Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął

Categories Aktualności, Kultura, Polecamy, Styl ŻyciaPosted on

Bohater książki, Allan Karlsson, na pozór poczciwy staruszek, już od pierwszych stron budzi sympatię czytelnika. Łamie zasady, ignoruje regulamin domu opieki, w którym przebywa – z beztroską właściwą nastolatkom wymyka się przez okno, by wyruszyć w swoją ostatnią życiową podróż. Co więcej – czyni to tuż przed setnymi urodzinami! Ucieka między innymi dlatego, że nie znosi takich nadętych uroczystości…

stulatek-ktry-wyskoczy-przez-okno-i-znikn-wiat-ksiki
Tytuł książki jest już niezmiernie intrygujący, a treść absolutnie nie zawodzi. W powieści znajdujemy sporo absurdu, ale i czarnego humoru. Nie sposób przewidzieć, jaki będzie ciąg dalszy przygód, jaka kolejna sensacja pojawi się w retrospekcji bohatera. Dla niego nudna i przewidywalna egzystencja w domu starości była umieraniem na raty, dlatego wyrwał się z niewoli, a tym samym zagrał na nosie reszcie świata. Głównie tym, którzy traktują seniorów bez szacunku, nie liczą się z ich zdaniem, a w imię szczytnych zasad dążą do całkowitego ubezwłasnowolnienia podopiecznych – i to głównie dlatego, gdyż ciało odmawia starszym osobom posłuszeństwa.

 
Allan lubi zaglądać do kieliszka, zna się na wybuchach (dwukrotnie wysadził swój dom w powietrze) i nadal jest ciekawy świata. Polityka zawsze nudziła go śmiertelnie, z miejsca przestawał słuchać, gdy rozmówca zbaczał na ten temat. Nie przeszkodziło mu to jednak we wplątywaniu się w międzynarodowe afery na najwyższych szczeblach władzy, mało tego – był głównym sprawcą wielu ważnych światowych wydarzeń! Dzięki jego barwnemu życiu mamy wielką frajdę, śledząc zarówno współczesny, kryminalny wątek opowieści, jak i wspomnienia niewiarygodnych historycznych spotkań z wielkimi tego świata…

 
Najpierw los rzucił naszego bohatera do Hiszpanii, gdzie najpierw walczył po stronie czerwonych, a po uratowaniu generalissimusa Franco przeszedł do białych. Następnie znalazł się w Stanach, gdzie zaprzyjaźnił się z Trumanem (wymyślił dla niego bombę atomową, by niedługo potem podarować ją Stalinowi). W ten sposób przyczynił się do wyścigu zbrojeń i – wedle własnego uznania – to wzmacniał, to obniżał wojskową potęgę Stanów i Związku Radzieckiego wskutek pełnionej z pełnym sukcesem działalności szpiegowskiej. Szczególnie zabawne są kulisy rozbrojenia atomowego, których tło stanowi przedstawienie operowe w Teatrze Bolszoj. Allan ma też cięte riposty, jego zdaniem Związek Radziecki zaczął się rozpadać, gdyż: Młodzieniaszek przy sterach, Gorbaczow, zaczął urzędowanie od kampanii przeciw pijaństwu narodu. Nie tak się zdobywa serca mas, chyba każdy głupi potrafi to pojąć.

doc_6415_0
Scena z filmu nakręconego na podstawie książki „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”

Jakby tego było mało, staruszek ma na swoim koncie znacznie więcej… Uratował Francję przed upadkiem w ‘68 roku, gdyż w najbliższym otoczeniu de Gaulle’a wykrył radzieckiego szpiega. Przytrafiło mu się nawet, że połowicy Czang-Kai-szeka pomagał obalić Mao Zedonga, ale przez przypadek ocalił czwartą żonę wodza rewolucji, za co został sowicie nagrodzony. Bywał raz na wozie, raz pod wozem. Ze stoickim spokojem przetrwał zarówno pięciolecie w obozie pracy we Władywostoku, jak i długie byczenie się na plaży w Bali. Wychodził cało ze wszystkich tarapatów, prawie zawsze spadając na przysłowiowe cztery łapy. Allan radził sobie w każdej sytuacji, choć wiele razy groziła mu śmierć. Jeśli przydarzyło mu się coś złego, nie rwał włosów z głowy – godził się z tym i konsekwentnie brnął dalej…

 

Obserwowanie dwudziestowiecznego wątku historycznego skłania jednak do niewesołych refleksji – jak bowiem głupia i niereformowalna jest ludzkość, która od czasów starożytnych popełnia wciąż te same błędy! Powierza władzę cierpiącym na manię wielkości psychopatom, tyranom, wariatom, okrutnikom oraz niszczy swoją planetę. Większość naszych wynalazków i działań, zamiast zapewnić rozwój, szczęście i dostatek, niesie śmierć, nędzę i degradację środowiska. Siłą rzeczy pojawia się całkiem idiotyczna i chora myśl, że może faktycznie stoi za tym jakiś pokręcony, pozbawiony wszelkich zasad genialny głupek, który wywołuje te wszystkie kataklizmy, sprawiając, że świat, w którym żyjemy, przypomina sen wariata śniony nieprzytomnie …

 
Autor z nieokiełznaną fantazją znajduje proste wytłumaczenie wielu kluczowych wydarzeń na świecie ubiegłego stulecia – ich sprawcą był przecież Allan Karlsson… Jego opowieści nie mieszczą się w głowie, ale gdy tylko lekko przymkniemy oczy i zaczniemy kibicować naszemu bohaterowi, a nawet towarzyszyć mu w podróży, chcemy więcej i więcej…

 
Coś zmusza nas, aby staruszka z miejsca polubić, chociaż względy moralne, którymi się kieruje, są naganne. Bez większych skrupułów eliminuje stojących mu na drodze mafiosów – jednego zapomina uwolnić z zamrażarki, następny ginie, bo słonica na nim usiadła, wykonując polecenie Allana – i tak dalej i tym podobne… Z kolei w kwestii wiary wychodził z założenia, że skoro się czegoś nie wie na pewno, nie warto zgadywać. Także przyjaciół miał Allan bardzo dziwnych, ale za to niezawodnych – nawet ścigający go stróż prawa uległ jego czarowi, porzucił służbę i przyłączył się do absurdalnego „gangu”…

 
Opowieść, mimo tych zastrzeżeń, zawiera spory ładunek niczym nieuzasadnionej wiary w przyszłość dla osób w starszym wieku. Każdy sobie czasem marzy, by uwolnić się od bagażu przeszłości, zacząć wszystko od nowa, wreszcie robić to, na co ma się ochotę! Każdy dzień jest dla niego przygodą. Uciekł z więzienia pod nazwą „dom seniora”, nie musi już znosić humorów nadzorców-opiekunów, nie ma ani żadnych kompleksów, ani oporów przed popełnianiem niekoniecznie godnych pochwały uczynków… Bohater niczego się nie boi, niczym się nie przejmuje, śmierć też go nie przeraża – jest WOLNY od obowiązków i konwenansów.

 
Cóż, niejeden z nas chciałby wyskoczyć przez okno i pójść (albo choćby podreptać) tam, gdzie oczy poniosą… Ale rodzina, obowiązki, miłość do najbliższych, cielesne dolegliwości i na dokładkę brak pieniędzy są jak stukilowe pęta przykuwające do miejsca… Byłoby wspaniale, gdyby jakaś siła mogła nas bezboleśnie teleportować w wytęsknione lub wymarzone miejsce. Przede wszystkim jednak brak nam odwagi, boimy się nieznanego, samotności, choroby. Cóż, zawsze możemy potraktować Stulatka jako terapię zastępczą. Wolno nam przecież świetnie się bawić, czytając o jego nieprawdopodobnych przygodach. A może pewnego dnia nas one zainspirują i wykrzesamy z siebie nieco odwagi? Nie warto za bardzo się życiem przejmować, bo przecież jest jak jest, a będzie, co będzie…

 
Podsumowując, Stulatek stanowi idealną lekturę dla każdego – czy to na wakacje, czy na chandrę. Polecam tę epopeję przede wszystkim swoim rówieśnikom, choć z drugiej strony mogą ją czytać wraz ze swoimi wnukami i wyjaśnić im wszystkie historyczne niuansy. Wydano także audiobooka z tekstem Stulatka, ale lepiej pofatygować się do biblioteki lub księgarni, aby zapoznać się z tekstem w wydaniu tradycyjnym. Z pewnością będziecie wracać do niektórych fragmentów, a może i zapisywać niektóre „złote myśli”. Książka została już sfilmowana, ekranizację można obejrzeć m.in. dzięki Canal+ lub na DVD.

 
Starość nie jest, niestety, ani ładna, ani interesująca. Robimy, co się da, aby zatrzymać młodość, bo mamy wrażenie, że wraz z jej utratą kończy się sensowna egzystencja. Jonas Jonasson próbuje nam przede wszystkim udowodnić, że to nieprawda – według niego kończymy życie wtedy, gdy nie mamy już na nie pomysłu, czyli sami się poddajemy…

 

——————-
Cytaty: J. Jonasson, 2012, Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął, Warszawa.

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl