Do Międzypokoleniowej Klubokawiarni poprzez budżet partycypacyjny

Categories Aktualności, Rozmowy, SpołeczeństwoPosted on

Projekt „Międzypokoleniowa klubokawiarnia” został zgłoszony do pierwszej edycji Budżetu Partycypacyjnego w 2015 roku. Zdobył aż 850 głosów, a otwarcie lokalu – w czerwcu 2015 roku – było dużym wydarzeniem. Międzypokoleniową Klubokawiarnię urządził i prowadzi Dom Kultury Śródmieście, podkreślając, że jest to miejsce nie tylko dla osób 60+, ale dla wszystkich pokoleń.

Barbara Izydorczyk i Anna Starzewska to dwie seniorki, które postanowiły zaangażować się społecznie poprzez zgłoszenie projektu Międzypokoleniowej Klubokawiarni. Projekt powstał w ramach Budżetu Partycypacyjnego i działa przy ulicy Anielewicza 3/5.

dsc_0261
Wnętrze Międzypokoleniowej Klubokawiarni przy Anielewicza 3/5

Jaka jest dziś pierwsza myśl Pań, kiedy odwiedzają Panie Międzypokoleniową Klubokawiarnię?

Anna Starzewska: Kiedy odwiedzam to miejsce, za każdym razem towarzyszy mi radość, że udało się coś zrobić. Cieszę się, że program Budżetu Partycypacyjnego działa realnie, a Międzypokoleniowa Klubokawiarnia jest tego doskonałym przykładem. Dodatkowo odczuwam satysfakcję ze względu na kierunek rozwoju tego miejsca. Nie jest to tylko przestrzeń, w której wypije się szybką kawę i idzie się dalej. Odbywa się tutaj wiele ciekawych spotkań, są wystawy artystów, pogadanki, gry planszowe, gazety, bezpłatne nauki języków obcych. Jest już stała klientela. Okoliczni mieszkańcy oswoili i polubili to miejsce.

Skąd pomysł na Międzypokoleniową Klubokawiarnię?

Anna Starzewska: Przygotowywałyśmy razem z Basią projekt na Rynku Nowego Miasta, który miał aktywizować lokalną społeczność. Pomyślałyśmy, że dobrym pomysłem jest stworzenie, podobnie do istniejących już w Warszawie klubokawiarni, które skupiają głównie  młodzież, takiego miejsca, gdzie zarówno młodzi, jak i starsi mieszkańcy czuliby się komfortowo. Chciałyśmy też, aby było to miejsce integracji międzypokoleniowej, gdzie po prostu każdy będzie się czuł dobrze – gdzie nie gra głośno muzyka, są wygodne siedzenia, dobre oświetlenie i ciekawe spotkania. To nie miał być Klub Seniora. Chciałyśmy, aby to było miejsce spotkań, przyjazne różnym pokoleniom, a przy okazji coś w rodzaju  platformy wymiany myśli między młodymi a starszymi. Złożyłyśmy więc projekt w ramach Budżetu Partycypacyjnego.

Barbara Izydorczyk: Pomysł złożenia wniosku na realizację kawiarenki wziął się z naszej potrzeby, ale nie miałyśmy pewności, że inni też to czują. Naszym zdaniem brakowało miejsca dla seniorów, gdzie można spokojnie posiedzieć, porozmawiać, poczytać prasę, wypić niedrogą kawę. Stworzenie miejsca dla wybranej grupy jednak mijałoby się z celem – chcemy, aby pokolenia mogły się spotykać i przenikać. Klubokawiarnia to dla nas miejsce lokalnej integracji, gdzie młodsi i starsi zmierzą się ze stereotypami na swój temat.

ania
                                                                              Anna Starzewska

To był Pań debiut?

Anna Starzewska: Można tak powiedzieć, ale raczej jeden z wielu debiutów. Składałyśmy w ramach Budżetu kilka wniosków równolegle. Istotne okazało się to, kto z ramienia miasta jest realizatorem danego projektu. Miałyśmy szczęście, że naszym realizatorem okazał się Dom Kultury Dzielnicy Śródmieście, który zaadaptował nasz pomysł doskonale. Projektodawca nie może oczywiście wskazywać  realizatora, gdyż to są kompetencje miasta.

Barbara Izydorczyk: Oczywiście wszystko to było dla nas nowe, stanowiło wyzwanie, ale nauczyłyśmy się tego wszystkiego, zdobyłyśmy nowe doświadczenie. Nie korzystałyśmy z fachowej pomocy, choć całość wymagała od nas bardzo dużo pracy, ale była to zarazem dobra przygoda. Obawiałyśmy się też, czy pomysł chwyci, czy projekt się powiedzie itd. Najtrudniejsza była jednak współpraca, czy też wręcz walka, z urzędnikami. Klubokawiarnia trafiła pod opiekę ludzi, którzy czuli ten projekt.

Projekt otrzymał w pierwszej edycji Budżetu Partycypacyjnego 850 głosów. Czy spodziewały się Panie takiego sukcesu?

Barbara Izydorczyk: Nie, absolutnie – wiedziałam, że pomysł się podoba, gdyż dyskutowałyśmy o tym z mieszkańcami, sąsiadami, znajomymi. Nie sądziłam jednak, że ich odczucia i potrzeba powstania takiego miejsca będzie aż tak silna. Teraz jednak widzę, że chętnie przychodzą zarówno starsi, jak i młodsi – kiedy pytam, skąd się tu wzięli, skąd wiedzieli, odpowiadają, że przeczytali na Facebooku, że można tu w spokoju pograć w scrabble. Przyjeżdżają tu osoby z różnych dzielnic, np. z Pragi czy Mokotowa.

A kto prowadzi kawiarnię?

Barbara Izydorczyk: Pani Bożenka z Domu Kultury Śródmieście opiekuje się tym miejscem i to wyśmienicie! Jednak wszelkie pomysły są chętnie przyjmowane – co prawda z miesięcznym wyprzedzeniem. Każdy może po prostu przyjść z pomysłem – ja, pani czy ktoś przechodzący akurat ulicą. Tam są trzy pomieszczenia, w tym dwa mniejsze, kameralne, ale dobre też np. na szkolenia czy grę w szachy sąsiadów. W większym odbywają się spotkania w szerszym gronie, pogadanki, koncerty na pianinie. Klubokawiarnia wciąż się rozwija, to miejsce żyje!

Gdy zapoznały się Panie z regulaminem Budżetu Partycypacyjnego i jego formalnymi wymogami, coś Panie przeraziło?

Anna Starzewska: Nie. Wszystko było jasne i przejrzyste. W Internecie jest wszystko dobrze opisane. Samo złożenie wniosku też jest proste. Nie wymaga to żadnej specjalistycznej wiedzy, a jedynie odrobiny dobrej woli. Najtrudniejszym momentem było oszacowanie kosztorysu, ale zawsze z pomocą przychodził pracownik urzędu. Każda dzielnica ma swoją komisję, do której może się udać projektodawca i zaczerpnąć wiedzę.

Kosztorys musi uwzględniać również utrzymanie projektu przez następne lata…

Anna Starzewska: Owszem, ale to było już łatwiejsze niż początkowe koszty. Stałe koszty to czynsz, rachunki i dwa etaty. Co prawda Klubokawiarnia prowadzi również działalność gastronomiczną (kawa, herbata, ciastka), ale ceny są bardzo niskie, więc nie generuje to praktycznie zysku. Lokal wybiera miasto ze swoich zasobów, a my określamy jedynie, ile metrów powinien mieć taki lokal, że powinien być na parterze z dogodnym wejściem i dojazdem. Przewidujemy koszty remontu, adaptacji, kupna mebli i przystosowania kuchni oraz łazienki.

Barbara Izydorczyk: Odbywały się też konsultacje, trzeba było przygotować wstępny kosztorys projektu. Wielokrotnie konsultowałam się z urzędnikami, aby wszystko dobrze przeprowadzić. Następnie zorganizowano spotkanie autorów poszczególnych projektów – te nasze dyskusje kończyło głosowanie, takie pierwsze sito. Drugie z kolei to spotkanie z mieszkańcami. Pamiętam też, że problemem było wtedy głosowanie przez Internet – musiałyśmy przypilnować, aby każdy, kto się zdeklarował, faktycznie oddał głos.

basia
                                                                        Basia Izydorczyk

Co okazało się wyzwaniem?

Anna Starzewska: Może nie tyle wyzwaniem, ale trudnością było właśnie zebranie odpowiedniej liczby podpisów, czyli głosów pod projektem. Aby złożyć projekt, należy zebrać pod nim listę głosów poparcia. W zeszłym roku było to trzydzieści podpisów. Piętnaście podpisów można zebrać bez problemu, ale za trzydziestoma to już trzeba było się nachodzić. Z naszych doświadczeń wynika, że ludzie generalnie popierają pomysły werbalnie, ale jak już trzeba się podpisać, to nie są zbyt chętni. Bardzo istotne jest dziś promowanie projektu – w pierwszych edycjach autopromocja nie odgrywała wielkiej roli. Oczywiście, w ramach procedury Budżetu Partycypacyjnego trzeba przyjść na spotkanie z mieszkańcami, aby zaprezentować i obronić swój projekt,  ale taka promocja nie jest wystarczająca. Dziś, aby rozpropagować i rozreklamować projekt, zdobyć jak najwięcej głosów, dobrze jest wykorzystać media społecznościowe, tj. zrobić  stronę na Facebooku, powiadomić sąsiadów, przygotować ulotki i plakaty. Trzeba zachęcić warszawiaków do aktywności.

Jak wygląda taka „obrona” pomysłu przed mieszkańcami?

Anna Starzewska: Może wydawać się to nieco stresujące, bo trzeba zaprezentować swój pomysł przed audytorium. Przeważnie jest to prezentacja na slajdach albo w programie Power Point. Ale nie jest to wymagane – można po prostu powiedzieć parę słów o swoim projekcie bez prezentacji wizualnej. Atmosfera jest bardzo życzliwa i absolutnie nie trzeba się tego obawiać.

Ile czasu poświęciły Panie na formalności?

Anna Starzewska: Nie było to bardzo czasochłonne. Najwięcej czasu poświęciłyśmy na zebranie podpisów pod projektem. W sumie zajęło nam to około dwóch tygodni, ale nie pracowałyśmy codziennie. Sporo czasu poświęciłyśmy również na rozmowy konsultacyjne z urzędnikami ds. budżetu. W dwa tygodnie można zrobić wszystko.

Barbara Izydorczyk: Złożenie projektu do budżetu partycypacyjnego wymaga ogromnej pracy, zaangażowania i pilnowania – przez cały czas trzeba trzymać rękę na pulsie. Nie chciałabym zagłębiać się w szczegóły, gdyż minęły aż trzy lata, a procedura ciągle się zmienia. Mogę jednak uspokoić, że jest ona upraszczana. Dodam jeszcze, że projekty może zgłosić każdy dorosły, niekoniecznie zameldowany w Warszawie.

Obawiały się Panie czegoś?

Anna Starzewska: Najmniej przyjemnym momentem była wewnętrzna preselekcja projektów. Piszemy projekt, składamy go, następuje formalna weryfikacja przez komisję i przechodzi on dalej. Jednak żeby przejść do etapu, w którym głosują na niego mieszkańcy, musi przejść wewnętrzną selekcję.

Na czym ona polega?

Anna Starzewska: Wyobraźmy sobie, że w Śródmieściu zostanie złożonych 200 projektów, na które mogą głosować mieszkańcy. Mogą oni czuć się zagubieni. Komisja ustala, że do głosowania może przejść np. około 50, więc jest organizowana właśnie wewnętrzna selekcja. Spotykają się projektodawcy z danej dzielnicy i obszaru, by nawzajem zagłosować na trzy projekty z listy – w ten sposób przechodzą te, które uzyskały największą liczbę głosów.

Każdy głosuje na siebie i na dwa inne?

Anna Starzewska: Tak. Niestety, dochodzi do tego, że powstają różne koalicje, które głosują na siebie nawzajem. Na przykład rowerzyści głosują na rowerzystów, ekolodzy na ekologów – i tak np. w obszarze komunikacji do części oficjalnej głosowania przeszły głównie projekty rowerowe. To mnie akurat nie zmartwiło, bo sama jestem rowerzystką i jeżdżę po Warszawie głównie rowerem, ale ten system preselekcji uważam za niefortunny i było wiele głosów, aby z niego zrezygnować. Wydaje mi się, że w tym roku od niego odstąpiono.

Czy autorzy danego projektu mają wpływ na jego realizacją lub chociaż mogą doradzać?

Barbara Izydorczyk: Jak składałyśmy projekt, miałyśmy zaplanowany program kulturalny, ale wiedziałyśmy, że autorzy nie mają wpływu na jego realizację. Tego dowiedziałyśmy się jeszcze w urzędzie. Wiele zależy jednak zarówno od urzędników, którzy zajmują się konkretną sprawą, jak i od – w naszym przypadku – Domu Kultury Śródmieście. A im zależy, aby w układaniu programu uczestniczyli też sami mieszkańcy, gdyż jest to miejsce dla nich. Ludzie zgłaszają ciągle nowe pomysły, my też kierujemy tutaj tych, którzy chcieliby coś gdzieś zorganizować.

Muszę pochwalić Dom Kultury Śródmieście, gdyż naprawdę zachowuje się on w stosunku do nas bardzo fair – pytano nas o uwagi, wnioski, co byśmy chciały tu zorganizować. Bardzo nam się układa współpraca, nigdy nie zostałyśmy pominięte czy zapomniane, a to nas bardzo wzrusza, gdyż nie mają takiego obowiązku. Tam jest świetna pani dyrektor, która zaangażowała nas w realizację projektu, mimo że nie miała takiego obowiązku. Otwarcie kawiarni odbyło się z pompą, było pięknie – wszystko trwało od południa do wieczora i cały czas uczestniczyło w tym wydarzeniu bardzo dużo ludzi. W kawiarni od początku wisi nasze – moje oraz Ani – zdjęcie, a kierownictwo Domu Kultury podkreśla, że to wspólny sukces – i ich, i nasz. Miasto też się do tego przyczyniło – nie tylko finansując projekt, ale i nadając mu bardzo dobrą lokalizację.

Będą Panie składać projekty w tym roku?

Anna Starzewska: Osobiście jeszcze się waham, być może zawalczę o Międzypokoleniową Klubokawiarnię na Mokotowie, ale na pewno, gdybym składała projekt, bardziej uwzględnię jego promocję…

Co by Panie doradziły, mając już doświadczenie w tym zakresie, osobom, które chciałyby zgłosić jakiś projekt do budżetu partycypacyjnego?

Barbara Izydorczyk: Co roku jest inaczej, powodzenie zależy od wielu czynników – od pomysłu, urzędników, siły przebicia,bo trzeba pilnować, żeby osoby, które wpisały się na listę, faktycznie później zagłosowały. Trzeba się bardzo napracować przez pół roku – dużo rozmawiać, pytać, czytać. Od siebie życzę zaparcia, ale i wiary, bo jak się uda, to satysfakcja jest ogromna.

Rozmawiały: Karolina Kwiecińska i Weronika Piórkowska

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl