Herbata ekspresowa, a może kuchenne rewolucje?

Categories AktualnościPosted on

Małe rewolucje, ale bardzo ważne, bo dotyczą wszystkich z nas, którzy codziennie pijemy herbatę. Ekspresową herbatę, czyli w torebeczkach: przeważnie prostokątnych, czasem okrągłych, w wyjątkowych okolicznościach zapakowanych w śliczny pakiecik z lnu.

Herbata „na sznurku”

Historia pakowania herbaty dla łatwiejszego jej parzenia sięga IX wieku, kiedy to w Chinach – ojczyźnie herbaty, gdzie odkryto ją 5000 lat temu – pakowano jej suche listki w kwadracik jedwabiu, aby potem z czajniczka przelewać napar do niewielkich, porcelanowych misek.

W świecie zachodnim podjęto taką próbę w Nowym Jorku. Thomas Sullivan, handlarz herbatą, w 1904 roku uznał, że korzystniej będzie prezentować potencjalnym kupcom jedwabne torebeczki herbaty, niż całe opakowania. W odpowiedzi na zastrzeżenia kupców, że jedwab źle się układa, zastosował gazę. Po pewnym czasie William Hermanson z Bostonu opatentował papierowe torebki, ale do masowej produkcji wprowadził je znany potentat herbaciany – Joseph Tetley w 1953 roku, którego herbaty możemy kupować także w Polsce.

Uznano to za epokowe wydarzenie, mówili o tym pisarze i inni znani celebryci.

Pora na pożegnanie

Dziś jednak wiadomo, że małe torebeczki zawierają szkodliwe substancje rakotwórcze. Szczególnie niebezpieczne są te, wykonane z nylonu termoplastycznego, polipropylenu, czy folii z politereftalanu etylenu. W większości torebek znajduje się także chlor, dodawany, aby odkazić susz i wybielić sznurek.

Jak więc odróżnić z czego składają się te torebki? W domowych warunkach nie ma takiej metody. Jedynym sposobem jest rezygnacja z ekspresowej herbaty na rzecz liściastej, zwanej też sypaną. Takie herbaty też nie są szczególnie zdrowe, bo zawierają dużą dawkę pescytydów, chroniących uprawy przed pleśnią i barwniki, bo podobno Polacy lubią herbaty ciemnobrązowe. A więc najlepiej pić „sypane” herbatki ziołowe, np. z mięty. Polecana jest też zielona, japońska herbata matcha. To drogi produkt, ale niezwykle zdrowy, dodający energii i chroniący przed rakiem. Co więc pić? Najlepiej wodę, ale nie z plastikowych, tylko szklanych butelek.

Torebki z kaszą i ryżem

To kolejny wynalazek, z którym trzeba się rozstać. W czasie gotowania z torebek uwalnia się chemiczny związek o nazwie Bisfenol, czyli syntetyczna postać estrogenów. Dzięki temu, że jest podobny do hormonu ludzkiego, nasz organizm przyswaja go, zamiast wydalać. Badania mówią o tym, że może on wpływać na choroby tarczycy i ma związek z otyłością. Możliwe też, że sprzyja rozwojowi raka prostaty, a z całą pewnością obniżeniu poziomu libido. Bisfenol znajduje się także w opakowaniach z grubego plastiku, dlatego nie należy gotować wody w plastikowym czajniku.

Folia aluminiowa

Wcześniej dość popularna, dziś powinna odejść w zapomnienie. Wprawdzie chroni żywność przed dostępem światła, czyli zepsuciem, ale nie należy używać jej do pieczenia (także na grillu), czy pakowania produktów kwaśnych, takich jak ogórki kiszone, pomidory i owoce. Nie wolno też przechowywać żywności zawiniętej w folię w lodówce. Najlepiej folii w ogóle nie używać, gdyż może wydzielać glin, który powoduje bardzo poważne choroby neurologiczne.

Nie jest łatwo rezygnować z takich ułatwień, jakie dają nam producenci żywności, jednak warto małymi krokami wprowadzać zmiany w swojej kuchni – nie tyle przez gwałtowną rewolucją, ile stopniową ewolucję.

Autorka: Ewa Marynowska

Komentarze