Paderewski – wirtuoz, kompozytor, polityk, filantrop

Categories Kultura, OsobowościPosted on

W roku stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości po 123 latach niewoli warto przypomnieć postać wybitnego Polaka, Ignacego Jana Paderewskiego. Tym bardziej, że w Muzeum Narodowym w Warszawie trwa jeszcze bardzo interesująca wystawa, złożona głównie z pamiątek zapisanych dla Muzeum przez artystę w testamencie i przekazanych w roku 1951.

Autorka: Barbara Moroz
Zdjęcie: Wikimedia Commons

Są wśród nich obrazy, rysunki, grafiki, plakaty, medale, odznaczenia oraz kolekcja sztuki dalekowschodniej, którą Paderewski zgromadził w swoim szwajcarskim domu w Riond-Bosson. Nawiasem mówiąc, byłoby szkoda, aby te wspaniałe pamiątki po zamknięciu wystawy wróciły do skrzyń i kufrów. Powinny być stale dostępne dla widzów w Muzeum lub którejś z jego filii.

Już jako dziecko…

Mary Lawson, amerykanka, która spisywała wspomnienia Paderewskiego przytacza opinię wielkiego pisarza George a Bernarda Shawa, który powiedział: „obecnie jest całkiem możliwe, by premier został pianistą, ale faktycznie nigdy jeszcze nie słyszałem, by pianista został premierem”. A Paderewski, wirtuoz znany i uwielbiany w Stanach Zjednoczonych, w Europie, w Australii i Nowej Zelandii uznał, że po wybuchu I wojny światowej musi przerwać swoją wspaniałą karierę by w ważnych gremiach politycznych optować za przywróceniem Polsce niepodległości i by gromadzić fundusze na pomoc ofiarom wojny w Polsce.

Źródeł takiej postawy patriotycznej szukać należy w bardzo wczesnym dzieciństwie. Paderewski urodził się w roku 1860, 3 lata później wybuchło powstanie styczniowe. Ojciec Ignacego za o pomoc dla powstańców został aresztowany i uwięziony. Tak o tym opowiadał sam Paderewski: „Nagle kozacy otoczyli cały dom i nikomu nie wolno było wychodzić zanim nie przeprowadzono dokładnej rewizji (…) Byłem rzecz prosta wystraszony i nie mogłem pojąć, co się dzieje. Mimo to chciałem wszystko widzieć i zrozumieć, podszedłem więc nieśmiało do jednego z kozaków i zapytałem o ojca – najważniejszą osobę w naszym życiu. Zostałem jednak źle przyjęty – nahajką. (…) To pierwsze zetknięcie z władzą rosyjską wstrząsnęło mną głęboko i na całe życie. Rany były bolesne, ale poza tym uważałem je za wielką zniewagę mej chłopięcej dumy, mimo, że nie miałem jeszcze czterech lat”. Wszystko to działo się w wiosce Kuryłówka na Podolu, które wówczas wchodziło w skład Rzeczypospolitej. Paderewski i jego starsza siostra Antonina byli półsierotami, matka zmarła kilka miesięcy po urodzeniu syna.

Być użytecznym ojczyźnie

Po uwięzieniu ojca dziećmi zaopiekowała się jego siostra, a ich ciotka. Gdy zaś ojca wypuszczono z więzienia rodzina zmuszona była przenieść się do małej miejscowości zamieszkałej głównie przez Żydów. Dom państwa Paderewskich sąsiadował z cmentarzem, na którym Żydzi chowali swoich zmarłych, czemu towarzyszyły wielogodzinne zawodzenia. Ignacy rosnąc w tym otoczeniu był dzieckiem nadzwyczaj poważnym. W pamiętnikach stwierdza: „Już w wieku lat siedmiu głównym moim celem było stać się użytecznym ojczyźnie”. Mając lat 10 przeczytał opis zwycięskiej bitwy  z krzyżakami stoczonej pod Grunwaldem w roku 1410. Już wtedy pomyślał, że „skoro rok 1910 będzie pięćsetną rocznicą tego zwycięstwa, byłoby wspaniale gdybym mógł uczcić tę wielką rocznicę wzniesieniem pięknego pomnika”. I tak się stało. Ufundował pomnik, który dziś jeszcze można podziwiać w Krakowie.

Archanioł o złocistych włosach

Na plakatach i w folderach reklamujących wystawę w Muzeum Narodowym widnieje słynny portret młodego Paderewskiego namalowany w Londynie przez Laurence a Alma-Tadema. To na widok idącego ulicą Paderewskiego inny znakomity portrecista, Edward Burne-Jones wykrzyknął, że widział archanioła w aureoli złocistych włosów. Także ten artysta zafascynowany urodą Polaka stworzył inny, równie udany portret. Być może uroda i ujmujący sposób bycia zjednywały Paderewskiemu ludzi i ułatwiały kontakty. Co nie znaczy iżby artysta nie umiał być stanowczy.

Na poparcie tej tezy można przytoczyć zdarzenie jeszcze z okresu studiów w warszawskim konserwatorium. Dyrektor tej uczelni zapragnął utworzyć orkiestrę studencką i zmuszał młodzież do wielogodzinnych prób. Paderewski przeciwstawił się temu mówiąc, że dla niego najważniejsze jest przygotowanie się do egzaminów. Za tę niesubordynację został wyrzucony z uczelni. Po protestach go przywrócono. Podobnie stanowczo artysta protestował, gdy zapraszano go, aby swoją grą uświetniał przyjęcia w różnych słynnych salonach. Nie zawsze goście zachowywali skupienie podczas koncertu. Wówczas przerywał grę i ironicznie przepraszał, że przeszkadza w rozmowach. Tak wychowywał sobie słuchaczy. Oczywiście nie musiał tej zasady stosować podczas występów w Windsorze przed królową Wiktorią i jej córkami. Miał bowiem do czynienia z osobami kulturalnymi i znającymi się na muzyce.

Jeszcze jeden przykład stanowczości Paderewskiego miał miejsce podczas tournee amerykańskiego zorganizowanego przez firmę Stainway and Sons. Muzyk akceptował koncerty w sali Carnegie Hall, natomiast nie godził się na występy w małej drugorzędnej salce i był gotów zerwać kontrakt gdyby nie zgodzono się kolejnych koncertów organizować w Carnegie. Decyzję w tej sprawie musiał podjąć szef firmy William Steinway i na szczęście była ona zgodna z oczekiwaniami Paderewskiego.

Tytan pracy

Był podziwiany i uwielbiany przez publiczność głównie amerykańską. Panie godzinami wyczekiwały jego pojawienia się, niekiedy mdlały z emocji. Fanki goniły go z nożyczkami, by uciąć pukiel złocisto – rudych włosów. Odnosi się wrażenie, że był idolem podobnie jak współczesne gwiazdy muzyki pop. Jednak z pamiętników wynika, że był tytanem pracy. Na przykład pierwszy kontrakt amerykański obliczony był na 80 koncertów. Niestety w umowie zapisano koncerty co drugi dzień i za każdym razem z innym repertuarem. Aby dotrzymać drakońskich warunków ćwiczył po 17 godzin na dobę, półżywy siadał do fortepianu i wówczas wstępowały w niego nowe siły. Owacjom i bisom nie było końca. Na wystawie w Muzeum Narodowym można obejrzeć fragment filmu Sonata Księżycowa z 1937 roku. Paderewski ma lat 77, posiwiał, ale nadal gra wspaniale Beethovena, Chopina a także swój słynny menuet. Wytworna amerykańska publiczność słucha go w skupieniu.

Życie rodzinne

Ożenił się, mając lat 20, z koleżanką z konserwatorium Antoniną Korsakówną. Niestety małżeństwo trwało krótko, młoda żona zmarła w połogu urodziwszy syna. Chłopcem początkowo zajęli się rodzice jego matki. Później przez kilka lat opieki nad nim podjęła się żona serdecznego przyjaciela, Helena Górska. Opieka ta była trudna, chłopiec miał trudności z chodzeniem, był niepełnosprawny. Paderewski odwiedzał go często, tak często, że między Heleną, a Ignacym zaiskrzyło. Doszło do rozwodu, a właściwie do unieważnienia poprzedniego małżeństwa. Paderewski ożenił się po raz drugi. Wówczas, a był to rok 1899 artysta kupił wspaniały obszerny dom z ogrodem w Riond-Bosson nad Jeziorem Genewskim z widokiem na Mont Blanc. Jego syn Alfred spędził w tym domu zaledwie rok i zmarł w wieku lat 20. W szwajcarskiej posiadłości Paderewski zgromadził mnóstwo dzieł sztuki, wśród których wyróżnia się kolekcja sztuki dalekowschodniej z Chin, Japonii i Indochin. Pamiątki te można obejrzeć na wystawie. Jest też kolekcja ozdobnych łyżeczek, które artysta przywoził ze swoich wojaży.

Do tradycji kultywowanej w Riond-Bosson należało huczne obchodzenie imienin Paderewskiego w dniu 31 lipca. Zjeżdżali na nie goście z Genewy, Lozanny, Paryża, Londynu i Nowego Jorku. W sumie kilkadziesiąt osób. W Pamiętnikach Paderewski opisuje imieniny w lipcu roku 1914, kiedy to wojna wisiała w powietrzu.

Polska najważniejsza

Na owych imieninach wygłosił znamienne przemówienie, w którym stwierdził, że „być może w tym właśnie momencie kiedy my tu siedzimy przy biesiadnym stole ważą się losy Europy (…) przeczuwam też, że o ile wojna rzeczywiście wybuchnie, moja ojczyzna, Polska jedna z pierwszych od niej ucierpi (…), zaleje ją morze krwi i łez, ale w końcu powstanie wolna – co daj Boże”. Wojna rzeczywiście wkrótce wybuchła a Paderewski wyjechał do USA, gdzie w latach 1914–1918 wygłosił 340 przemówień przekonujących, że Polska musi odzyskać niepodległość.

Dzięki jego działaniom prezydent Woodrow Wilson umieścił w swoim programie pokojowym 13 punkt mówiący, że Polska musi być niepodległa i uzyskać dostęp do morza. Nie było czasu na koncertowanie, na komponowanie muzyki. A przecież w swojej szwajcarskiej posiadłości mógł wieść spokojne i dostatnie życie. Tego nie potrafił.

Podobnie angażował się podczas drugiej wojny światowej. Zmarł w Nowym Jorku 29 czerwca 1941 roku. Tam został pochowany. Dopiero 50 lat później jego szczątki zostały w sprowadzone do ojczyzny i pochowane w Katedrze Św. Jana w Warszawie.

Stolica jednak nie umiała godnie uczcić wielkiego Rodaka. Ma on tylko skromną ulicę w dzielnicy Rembertów. To stanowczo za mało. Apelujemy do naszych czytelników aby opowiedzieli się za nazwaniem ulicy, placu, mostu w centrum Warszawy imieniem Ignacego Jana Paderewskiego.

Komentarze

Basia Moroz

Po ukończeniu studiów polonistycznych na Uniwersytecie Warszawskim podjęła pracę dziennikarską w tygodniku studenckim ITD, potem zatrudniona jako redaktor naczelna w Przyjaciółce, z której to funkcji złożyła rezygnację po ogłoszeniu stanu wojennego. Wówczas podjęła kilkuletnią pracę w tygodniku Sportowiec, a po jego likwiidacjji i przejściu na wcześniejszą emeryturę współpracowała z prasą lokalną: Herold Białołęcki, Nowa Gazeta Praska, Czas Warszawski. Od kilku lat pisuje do Zdania Seniora, obecnie Dojrzali Wspaniali. Interesują ją sprawy społeczne i tematy kulturalne.

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl