy.

Zmiana a podstawa programowa

Uległa zmianie nie tylko struktura organizacyjna szkół, ale także podstawa programowa. Programy większości przedmiotów zamiast zostać pozbawione zbędnych i przesadnie szczegółowych wiadomości, a tym samym dostosować się do współczesnego świata wyposażonego w internet, są tymi szczególikami przeładowane. Nauczyciele nie mają czasu, by uczniów zainteresować swoim przedmiotem, np. przeprowadzić debatę, obserwację, wykonać z uczniami doświadczenie, popracować w grupie nad rozwiązaniem ciekawego problemu, pokazać jak mądrze korzystać ze smartfona. Pędzą więc z realizacją programu, aby nie pominąć czegoś, co może być na egzaminie kończącym ósmą klasę. Na egzaminie, o którego kształcie nic nie wiedzą, a będzie on za półtora roku (8 stycznia 2018 roku Centralna Komisja Egzaminacyjna opublikowała przykładowe arkusze egzaminacyjne z języka polskiego, matematyki oraz języka obcego). I jak w takiej szkole ma się odnaleźć uczeń słabszy, który nie ma pomocy w domu? Ten uczeń przepadnie, zamiast wyrównywać szanse, co miało miejsce w gimnazjach. Nierówności jeszcze się pogłębiają.

Słaby uczeń nie podoła również dlatego, że szkoła nadal tonie w biurokratycznej machinie, czego miało nie być. Produkuje tony nic nie wnoszących do procesu wychowawczego i edukacyjnego papierów. Nauczyciel, dyrektor, pedagog nie mają czasu dla ucznia, ani jego rodziców, ale muszą go mieć dla papierkowej roboty.

Są jeszcze inne nie zrealizowane obietnice Ministerstwa Edukacji Narodowej – w każdej szkole gabinety stomatologiczne i lekarskie oraz darmowe obiady.

Cała nadzieja w nauczycielach

W grudniu 2016 roku wyrażałam obawy o losy edukacyjne moich wnuków, którzy są teraz w trzeciej klasie publicznej szkoły podstawowej i wprost uwielbiają swoją panią oraz szkołę. Obecnie po rozmowach, jakie przeprowadziłam na temat stanu oświaty, jestem przerażona i mam niemal stu procentową pewność, iż stopień uwielbienia dla szkoły u moich wnuków, ukochanych uczniów, spadnie do bardzo niskiego poziomu. Stanie się tak nie z winy szkoły, nauczycieli, ale nieprzemyślanego, chaotycznego programu, wprowadzanego niezgodnie ze stanem wiedzy pedagogicznej.

Jakie jest wyjście z tej sytuacji? Polską oświatę i nasze dzieci może uratować mądry nauczyciel, a proszę mi wierzyć, jest ich bardzo wielu – piszę to z perspektywy kilkunastoletniego nauczycielskiego doświadczenia. Taki nauczyciel, który jako cel przewodni będzie miał dobro uczniów, ich rozwój, a nie bezduszną realizację programu. W tej pracy powinni mu pomóc rodzice. Właśnie to rodzice i nauczyciele powinni usiąść i porozmawiać, jak razem dla dobra uczniów „zjeść ten programowy pasztet”, który zafundował naszemu społeczeństwu MEN. Obecna reforma opiera się głównie na nauczycielach i ich wieloletnim doświadczeniu we wprowadzaniu kolejnych, nie zawsze dobrych, zmianach w szkolnictwie.

Autorka: Anna Pielińska

Komentarze

Anna Pielińska

historyk, długoletni nauczyciel, pasję dziennikarską odkryła na emeryturze, zajmuje się w Dojrzałych Wspaniałych sprawami społeczno-kulturalnymi. Hobby to literatura o tematyce społeczno-politycznej, a w okresie wiosenno- letnim leśna działka.

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl