Lepiej późno niż wcale, czyli o rozwodach seniorów

Categories SpołeczeństwoPosted on

Rozwody w dojrzałym wieku są coraz powszechniejsze. Polacy żyją dłużej, ale kochają się krócej. Generalnie rozpada się co trzecie małżeństwo (średnio po 14 latach), ale dotychczas z tej tendencji wyłamywali się seniorzy i nie robili „cyrków na starość”. Teraz to się zmienia. Liczba osób, które po 50-tce decydują się na rozwód stale rośnie – powoli oswajamy się z tym, że kilkudziesięcioletni staż może być balastem, a nie błogosławieństwem. Coraz częściej mówimy „dość”, a przyjaciele rozwodników, zamiast pukać się w czoło, mówią „lepiej późno niż wcale”.

Autorka: Katarzyna Władyka

Dla dobra dzieci

Często bywa tak, że pary przekładają decyzję o rozstaniu do czasu odchowania dzieci. Okres po 50-tce, 60-tce to czas, kiedy dzieci opuszczają rodzinne gniazdo, a rodzice czują się wolni, mogą pomyśleć o sobie. Wtedy się rozwodzą, bo często trwali w związku tylko ze względu na potomstwo i rodzinną siłę inercji.

Prof. Bogdan Wojciszke w swojej publikacji „Psychologia miłości” ukuł pojęcie „samopodtrzymywania” się długoletnich związków. Wycofanie się ze związku, czyli rozwód, traktowane jest przez wielu jako porażka. W końcu małżonkowie zaangażowali się emocjonalnie, zainwestowali swój czas i pieniądze, a w ostateczności – gdy dochodzi do rozpadu małżeństwa – nic z tego nie mają. Dlatego też decyzja o rozwodzie bywa trudna i chętnie odkładana na potem, czasem na „wieczne nigdy”. Udokumentowane w badaniach przekonanie Polek i Polaków, że dzieci potrzebują pełnej rodziny, aby móc normalnie funkcjonować i aby nie odbiło się to na ich zdrowiu psychicznym, wspomaga „samopodtrzymywanie” się par. Bywa to fatalnym pomysłem, bo wiele rodzin dopiero po rozwodzie staje się prawdziwie pełnymi tzn. kochającymi; bywa i tak, że dysfunkcyjne małżeństwo rodziców dzieciom szkodzi, a dla samych zainteresowanych jest bardziej koroną cierniową niż opoką i źródłem życiowej satysfakcji.

Z badań wynika, że wciąż poważnym problemem polskich związków jest przemoc, zarówno fizyczna, jak i emocjonalna. Instytut Wymiaru Sprawiedliwości szacuje, że wskutek przemocy domowej giną w Polsce trzy kobiety tygodniowo. Jeszcze więcej, choć tu brakuje oficjalnych statystyk, kobiet, ale i mężczyzn, doznaje przemocy psychicznej. Karą może być zarówno agresja słowna, ale także milczenie.

Małżeństwa rozpadają się nie tylko z powodu wzajemnej agresji i przemocy, ale także z powodu kryzysu wieku średniego, z którym często w parze idzie zdrada. Z badań CBOS-u wiemy, że ponad połowa mężczyzn i 33 proc. kobiet nie dochowuje wierności swoim partnerom. Psycholog rodzinny Monika Dreger mówi: „Kryzys wieku średniego to czas, w którym poszukujemy nowych wyzwań i doznań, podejmujemy decyzję o zmianie w naszym życiu. I jedną z takich zmian może być właśnie nowy partner i rozwód.” I jest to ważna perspektywa, ale oczywiście nie jedyna.

Brak miłości

Zdrada nie jest głównym czynnikiem decydującym o rozpadzie związku z kilkudziesięcioletnim stażem. Jest nim wypalenie się uczuć, nuda zderzona z nowymi dla populacji osób starszych aspiracjami i podejściem (nie do przyjęcia dwie dekady temu), że nie jest za późno, że jestem więcej wart-warta, że zasługuję na miłość. Bez względu na wiek patrzymy na swoje wspólne życie i nagle dostrzegamy, że nawarstwiające się przez lata nieporozumienia już się nie rozwiążą; że potrzebujemy intymności i satysfakcjonującego seksu; że powody, dla których związaliśmy się z współmałżonkiem straciły na aktualności; że się nawzajem nudzimy lub po prostu drażnimy samą obecnością. To są symptomy małżeńskiego wypalenia – jeśli pragniemy naprawić nasz związek można z nimi walczyć, ale musu nie ma. Możemy być naszym małżeństwem zmęczeni i mamy prawo przyznać, że nie kochamy już drugiej osoby.

A wszystko przez to, że żyjemy coraz dłużej. Małżeństwo pomyślane jako projekt na życie trwało 20 lub 30 lat, teraz na tym etapie często czeka nas drugie tyle wspólnie. A wokół cisza i pustka, jakieś resztki przywiązania i jeden wspólny temat: dzieci i wnuczęta. Dla wielu to za mało. Liczba tzw. rozwodów emerytalnych stale rośnie i mimo że wniosków może być wiele jeden jest niewątpliwie pozytywny: wzrasta znaczenie osobistych potrzeb bez względu na wiek; osoby starsze uważają, że mają prawo myśleć i decydować o sobie, a podejście „nie wypada, nie przystoi” odsyłane jest do lamusa. I dobrze, bo szczęście (z kimś ukochanym lub w pojedynkę) nie jest przywilejem zastrzeżonym wyłącznie dla młodych.

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl