Mikołaj, choinka i rozebrane dziewczyny [Barbara Dziubińska o mocy Świąt]

Categories Aktualności, SpołeczeństwoPosted on

Wszystko zaczęło się od moich imienin. Urządziłam je w tradycyjny sposób, czyli normalnie. Kilkoro gości posadziłam przy stole zastawionym w tradycyjne potrawy. Śledź dla tych, co piją wódkę, sałatki dla pań, wędliny, ser, pasztet, alkohol, sernik, dodatki. I stało się coś niesamowitego! Prawie wszyscy goście zareagowali w podobny sposób. Usłyszałam „ale się postawiłaś, to całe przyjęcie, nie wiem, jak ci się chciało, przecież to tyle roboty”. To panie, panowie zajęci byli trunkami. Dopiero potem, kiedy wszyscy wyszli pomyślałam, że ich reakcja spowodowana była tym, że odzwyczaili się od tzw. przyjęć siedzących. Bywam u moich przyjaciół i wiem, jak urządzają imprezy z reguły na stojąco, serwując drobne kanapeczki, sushi, czy przekąski z zaprzyjaźnionej knajpki. Na szczęście – i tu tradycja nie gaśnie – jest dużo alkoholu. Szybko, wygodnie, ale czy o taką atmosferę, jak w poczekalni na dworcu chodzi? Siedząc przy stole można naprawdę pogadać, a szwedzki stół stwarza bardziej intymny nastrój do pochłaniania smakołyków i kameralnych dyskusji. Zresztą, nie wiem dlaczego najczęściej suto zastawiony stół nazywamy szwedzkim, bo zgodnie z ich tradycją poczęstunek jest dostosowany do ilości zaproszonych gości, Sama miałam okazję tego doświadczyć w Szwecji. Okropnie się męczyłam, żeby pamiętać, że jest sześcioro gości i trzy razy po sześć herbatników, czyli na mnie wypadają trzy. Całe szczęście, że do biesiadowania używa się tylko nazwy, a nie szwedzkich obyczajów. Ja do biesiadowania stosuję moją rodzinną tradycję.

christmas-table-1909796_1920

Pamiętam, jak w moim domu obchodziło się imieniny ojca. Przygotowywania trwały już na tydzień przed przyjęciem. Bigos, kotlety schabowe, ryby. No, co tu będę opowiadała było wszystko. Ojciec, jako osoba na kierowniczym stanowisku przyjmował hołdy, a tłumy, które przechodziły przez nasz dom zostały mi w pamięci na zawsze, a skończyły się, jak ojciec przeszedł na emeryturę. Nawet dobre jedzenie, które u nas było zawsze, nie kusiło już nikogo.

Ojciec odszedł, tradycja pozostała i zostanie na zawsze. Zawsze będę pamiętała nasze Wigilie, odświętne z tradycyjną choinką koniecznie przybraną watą na gałązkach. Nie mam nic przeciwko temu, żeby było różnie, ale nie lubię, jeżeli kwestionuje się tradycję. Nie można przecież zamienić normalnego Świętego Mikołaja w bezsprzecznie śliczną panienkę odzianą jedynie w przeźroczyste majtki i w skąpy stanik. Nie jestem starą babą, która ma za złe wszystkiemu, co nowe, ale przepraszam, domagam się dobrego smaku i tego, żeby naszym dzieciom Mikołaj kojarzył się z brodatym, miłym staruszkiem całkowicie ubranym.

Z każdymi świętami jest niezła szopka, bo od października zaczynamy Boże Narodzenie, w marcu Wielkanoc. Rozumiem konieczności wynikające z handlowego stosunku do wszelkich świąt, ale chciałabym się przed nimi czuć wyjątkowo, żeby było w nich choć odrobinę tajemnicy. A gdzie tu szukać tajemnicy, kiedy kolędy lecą z taśmy na okrągło? W końcu, czy chcemy czy nie Cicha Noc zaczyna nam się kojarzyć z razowym chlebem albo szalikiem, które właśnie kupujemy.

Zdaję sobie sprawę z konieczności zmian, ale musi być coś jeszcze, coś co jest i będzie zawsze. Jak pamięć o placku spod kamienia mojej babci. Do tej pory nie mogę sobie podarować, że nigdy nie wpadłam na pomysł, żeby ją zapytać, jak się go robi. Moja mama też jej nie zapytała i świąteczny, pieczony zawsze na Boże Narodzenie placek, przepadł. Została pamięć. To drobiazg, ale jakże ważny. To przypomnienie mojej babci i zwyczajów, które wprowadziła do naszego domu.

cookie-1769879_1920

Dla mnie tradycja to wspomnienia, które warto nie tylko gromadzić, ale dzielić się nimi, przekazywać je dzieciom, wnukom, a oni niech robią, co chcą, ale niech mają wybór. Wiem to z własnego doświadczenia, jak ubierając choinkę i trzymając w ręku bombki, przypominam sobie z jaką dumą kupowała je moja mama, a ojciec wchodził na drabinę i zawieszał szpic. Nie jestem ckliwa ani zbytnio sentymentalna, ale lubię te wspomnienia i wiem, że tradycja wyniesiona z naszych domów może mieć znaczenie nie tylko dla mnie.Wiadomo, że młodzi ludzie szukają nowych wzorów, ale mogą nie mieć pojęcia o tym, że nie wszystko co już było jest złe. Naszą rolą jest im o tym opowiedzieć, przekonać ich do tradycji.

Ostatnio popularne stało się opowiadanie o tym, jak dziewczynka zapytana przez swoją babcię, co u niej słychać odpowiedziała jej, żeby weszła na facebooka to się dowie. Dowcip? Nie tak do końca. Nie wiem, jak można spędzić jakiekolwiek święta np. w T-Mobile albo na portalach społecznościowych, a przecież reklamy telewizyjne nam tam święta zachwalają! I dobrze nie mam nic przeciwko temu. Wiem, jak wspaniale mogę spędzić każde święta, bo mnie tego nauczyli dziadkowie i rodzice. Stwórzmy takie możliwości naszym dzieciom, wnukom, żeby nie musieli szukać w Google, co oznacza pusty talerz przy wigilijnym stole.

Rodzinnych Świąt !

Barbara Dziubińska

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl