Inwestowanie w starość [FELIETON]

Categories Aktualności, CiałoPosted on

Tego powinny się uczyć dziewczynki i chłopcy od najmłodszych lat. A od czego zacząć? Od pieniędzy!

Zawsze miałam przekonanie, przeczucie, że powinnam myśleć o zagospodarowaniu starości na długo zanim mnie dopadanie. Nie myślałam o starości tak, jak się najczęściej o niej myśli, że to czas smutku, samych strat, pożegnań i różnych innych okropności.

Im byłam starsza, tym bardziej emerytura i starość były dla mnie wyzwaniem, a ponieważ zagospodarowanie łączy się w naturalny sposób z finansami, odkładałam pieniądze.

Odkładałam pieniądze z myślą o ich wydawaniu na same przyjemności. Okazało się, że odkładałam na raka.

Skierowanie do przychodni onkologicznej przeraziło mnie, ale nie zwaliło z nóg. Zwaliło mnie z nóg, co innego. Odległy termin operacji. Miałam jedyne wyjście, klinika prywatna. I wtedy wpadłam w panikę. Powód paniki był prosty Ile?! Ile to będzie kosztowało? Jeszcze parę lat temu z tym „ile” poradziłabym sobie bez problemu, ale teraz, mając do dyspozycji tylko emeryturę? Nie jest ona najmniejsza, ale kokosów za nią nie nabędę. Te kokosy brzmią idiotycznie przy śmiertelnej chorobie, ale faktem jest, że jak się nie ma pieniędzy prywatne leczenie najczęściej nie wchodzi w rachubę.

Poszłam do prywatnej przychodni onkologicznej, żeby sprawdzić koszt wizyty i badania. Miła, ładnie ubrana pielęgniarka przyjęła moje pytania, prawie serdecznie i z uśmiechem wymieniała sumy, od których powinnam wyzdrowieć. Odzyskać zdrowie powinnam również od samej organizacji pracy w przychodni. Wizyta prawie natychmiast, lekarzy kilku do wyboru, badania na miejscu, wyniki też prawie natychmiast i co najważniejsze natychmiastowe leczenie. Grzecznie podziękowałam za mile przekazane informacje i wyszłam nie zapisując się na wizytę.

healing-1547909_1280

Musiałam pomyśleć i przeanalizować własne możliwości. Trudno opisać, jaką ulgę odczułam wiedząc, że pieniędzy mi nie zabraknie. Nie często odczuwałam do siebie wdzięczność, ale tym razem miałam ochotę siebie ucałować. Poczułam się zdecydowanie lepiej, a i strach przed diagnozą wyraźnie zmalał.

Miałam pieniądze. Nie musiałam liczyć na kasę rodziny, męża, czy przyjaciół. Dzięki temu teraz, kiedy czekały mnie drogie badania, nie musiałam wybierać pomiędzy ograniczeniami jedzenia, a rezygnacją z opłat za mieszkanie, nie mówiąc już o ubraniach,

Miałam pieniądze i to one spowodowały, że miałam też wybór, w jaki sposób będę mogła walczyć ze swoją chorobą. Czy w kilometrowych kolejkach w rejonie, w państwowej przychodni onkologicznej, czekając miesiącami na zapisanie do specjalisty? Czy leczyć się prywatnie natychmiast po lekarskiej diagnozie?

Setki razy pisano o sytuacji w służbie zdrowia. I z całym szacunkiem dla tych, którzy szukają rozwiązań, nie chcę tego robić i proponować program naprawczy, bo nie mam o tym pojęcia.. O konieczności jego opracowania wiedzą wszyscy. Niech się o to martwią politycy, społecznicy, czy kto tam jeszcze. Nie mam też zamiaru wychowywać chorych starszych pań czy panów. Chciałabym im tylko przypomnieć, że przez całe lata zapominali o jednej ważnej zasadzie, że będą starzy, a starość ma swoje wymagania. Dlaczego nasi dziadkowie z małymi emeryturami, czy babcie pracujące w domach swoich córek, ludzie na twarzach, których widać, że starość to nieszczęście, nie stanowili i nie stanowią nadal, powodu do osobistych przemyśleń dla każdego z nas?

To właśnie na przykładach otaczających nas starych ludzi powinniśmy zrozumieć, że najważniejsza na starość jest samodzielność finansowa, a nieszczęściem nie jest to, że jesteśmy samotni, bo z tym znakomicie można sobie poradzić w dobie internetu, Uniwersytetów Trzeciego Wieku, dzielnicowych domów kultury, wolontariatu. Najważniejsze jest to, żeby na długo przed starzeniem się pomyśleć o opiece nad sobą. Nie obarczać taką opieką dzieci i rodziny, nie wymuszać na nich dobroci, bo wiadomo różnie z tym bywa. Starość zanim nastąpi powinna być motywacją do podejmowania konkretnych działań. To zresztą nie tylko kwestia pieniędzy, ale także poszukania celu na starość. Bo najgorsze, co może się przytrafić to starość bez pieniędzy i bez celu. No szczęście dla mnie, zrozumiałam to dostatecznie wcześnie.

Inwestowałam i dlatego to nie ja przymilać się muszę do lekarza, żeby starannie i uważnie mnie leczył. Przecież lekarze często tego nie robią, bo stary musi być chory i słucha się go niezbyt uważnie. Prywatne wizyty wyglądają inaczej.

Płacę trzysta złotych za wizytę u profesora, a ten, czy jestem stara i brzydka, czy młoda i piękna, wysłucha mnie równie uważnie. I nawet nie dlatego, że słono płacę, ale dlatego, że profesor ma autorytet i sam siebie szanuje. Jestem przekonana, że tak samo by się zachował wobec pacjenta z przychodni rejonowej tylko o rok albo kilka lat, później. Na wizytę czeka się mniej więcej tyle. I często o tyle jest za późno. Mając pieniądze pół roku czekania zmienia się w natychmiastową operację.

Nie załatwi tego odkładanie na „czarną godzinę”. Bo taką „czarną godzinę” chcemy załatwić jakimiś drobnymi oszczędnościami, taką chwilówką na przeżycie, a tym raka nie odstraszymy. Na starość takie drobne sumy niczego nie załatwią, bo odkładanie na wszelki wypadek nie zdaje egzaminu.

Z rozmów z wieloma starszymi osobami wynika prawie zawsze, że traktują starość, jak okres braku albo w najlepszym razie, ograniczania potrzeb, a nie jak czas potrzeb szczególnych. Mając pieniądze miła, pogodna i zdrowa starość zależy tylko od nas.

Mojego pokolenia nie da się już takiego myślenia nauczyć, a przede wszystkim nie da się już tak działać. Możemy jednak zrobić coś bardzo ważnego. Możemy wpłynąć na zmianę tego, jak myślą o starości nasze dzieci i wnuki. W końcu o starości myślimy tak, jak nas tego nauczono.

 

Barbara Dziubińska

.

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl