Nadzieja potrzebna jak tlen [felieton Hanki]

Categories Aktualności, OsobowościPosted on

Zastanawiałam się kiedyś nad tym, co najbardziej popycha nas do działania: miłość, ambicja, konieczność zapewnienia środków utrzymania,  dążenie do osiągnięcia władzy czy sukcesu? W końcu doszłam jednak do wniosku, że najważniejszą z motywacji jest nadzieja.

Ktoś, kto ją utracił, nie przejawia żadnej inicjatywy, drepcze w miejscu, żyje z dnia na dzień, zdany na łaskę i niełaskę losu. Nadzieja nie bierze się znikąd. W stanie naturalnym, odczytywanym powszechnie, jako radość życia występuje tylko u dzieci i ludzi bardzo młodych i to też nie u wszystkich. Nie ma jednak czego młodzieży zazdrościć. Równie potężne, jak wybuchy entuzjazmu są u nich – w razie wystąpienia nawet drobnych niepowodzeń, z którymi nie potrafią się uporać – akty rozpaczy.

Ludzie nieco starsi wiedzą już, że nie są nieśmiertelni, że życie ma się jedno i należy je cenić, bo trwa o wiele za krótko. Zdają sobie też sprawę z tego, że: „póki życia, póki nadziei”, ale zbyt często obchodzą się z nią po macoszemu. Zabijają ją po trochu przewidywaniem wszystkiego najgorszego, co może się przydarzyć im, ich rodzinom, czy też całej ludzkości. Beztrosko rozsiewają wokół pesymistyczne wizje, sącząc jady niewiary w lepsze jutro, przygnębienia, zniechęcenia, dając w ten sposób upust własnym lękom i przerzucając je na innych.

Warszawa Parada Seniorow 2015 fot Danuta Matloch

Ich zachowanie nie jest na szczęście odbiciem prawdziwych myśli. To tylko nieznośna, rozpowszechniona wśród Polaków maniera, która każe bez przerwy narzekać, biadać i utyskiwać. Gdy naprawdę dopadnie ich jakaś życiowa klęska, potrafią walczyć, jeśli nie w swoim imieniu, to dla dzieci, przyjaciół, czy miejsc z którymi są związani.

Wtedy dopiero gdzieś tam w głębinach własnej psyche odnajdują, nawet w sytuacjach bardzo trudnych, tlący się nieśmiało płomyk nadziei, którą tak bezmyślnie maltretowali.

Wyjaśniliśmy już sobie wstępne kwestie teoretyczne. Problem w tym, jak przeciwstawiać się malkontenctwu i świadomie nadzieję ochraniać i budować.

Na początek wystarczy ucinać szerzące się jak pożar buszu jojczenia, izolować od wpływów negatywnych. Nie jest to trudne, wystarczy trochę konsekwencji. Zadaniem o wiele ambitniejszym jest zwalczanie zwątpienia i poczucia beznadziei we własnym myśleniu. Trzeba zachować nieustanną czujność – nawet chwilowe pogrążenie się w czarnowidztwie może wpędzić nas w chandrę, a ta z kolei w długotrwałą depresję, z której wydobyć się o własnych siłach jest już bardzo trudno.

Warszawa Parada Seniorow 2015 fot Danuta Matloch

Dlaczego ni stąd ni zowąd zaczęłam rozpisywać się na temat nadziei? Bo jest mi ostatnio ogromnie potrzebna. Sama zmuszam się do myślenia pozytywnego, oswajania zagrożenia, dbałości o to, by swym pesymizmem nie zarażać otoczenia, bo chcę zachować ich życzliwość w ciężkich czasach, które dla mnie właśnie nadeszły. Już nie mogę się obyć bez ich pomocy, warto sie więc postarać, bym nie była dla nich zbytnim obciążeniem.. Przyszło mi jakoś do głowy, że każdemu, bez względu na sytuację w której się znajduje, przyda się chwila zastanowienia się nad tym, czy potrafi zachować, pobudzać, rozwijać i karmić nadzieję nie tylko na własny, prywatny użytek, lecz i najbliższych. Pamiętajmy, zależy to tylko od nas, ZAWSZE mamy jakiś wybór

Hanka

 

 

 

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl