Czy to koniec Królikarni? Sztuka w obronie parku

Categories Aktualności, Kultura, Sprawy stolicyPosted on

Rodzina Krasińskich, przedwojenni właściciele Królikarni, walczy w sądzie o zwrot dawanej posiadłości. W parku świecą neony, który nawiązują do trudnej sytuacji parku.

Autorka: Ewa Marynowska

Neon Warzawa

Przy ogrodzeniu Królikarni od strony Puławskiej świeci neon „WARZAWA”. Trzy pierwsze litery stoją dumnie, ale reszta leży porozrzucana w zaroślach. Nie wszystkie litery świecą, napis ma się kiepsko, tak jak i Królikarnia. Autorami instalacji „WARSZAWA” jest Natalia Romik i Sebastian Kucharuk. Neon to fragment wystawy „Zapal się!”, przygotowanej przez Fundację Bęc Zmiana. Ale wokół Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego jest ich więcej neonów. Artystka Elżbieta Jabłońska znalazła jeden („Nowe Życie”) w podbydgoskiej wsi w dawnej spółdzielni rolniczej. Przetransportowała go do Królikarni i ustawiła wzdłuż jednej ze ścieżek parku. Zaświeciła tylko pierwszy wyraz – „Nowe”, bo czy będzie albo jakie będzie to „Nowe Życie” parku?

Neon Nowe

Szymon Kobylarz połączył resztki dawnych neonów i szyldów w nową, trudną do odszyfrowania całość. Zielone rurki tworzą płynny napis „lenistwo”. To apel o prawo do odpoczynku na terenie Królikarni. Młodsi i starsi przyjeżdżają tu na rowerach, z dziećmi i psami. Zajmują leżaki i koce. Piją napoje kupione w kawiarni, jedzą lody, rozmawiają, słuchają muzyki, robią zdjęcia. Miejski piknik w środku Mokotowa. Ostatni neon znajduje się za pałacem. Hubert Czerepok zainstalował tam świecące na niebiesko rurki. Tworzą abstrakcyjną formę, która wyraża przemyślenia nad pojęciem supersymetrii.

Neony

Spotkanie z Sarą Lipską

Miałam szczęście wielokrotnie oglądać wystawy w Królikarni. Dwa lata temu kuratorka Ewa Ziembińska przedstawiła fascynującą, ale zupełnie nieznaną w Polsce, postać Sary Lipskiej. Urodziła się w Mławie w 1882 roku, w rodzinie chasydzkiej. Jej ojciec był zamożnym kupcem z Kalisza, dzięki czemu 22 lata później mogła zacząć studia w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych. Wybrała wydział rzeźby (wtedy trudny kierunek dla kobiet), gdzie poznała młodego profesora Xawerego Dunikowskiego, katolika, pochodzącego z biednej rodziny szlacheckiej.

Na zachowanych zdjęciach widać bardzo szczupłą, urodziwą młodą kobietę, z przedziałkiem na środku głowy i węzłem ciemnych włosów na karku. Uwagę przyciągają oczy. Czarne. Ale też jej nieśmiałość. Świadczy o niej również sposób, w jaki Lipska zwracała się w listach do Dunikowskiego – jej emocjonalnego partnera i ojca ich córki. Pisała per: „Złoty” albo „Mistrzu” i dalej z podobnym dystansem. Oboje malowali i rzeźbili siebie nawzajem. Na wystawie w Królikarni można było zobaczyć kilka wyrzeźbionych głów Sary Lipskiej oraz jej piękny portret w zielonej sukni, namalowany przez Dunikowskiego. Były też – jego autorstwa – trzy portrety ich córki Marii Ksawery, urodzonej w 1908 roku w Brukseli (prawdopodobnie z powodu lęku przed ostracyzmem, jaki groził matce nieślubnego dziecka).

Sara Lipska wyjechała do Paryża i rzuciła się w wir pracy. Pracowała dla Antoniego Cierplikowskiego z Sieradza – słynnego Antoine’a de Paris, mistrza fryzjerskiego – urządzając mu dom „ze szkła” oraz salony. Projektowała okładki do czasopisma, które wydawał. Tworzyła wnętrza salonów kosmetycznych Heleny Rubinstein – Polki z Krakowa, która w tamtych czasach niepodzielnie królowała w dziedzinie związanej z upiększaniem i zachowaniem urody. Dunikowski dwa razy odwiedził Sarę i córkę w Paryżu, ale wrócił do Warszawy, do wspaniałego pałacu (Królikarni), który dostał od władz na pracownię i mieszkanie. Przestali się widywać. Sara projektowała wspaniałe suknie dla artystek i diw operowych. Także fantastyczne stroje dla Cierplikowskiego, który jeździł na bale kostiumowe do Wenecji. W 1925 roku Lipska wzięła udział w wystawie Sztuki Dekoracyjnej w Paryżu, gdzie zdobyła złoty medal! Zdobyć zawodową pozycję wcale nie było jej łatwo, bo w tych czasach działały jej wybitne rówieśnice: Coco Chanel, Sonia Delauney, Elsa Sciaparelli i Jeanne Lanvin.

Nigdy nie dowiedziałabym się o Sarze Lipskiej, gdyby nie wystawa w Królikarni. Widziałam ją 5 razy! 113 prac Lipskiej przetrwało w Metropolitan Museum i można je obejrzeć na stronie www.metmuseum.com/collection. Wystarczy wpisać jej nazwisko. Można też szukać pod hasłem Myrbor – to firma, z którą współpracowała.

Dziś w Królikarni

Obecnie w Królikarni można oglądać wystawę rzeźb, również mało znanej w Polsce, artystki – Marii Papy Rostkowskiej. Brała udział w powstaniu warszawskim, pomagała ratować Żydów z getta, uciekła z pociągu do Oświęcimia. W 1945 roku urodziła jedynego syna Mikołaja. Dzięki wpływowi męża dostała stypendium do Paryża, gdzie pracowała nad kopiami obrazów z Luwru. Kiedy w 1950 roku w niewyjaśniony sposób mąż zginął (prawdopodobnie z powodów politycznych), postanowiła wrócić do Francji. Jej wyjątkowa osobowość, uroda i elegancja przyciągała artystów, takich jak: Tristan Tzara, Picasso, Chagall, a talent – krytyków sztuki. Po kilku latach ponownie wyszła za mąż, ale starała się nie korzystać z protekcji wpływowego męża Gualtieri di San Lazzaro, Włocha. Na początku malowała realistyczne obrazy, później tworzyła rzeźby z gliny, terakoty, wosku, aż wreszcie zaczęła rzeźbić w marmurze, uważanym za najszlachetniejszy materiał. – Gdy po raz pierwszy Wystawa Pappypracowałam w białym marmurze – wspominała – był to jeden z największych szoków w moim życiu. Raptem zobaczyłam piękno tego kamienia, to światło, które w nim jest, (…) jak morze, które zastygło.* Wystawa Papy będzie czynna do 21 września.

Co, poza oglądaniem neonów i rzeźb Papy, można robić dziś w Królikarni? Grać w bule, patrzeć jak dojrzewają zasadzone w skrzynce pomidory, schylić się po czerwone jabłko starej odmiany, patrzeć w dal, w kierunku Wisły. Jeszcze nie jest za późno. W obronie Królikarni działa Stowarzyszenie Warszawa Społeczna. Organizacja zbiera podpisy pod petycją „Uratujmy Królikarnię”.

*cytat z eseju Agaty Araszkiewicz „Kobieta z marmuru”

Komentarze

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl