Stare-młode małżeństwo, czyli o najnowszej powieści Miłoszewskiego, która nie jest kryminałem

Categories Kultura, RecenzjePosted on

Ludwik i Grażyna są małżeństwem z pięćdziesięcioletnim stażem. On jest po osiemdziesiątce, ona – tuż przed. Co ich łączy? Tak o tym mówi Grażyna:

(…) moje życie zostało zbudowane na bardzo intymnej symbiozie, na porozumieniu nie tyle intelektualnym i emocjonalnym, co cielesnym.

I rzeczywiście, tym, co łączy oboje małżonków jest udany seks (choć w przypadku Ludwika wspomagany tabletką). Od pięćdziesięciu lat, co roku świętują swój pierwszy, fascynujący kontakt cielesny. Jest uroczysta kolacja zawsze z tym samym menu. Jest wino, a potem upojna noc. Czy na kanwie erotycznych fascynacji dwojga staruszków można zbudować liczącą blisko 500 stron powieść? Wątpiłam, by komukolwiek to się udało.

Miłoszewski był z pewnością tego samego zdania, ponieważ bardzo szybko i w niepojęty sposób przeniósł swoich bohaterów w lata 60. XX wieku i uczynił ich ponownie trzydziestolatkami. Nie była to jednak zwykła retrospekcja. Bohaterowie po upojnej nocy budzą się w roku 1963. Pamiętają całe swoje osiemdziesięcioletnie życie, ale są młodzi, mają piękne ciała i niewiele wiedzą o otaczającej ich rzeczywistości. I tu, kolejne zaskoczenie. Jeżeli ktoś by oczekiwał, że bohaterowie przenieśli się do Warszawy w latach 60., znanej z historii i z górującą już wówczas nad miastem sylwetką Pałacu Kultury ,to grubo by się pomylił. Oto stosowny fragment powieści:

Trzymaj mnie, Pałacu Kultury nie ma! – krzyknął Ludwik zwalniając. Faktycznie, choć Marszałkowska zdawała się równie szeroka, jak w naszych czasach, to za Świętokrzyską nie zamieniała się nagle w plac wielkości lotniska, pośrodku którego stał ten sowiecki, koszmarny „sen cukiernika”. Wzdłuż ulicy stała normalna, przedwojenna zabudowa, częściowo wyremontowana, nic wyjątkowego, ani zjawiskowego.

Z dalszej lektury powieści wynika, że sojusz polsko-radziecki trwał tylko trzy lata po wojnie i dzięki zręcznym zabiegom Eugeniusza Kwiatkowskiego (twórcy Gdyni), zwanego tu Inżynierem, został zastąpiony ścisłym związkiem Polski z Francja. Świadectwem tego związku jest stojąca po praskiej stronie Wisły i zewsząd widoczna, pomalowana w barwy Francji wyniosła wieża. Mówi się nawet, że francuski będzie, obok polskiego, drugim językiem urzędowym. Grażyna po ocknięciu się w nowej rzeczywistości, nie wie, kim jest i czym się zajmuje. Okazuje się być nauczycielką w ekskluzywnej francuskiej szkole dla dziewcząt. Ten ścisły sojusz polsko-francuski nie wszystkim się podoba. Nie podoba się m.in. Edwardowi Gierkowi, który zakłada kontestujące go ugrupowanie o nazwie Unia. Jego przeciwnicy uważają, że osłabienie więzi z Francją grozi „wpadnięciem w łapy Moskwy”. Nie trudno tu o odniesienia i dyskusje dotyczące obecnej sytuacji, gdzie również „łapy Moskwy” pojawiają się jako groźba wobec tych rodaków, którym nie podoba się bliska więź z Unią Europejską.

Wracając do losów Grażyny i Ludwika – okazuje się, że w tym nowym-starym życiu oboje byli początkowo w innych związkach: on z nieco wyniosłą panią naukowiec Iwoną, nazywaną przez Grażynę dosadnie „sucz”, ona zaś z dyplomatą Adamem, który jednak nie zasłużył na wzajemność, gdyż nie był tak ognistym kochankiem jak Ludwik.

Kończy się to wszystko zamachem stanu, jako żywo przypominającym wprowadzenie stanu wojennego, tym bardziej, że szefem sztabu został Wojciech Jaruzelski (ten w ciemnych okularach), a prezydentem, po odwołaniu pod zarzutem zdrady stanu Eugeniusza Kwiatkowskiego – Edward Gierek. Przyznać trzeba, że mocno to wszystko zawikłane.

W czasie, gdy się to wszystko dzieje, Ludwik, do tej pory pracujący zawodowo jako psychoterapeuta, pojawia się w nowej, zupełnie nieoczekiwanej roli, a mianowicie we francuskich Alpach ubija interes życia, prezentując francuzom prototyp łatwo skręcających nart. Na wieść o zamachu stanu przerywa negocjacje i postanawia, mimo burzy śnieżnej, wracać natychmiast do Polski.

Powieść Miłoszewskiego „Jak zawsze” napisana jest świetnie, bardzo bogatym językiem, pełnym zaskakujących obserwacji. Oto przykłady:

(…) wszystkie kalorie szły jej w cycki i mózg umarł z niedożywienia.

 (…) ruszył w trasę pod tym niepowtarzalnym środkowoeuropejskim niebem o barwie przedwczorajszych zwłok.

Zadowoleni mogą być miłośnicy Warszawy. Wiele tu opisów świadczących o tym, że autor ma do tego miasta stosunek emocjonalny i zadał sobie sporo trudu, aby odtworzyć je w kształcie lat 60., dziś już zapomnianym.

Jeśli można coś zarzucić Miłoszewskiemu, to niekonsekwencję zakończenia. Czytelnik miałby prawo oczekiwać jakiejś formy powrotu bohaterów do czasów współczesnych. Jednak losy bohaterów pozostają niedopowiedziane…

Autorka: Barbara Moroz

 

Cytaty pochodzą z książki: Zygmunt Miłoszewski, „Jak zawsze”, Wydawnictwo WAB 2017.

Komentarze

Basia Moroz

Po ukończeniu studiów polonistycznych na Uniwersytecie Warszawskim podjęła pracę dziennikarską w tygodniku studenckim ITD, potem zatrudniona jako redaktor naczelna w Przyjaciółce, z której to funkcji złożyła rezygnację po ogłoszeniu stanu wojennego. Wówczas podjęła kilkuletnią pracę w tygodniku Sportowiec, a po jego likwiidacjji i przejściu na wcześniejszą emeryturę współpracowała z prasą lokalną: Herold Białołęcki, Nowa Gazeta Praska, Czas Warszawski. Od kilku lat pisuje do Zdania Seniora, obecnie Dojrzali Wspaniali. Interesują ją sprawy społeczne i tematy kulturalne.

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl