Samotny rejs dookoła globu

Categories Osobowości, Styl ŻyciaPosted on

40 lat temu Krystyna Chojnowska-Liskiewicz dopłynęła do Las Palmas, tym samym kończąc swój samotny rejs dookoła globu. Dokonała tego wyczynu jako pierwsza kobieta w historii.

Autorka: Katarzyna Władyka
Zdjęcie: Jachtowy kapitan żeglugi wielkiej Krystyna Chojnowska-Liskiewicz
na jachcie Mazurek kończy rejs dookoła świata
(Hiszpania, Las Palmas, kwiecień 1978) Foto: PAP/PAI/Jan Morek

Armatni salut

Witano ją wystrzałami z armat. Mazurek wchodził do basenu jachtowego Royal Club Nautico de Gran Canaria, a na brzegu wiwatowano na cześć śmiałkini, która dwa lata wcześniej, z Las Palmas właśnie, wyruszyła na wokółziemską pętlę. „Gdybym nie wierzyła, że mogę odbyć taki rejs, nie znalazłabym się na pokładzie Mazurka” – powiedziała Chojnowska-Liskiewicz po dobiciu do brzegu wiosną 1978 roku.

Oprócz przedstawicieli mediów z całego świata, oficjeli, na żeglarkę czekał jej mąż Wacław Liskiewicz – konstruktor jachtu swojej żony. Czekał niecierpliwie, gdyż ostatnie dni rejsu przedłużały się ponad wszelkie przewidywania. Mazurek przy niesprzyjających wiatrach posuwał się niesłychanie wolno, robiąc po 40-60 mil na dobę. Dla bohaterki tych wydarzeń ostatni, i najdłuższy zresztą, etap rejsu był szczególnie męczący. Przebywała w nim na oceanie pełne 75 dni, niewiele wypoczywając, gdyż po raz kolejny w tej podróży miała kłopoty z samosterem. Pani Krystyna ukończyła swój samotny rejs koszmarnie zmęczona, ale także szczęśliwa. 21 miesięcy żeglarskich zmagań w pojedynkę to nie lada wyczyn.

Koniec rejsu – początek sławy

Po krótkim odpoczynku czekał na nią tłum dziennikarzy. Pytano ją oczywiście o najtrudniejsze chwile rejsu. „Było to w Portland Road, małej portowej osadzie australijskiej, zamieszkałej przez kilka zaledwie rodzin. Stamtąd właśnie zabrano mnie do szpitala z atakiem kamicy nerkowej. Gdy wróciłam, Mazurka… nie było! Byłam ogromnie zdenerwowana, wszystkie plany nagle runęły. Zaczęliśmy jednak szukać i znaleźliśmy po kilkunastu godzinach, na szczęście w zupełnie nienaruszonym stanie. Okazało się, że jacht podryfował z wiatrem, gdyż kotwica puściła na koralu.” – odpowiedziała Krystyna Chojnowska-Liskiewicz.

Najtrudniejszy był odcinek rejsu z Durbanu do Capetown. Już po dwóch dniach żeglugi zepsuł się samoster i przez resztę trasy, czyli 16 dni Chojnowska – Liskiewicz musiała sterować ręcznie, po 20 godzin na dobę, przy wiatrach o szybkości 40-45 węzłów, które na samym wejściu do Capetown wzrosły do 55 węzłów. Na pytanie, czy nie miała chwilami dość tej wyprawy i zwyczajnej chęci zrezygnowania z dalszej podroży, żeglarka stanowczo odrzekła: „O tym nie było mowy.”

Krystyna Chojnowska-Liskiewicz przepłynęła samotnie 28 696 mil morskich, jako pierwsza kobieta w historii opłynęła świat dookoła i zrobiła to najszybciej w ówczesnej historii żeglarstwa. Jej konkurentce z Nowej Zelandii – Naomi James, ten wyczyn zajął 39 dni więcej niż Polce.

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl