Dwa światy [Felieton Hanki]

Categories Felieton, ZdrowiePosted on

Chorych i zdrowych, chodzących i unieruchomionych. Jakże trudno między nimi o porozumienie i empatię, bez której nie da się przecież żyć. Zdrowi nie mają pojęcia (i całe ich szczęście), o tym, co muszą znosić chorzy, a z kolei ubezwłasnowolnieni przez własne ciało i skazani na cierpienie, już nie pamiętają, jakie mieli problemy funkcjonując na pełnych obrotach. W ten sposób powstają dwa światy krążące po nieprzecinających się ze sobą orbitach, a właściwie oddalające się od siebie coraz bardziej.

Autorka: Hanka Bagińska

Bez empatii

Chory niedołężny stanowi doskonałe tło dla byle sprawnej łachudry. Bardzo łatwo poprawiać sobie jego kosztem samopoczucie. Wszystko trzeba mu podać, sam nie zje (a ile narozlewa i jak przy tym wygląda, obrzydliwość!), nie umyje się i mimo najlepszej opieki będzie otoczenie zasmradzał. A szczyt wszystkiego to wypróżnianie się. Leży taka kłoda i robi pod siebie. I jakoś nie chce zrozumieć, że dla niego i wszystkich wokół byłoby lepiej gdyby zakończył swoją żałosną egzystencję. Co z tego, że ma przebłyski świadomości, albo nawet zdaje sobie doskonale sprawę z tego jaka jest sytuacja? A kogo to obchodzi?

Myślicie może, że za to chorzy są solidarni, pomagają sobie wzajemnie i podnoszą na duchu? Może i tak, na krótką metę, czyli podczas niedługich pobytów w szpitalu, czy w sanatorium. W dłuższej perspektywie widać niezbicie, że świat chorych jest społecznością jak najbardziej kastową. Czego się zazdrości? Braku bólu, lepszych rokowań, większej sprawności czy też liczby odwiedzających. Podam dość drastyczny, niestety prawdziwy przykład: pani używającą na co dzień basenu. Jej współlokatorka, pacjentka leżąca w pampersach, krzywi nosek, bo przeszkadza jej zapach podczas zmieniania pieluchy. Ona już czuje, że jest lepsza i wonieje jako róża, gdy wyjmują spod niej basen. Głupota? Owszem. Czy boli? Bardzo.

Sytuacja przypomina rozmowę dwóch staruszków, z których jeden skarży się, że nie może już od 5 lat, a na to drugi z wyższością: a ja dopiero od trzech.

Najsłabszy

Musi być wszystkim wdzięczny za drobne przysługi, odwiedziny, zachowywać pogodną twarz i pilnować się, by zbytnim utyskiwaniem nie zniechęcać do siebie gości, bo stracą do niego cierpliwość. Żałosne są jego próby pozyskania sympatii WSZYSTKICH wokół, bo to od nich, całkowicie, zależy jego los. Policzyłam kiedyś, ile razy dziennie wypowiadam słówko dziękuję, zawsze z jakimś miłym dodatkiem. Słuchajcie! W życiu nie byłam tak uprzejma! Wyszło mi średnio 40 do 60 razy!

Powinien też zachowywać anielską cierpliwość wysłuchując od różnych osób tych samych banałów. Przykłady? Bardzo proszę:

„Ja na twoim miejscu, to bym zwariowała” – (niby pochwała, ale podszyta nawet nieuświadamianą nutą wyższości, że niby należy się do grona istot bardziej wrażliwych i delikatniejszych od delikwenta). Cóż można  na to powiedzieć? Chyba tylko: „Ja właśnie wariuję i jestem tym ciężko przerażona”? Muszę ze wszystkich sił starać się, by tego nie było widać? Cóż, nie mam wyjścia, bo przecież z własnej skóry przez okno nie wyskoczę, tylko najwyżej razem z nią.

„Boli cię? Nie masz pojęcia jak mnie boli, po prostu nie mogę tego wytrzymać. Rano wstaję jak potłuczona i trzeba kilkunastu minut masażu i ćwiczeń, by się rozruszać.” Też nie mogę wytrzymać, ale muszę, bo po pierwsze nie mogę wstać, a po drugie żadne ćwiczenia mi na ból nie pomogą.

„Jesteś naprawdę bardzo dzielna w takiej sytuacji” – możliwe, tylko, że nie zapisywałam się do najnowszej edycji konkursu, w którym nagradzają za dzielność, wolałabym być ta słaba, zaopiekowana i zdrowa.

„Doskonale rozumiem, co czujesz.” Nic bardziej mylnego. Nie masz o tym zielonego pojęcia. Współodczuwanie jest ściśle związane z doświadczeniem, a poza tym ból bólowi nie jest równy, nie jest podobne ani jego znoszenie, ani odczuwanie. A samopoczucie zależy także od bardzo wielu innych czynników: sytuacji rodzinnej, charakteru, odporności, czy uzyskiwanej pomocy.

„Fajnie mieć tak podane wszystko pod nos.” To już ewidentna kpina. Owszem dostaje się, tylko niekoniecznie o tej porze i to, co by się chciało (cóż za cztery złote z groszami kucharka nie wymyśli cudów dla „diety ogólnej”). Chory ma jeszcze podane zastrzyki, bolesne zabiegi i ćwiczenia, końskie dawki leków i inne atrakcje.

Odwiedzający, pełni dobrej woli, próbując chociaż odwrócić uwagę chorego od teraźniejszości zawieszając kiełbasę na sznurku, czyli cele do których, ich zdaniem, warto dążyć, i czekające w niedalekiej przyszłości rozrywki i przyjemności. Tym samym mimowolnie podkreślają, że uważają chorego za idiotę niezdającego sobie sprawy z sytuacji; pogłębiają jego, delikatnie mówiąc, dyskomfort.

Jak wobec tego z chorym rozmawiać, pomagać i wspierać słowem? Przede wszystkim trzeba go słuchać, próbować sobie wyobrazić siebie w jego sytuacji i chwilę się zastanowić, zanim się coś palnie!

Komentarze

Hanka Baginska

Ukończyła Wydział Filologiczny UW i Studium Dziennikarstwa. Zawodu uczyła się na własnych błędach na stanowisku redaktora naczelnego gazety zakładowej "Elektronowiec". Wymyślała artykuły na każdy temat, przepisywała na maszynie i "łamała" teksty, zajmowała się korektą i kolportażem. Wkrótce zmieniła środowisko i etat na sekretarza redakcji "Żyjmy dłużej", a później"Magazynu stomatologicznego". Od przejścia na emeryturę pisze wreszcie co chce. Bardzo lubi – od wypadku tylko teoretycznie – rajdy górskie, Afrykę, tańce w kręgu i pracę na działce. "Jeszcze żyję, choć marnie".

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl