Chory = głupi [Felieton]

Categories FelietonPosted on
chory głupi

Brak pytajnika w tytule, to nie przeoczenie ani pomyłka, tylko stwierdzenie faktu. Wcale nie trzeba być ciężko upośledzonym, by ulegać stopniowemu, acz postępującemu procesowi degradacji społecznej i ubezwłasnowolniania, który zaczyna się już w gabinecie przyjęć. Lekarz, zajęty wypełnianiem wielu rubryk w coraz to nowych formularzach, ma zaledwie kilka minut na wywiad z pacjentem więc… go nie przeprowadza, poprzestając na standardowym zapytaniu o dolegliwości i wypisaniu kilku skierowań na badania specjalistyczne i … następny proszę. Liczy się i czas, i pieniądz, dlatego często zdarza się, że pacjent do gabinetu nie wraca licząc, że „samo przejdzie”, bo terminy są zbyt odległe, albo ceny za wysokie. Gdy się uprze na terapię, to dostanie recepty bez dalszych wyjaśnień, bo chory i tak nic nie zrozumie i … następny proszę. A gdzie pytania na temat stanu zdrowia, przyjmowanych leków, ostrzeżeń i zaleceń dotyczących trybu życia? Brak.

Ciąg dalszy następuje w szpitalach. Konia z rzędem temu, kto wie dokładnie jakie i kiedy dostaje lekarstwa. A niby do czego jest mu taka wiedza potrzebna, będzie się najwyżej mądrzył jak czegoś nie dostanie? Pacjent ostatni, jeżeli w ogóle, dowiaduje się o zleconych badaniach, zmianie cewnika itp. Jest przecież na miejscu, nigdzie się nie wybiera, co trzeba to się zrobi, kiedy personel będzie miał czas. Wydarzyła mi się w szpitalu całkiem humorystyczna historyjka. Któregoś ranka wparowała do pokoju pomarańczowa ekipa i zaczęła wywozić mnie na korytarz, a na moje pytanie, gdzie jadę? Odpowiedziano, że na badania. Zatroszczono się jeszcze o koc dla mnie, bo zima i … jedziemy. Dopiero przy windzie okazało się, że pomylono mnie z jakimś pacjentem z innego oddziału. I tak miałam szczęście, że nie wylądowałam, na przykład w kostnicy.

chory głupi
fot. Fotolia

Podobnie traktuje chorego rodzinka i przyjaciele pełni jak najlepszych chęci, którymi jak wiadomo piekło jest wybrukowane. Ignorując rzeczywistość szpitalną i to co chory ma, a raczej nie ma do powiedzenia na temat terapii, jedzenia itp. bombardują go dobrymi radami:

  • przyniosłam ci doskonały preperat, bardzo pomógł mojej cioci. musisz go tylko systematycznie zażywać, pamiętaj: 3 razy dziennie po 2 tabletki.
  • masz się gimnastykować, nieważne, że cię boli, ja na szczęście tego nie potrzebuję.
  • dlaczego jeszcze masz cewnik założony, już dawno powinni ci go wyjąć.
  • podniosę ci głowę (nogi, niepotrzebne skreślić), bo masz za nisko.
  • chciałaś wprawdzie zwykłą kajzerkę, ale masz tu grahamkę, jest o niebo zdrowsza.
  • coś tutaj duszno (zimno), otworzę (zamknę) okno.
  • powinnaś koniecznie przejść na dietę bezglutenową.
  • nie pij tego paskudztwa, najlepsza jest kawa ….
  • jakoś dziwnie ta noga wykręcona, poprawię ci wałek.

Nieważne, że masz jakieś tam skromne upodobania i przyzwyczajenia, czas najwyższy je zmienić, zresztą i tak nikt ciebie o zdanie nie pyta, bo i po co. Próbujesz protestować? Lepiej nie, dorobisz się miana dziwadła i niewdzięcznicy, bo wszyscy przecież poświęcają się dla twojego dobra.

To prawda i wdzięczność twoja zdechlaku nie ma granic, ale utrata swego „ja”, możliwości decydowania o czymkolwiek i samodzielnej egzystencji, jest, wierzcie mi, bardzo dolegliwa, i trudno się z nią pogodzić

Autorka: Hanka Bagińska

Komentarze

Hanka Baginska

Ukończyła Wydział Filologiczny UW i Studium Dziennikarstwa. Zawodu uczyła się na własnych błędach na stanowisku redaktora naczelnego gazety zakładowej "Elektronowiec". Wymyślała artykuły na każdy temat, przepisywała na maszynie i "łamała" teksty, zajmowała się korektą i kolportażem. Wkrótce zmieniła środowisko i etat na sekretarza redakcji "Żyjmy dłużej", a później"Magazynu stomatologicznego". Od przejścia na emeryturę pisze wreszcie co chce. Bardzo lubi – od wypadku tylko teoretycznie – rajdy górskie, Afrykę, tańce w kręgu i pracę na działce. "Jeszcze żyję, choć marnie".