Niepełnosprawni walczą o przetrwanie

Categories Aktualności, SpołeczeństwoPosted on

Silne państwo to takie, które potrafi zatroszczyć się o los swoich najsłabszych obywateli. Chodzi tu przede wszystkim o los niepełnosprawnych obywateli naszego kraju. To oni teraz protestują, bo czują się oszukani. Obiecywano wiele, spełniono niewiele, są zdruzgotani postawą rządzących i liczą na zrozumienie swojej życiowej sytuacji.

Autorka: Grażyna Tarnowska

Prawdziwa walka o życie

Matki kochają każde dziecko, to niepełnosprawne też, ale pierwsze chwile po uświadomieniu sobie jego niepełnosprawności są z pewnością szokiem dla wielu rodziców; niektórych zbyt wielkim do zniesienia. Często zdarza się, że z takim dzieckiem, a później dorosłym niepełnosprawnym zostaje tylko jedno z rodziców, najczęściej matka. Wielu ojców nie wytrzymuje takiego obciążenia i po prostu odchodzi, a kobieta ze wszystkimi problemami zostaje sama. Nawet jeżeli obydwoje rodzice postanawiają wspólnie wychować niepełnosprawne dziecko, to przynajmniej jedno z nich musi zrezygnować z pracy, żeby się nim zająć. To jest dyżur trwający przez 24 godziny na dobę. Co ma zrobić samotna matka?

Zaczyna się walka, że może coś, może jakoś da się to wyleczyć, bieganie do specjalistów i szukanie ratunku wszędzie, gdzie tylko się da. Potem przychodzi czas na pogodzenie się z rzeczywistością i zaczyna się walka o każdy dzień życia takiego dziecka, walka z jego cierpieniem i ułomnością. Trzeba zapewnić leki, rehabilitację i odpowiedni – do danego rodzaju niepełnosprawności – sprzęt, a to wszystko niestety kosztuje; i to nie mało. Do tego dochodzą jeszcze normalne wydatki na utrzymanie oraz rachunki za media i mieszkanie.

Z czasem dochodzi jeszcze nauka, która wymaga więcej poświecenia i pieniędzy niż w przypadku zdrowego dziecka. Ta walka trwa przez całe życie.

Dochody niepełnosprawnych, ich rodziców i opiekunów

Zasiłek dla rodzica niepełnosprawnego dziecka to 1477 zł na rękę, do tego 153 zł zasiłku pielęgnacyjnego oraz 90 zł dodatku na kształcenie i rehabilitację, do 5. roku życia i 110 zł powyżej, do ukończenia 24 lat. Łącznie na dziecko od 1720 do 1740 zł na miesiąc.

Do tego ewentualnie dochodzi pensja drugiego z rodziców, ale w przypadku samotnego rodzica oczywiście nie. Są jeszcze pewne dopłaty do sprzętu i turnusów rehabilitacyjnych, ale tylko dopłaty. Trzeba jednak częściowo zapłacić te kwoty i jeszcze przeżyć. Takie zasiłki wywalczyli sobie rodzice niepełnosprawnych dzieci w 2014 r.

Prawdziwy dramat zaczyna się wówczas, kiedy dziecko dorasta i staje się dorosłym człowiekiem, a jego niepełnosprawność nie pozwala mu na podjęcie pracy – w dalszym ciągu musi się leczyć i liczyć na opiekę.

Renta dla takiego człowieka wynosi obecnie 865,03 zł netto plus 153 zł zasiłku pielęgnacyjnego.

Łącznie 1018 zł miesięcznie, podczas gdy minimum socjale to 1370 zł. Zasiłek dla opiekuna dorosłej osoby niepełnosprawnej wynosi obecnie 520 zł miesięcznie, i to po spełnieniu kryterium dochodowego, czyli bez możliwości dodatkowego zarobku. To nie są żarty. Takie są prawdziwe warunki materialne tych osób.

Załóżmy nawet, że wystarczy im na nędzne przeżycie, bo przecież jakoś wegetują, to czy ich życie ma polegać tylko na jedzeniu, rehabilitacji i spaniu? Czy ich opiekunowie również mają wegetować? Przecież ci ludzie muszą też mieć jakieś rozrywki, jakieś zajęcia, które pozwolą im na bardziej urozmaicone życie. To są przecież pełnoprawni obywatele tego kraju i mają takie samo prawo do przyzwoitego życia jak wszyscy inni. Czy za te nędzne pieniądze ich na to stać? Odpowiedź nasuwa się sama. Oczywiście, że nie.

Bieda doprowadza do rozpaczy, a rozpacz do buntu. Ten bunt rozpoczął się w 2014 r., wtedy dotyczył dzieci, teraz trwa od nowa i dotyczy dzieci, które stały się dorosłe i w dalszym ciągu są niepełnosprawne, wymagające opieki.

O co walczą opiekunowie osób niepełnosprawnych?

Ludzie niepełnosprawni nie są w stanie samodzielnie upomnieć się o swoje, więc walczą w ich imieniu rodzice i opiekunowie, chociaż czasami i oni zabierają głos w swojej sprawie. Już od prawie 3 tygodni trwa okupacja korytarzy sejmowych; we dnie i w nocy. Koczują tam wszyscy razem, niepełnosprawni, ich rodzice i opiekunowie. Trwa również protest przed Sejmem. Zgromadzeni tam ludzie zgłaszają swoje poparcie.

Dwa podstawowe postulaty to:

  • wprowadzenia dodatku rehabilitacyjnego dla osób niepełnosprawnych w stopniu znacznym, niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18 lat w kwocie 500zł miesięcznie, bez kryterium dochodowego;
  • zrównanie kwoty renty socjalnej z najniższą rentą ZUS (z 865 zł do 1030 zł) z tytułu całkowitej niezdolności do pracy wraz ze stopniowym podwyższaniem tej kwoty do równowartości minimum socjalnego obliczonego dla gospodarstwa domowego z osobą niepełnosprawną.

Pełna lista postulatów jest oczywiście o wiele dłuższa, a wśród nich są takie jak:

  • zagwarantowanie co najmniej jednego w roku kalendarzowym bezpłatnego turnusu terapeutycznego dla osób ze wskazaniami;
  • uproszczony dostęp do lekarzy specjalistów;
  • nowoczesne formy leczenia, rehabilitacji i terapii w ramach koszyka gwarantowanych świadczeń opartych na wskazaniach z orzeczenia i bieżących wskazaniach medycznych;
  • zapewnienie stałego dostępu do rehabilitacji w miejscu zamieszkania;
  • nowoczesny system opieki środowiskowej;
  • zagwarantowanie co najmniej jednego w roku kalendarzowym bezpłatnego turnusu rehabilitacyjnego dla osób ze wskazaniami.

Łączna liczba postulatów ma aż 33 pozycje i dobrze byłoby spełnić je wszystkie, ale świadczenia w formie finansowej są dla protestujących najważniejsze.

„Do roboty” i inne propozycje ze strony władz

Ostatnio jedna z posłanek, zbulwersowana okupowaniem sejmowych korytarzy przez niepełnosprawnych stwierdziła, że oni powinni raczej postarać się o pracę, a nie wyciągać rękę po kolejne dotacje.

Pomysł sam w sobie nie jest zły, w końcu genialny astrofizyk Stephen Hawking też był niepełnosprawny, a mógł pracować. On mógł, ale nie każdy jest przecież geniuszem. Przypuszczam, że sami niepełnosprawni chętnie podjęliby pracę w zakładach pracy chronionej, żeby wzbogacić swoje życie i uzyskać samodzielność.

Problem polega jednak na tym, że nie każdy może podjąć jakąkolwiek pracę; ci, którzy nie mogą to grupa licząca około 100 tysięcy osób. Przecież oni też muszą jakoś żyć.

Z protestującymi zaczęli spotykać się wreszcie rządzący politycy: Prezydent, Premier i Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Najmilej uśmiechał się Pan Prezydent i obiecał, że podejmie inicjatywę ustawodawczą w tej sprawie.

Pan Premier zaproponował wprowadzenie nowego podatku, płaconego przez najlepiej zarabiających, nazwał to „daniną solidarnościową”. W maju się nad tym pochyli.

Pani Minister ofiarowała „dodawanie przez oszczędzanie” czyli zwiększenie świadczeń w naturze – dodatkowe „bonusy” na np. pieluchy, cewniki czy wózki. Nie wydając, zaoszczędzą.

Zadziwiające, dlaczego w ramach programu 500+ wypłaca się rodzicom dzieci zdrowych 500 zł w gotówce twierdząc, że oni najlepiej będą wiedzieli na co wydać te pieniądze, a rodzicom i opiekunom niepełnosprawnych nikt z rządzących w tej kwestii nie wierzy. Czyżby oni nie chcieli polepszyć losu swoich najbliższych? Zadziwiająca podwójna miarka. Tylko pieluchy, wózki i cewniki, a np. do kina to już nie; ja się pytam: dlaczego???

Protestują dalej, takie propozycje są dla nich nie do przyjęcia, tym bardziej, że w dalszym ciągu to tylko obietnice. Z Sejmu nie wyjdą, bo nie zostaną tam z powrotem wpuszczeni. Koczują.

Rządzącym bardzo zależy na załagodzeniu sytuacji i zakończeniu protestu. Za wszelką cenę chcą się pozbyć protestujących z Sejmu. Wybory tuż, tuż. Pracują szybko. Ministerstwo zgodziło się już na pierwszy postulat, rosną kolejne limity i dofinansowania, ale co z dodatkiem 500 zł w gotówce, jeszcze nie wiadomo. Może później, może na raty, może jakiś kompromis.

Skąd brać pieniądze, no skąd??? – zastanawiają się rządzący.

W desperacji protestujący napisali list do Pierwszej Damy, przyszła, rozmawiała i zapowiedziała kolejne rozmowy.

System bez systemu

Przy okazji nabrzmiałych problemów społecznych, które przysparzają rządzącym nie lada kłopotów, zaczyna się mówić o rozwiązaniach systemowych, które na zawsze załatwią wszelkie postulaty i uregulują sprawy dotąd nieuregulowane.

Spróbujmy zatem określić pojęcie systemu i zastanowić się, czy rządzący wiedzą, o czym mówią.

„System, najogólniej rzecz ujmując, to zbiór elementów i zachodzących miedzy nimi relacji, przez co można również rozumieć zbiór przepisów i reguł obowiązujących w danej dziedzinie”. Spróbujmy to teraz przyrównać do otaczającej nas rzeczywistości.

Rządzenie Polską przypomina raczej gaszenie pożarów. Protestują górnicy – zajmijmy się górnictwem, teraz obiecamy, a potem jakoś to będzie. Protestują nauczyciele, lekarze, pielęgniarki, położne. Coś trzeba dać, obiecać, załatać, przecież wybory tuż, tuż.

Zastanawiające jest, co robią na bieżąco wszystkie te ministerstwa, sztaby doradców i komisji, pełnomocników i ekspertów oraz twórców prawa. Czym oni się zajmują? Przecież tworzenie i utrzymywanie systemów usprawniających funkcjonowanie Państwa i działających na rzecz dobrobytu wszystkich obywateli powinno należeć do ich codziennych służbowych obowiązków. To powinna być ich systematyczna praca u podstaw, bez względu na to, która ekipa dochodzi do władzy.

Wszyscy jednak wiemy, że jakoś to nie wychodzi, niepełnosprawni też to widzą, dlatego walczą o swoje prawa i nie chcą się zadowolić pustymi obietnicami. Opozycja również walczy, ale czy rzeczywiście w imieniu najsłabszych? Może to tylko „paliwo polityczne” potrzebne do wygrania nadchodzących wyborów.

Dobrodziejstwa wzrostu gospodarczego

Gospodarka podobno ma się świetnie, prognozy wzrostu gospodarczego są całkiem przyzwoite, a PKB rośnie jak na drożdżach. Uszczelnienie systemu podatkowego przyniosło nadwyżkę budżetową. Hurrra!!! Optymizm powraca; tylko co z tego mają zwykli obywatele, a co ci najbardziej potrzebujący? Okazuje się, że stosunkowo niewiele albo zgoła nic.

Pomysły rządzących na zagospodarowanie dodatkowych środków finansowych są imponujące. Na przykład: zakup jachtu pełnomorskiego, który pływając po świecie promowałby Polskę, albo ustawienie w całym kraju specjalnych ławeczek z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości. Obywatel mógłby usiąść sobie na takiej ławeczce (za 30 tys. złotych za sztukę) i posłuchać, jak to się wszystko kiedyś działo, zdjęcia pooglądać i patriotyczne piosenki usłyszeć. Serce rośnie.

Podobno również na zachodzie niektórzy politycy chwalą Polskę za wydatki na zakup uzbrojenia w ilości znacznie przekraczającej wymagania. Znowu wychodzimy przed szereg. A może strzelnice w każdej gminie? Nic tylko się cieszyć. Czy obywatele nie chcą tego docenić?

Nie ma pieniędzy? Są! – tylko nie dla tych, którzy tych pieniędzy najbardziej potrzebują. I to jest skandal.

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl