Było i wraca – jak nie uczymy się na błędach

Categories SpołeczeństwoPosted on

Każdy z nas ma w sobie coś nie tylko z lekarza lecz i pedagoga. Uwielbiamy na każdym kroku przestrzegać dzieci przed grożącymi im niebezpieczeństwami, a czy nas słuchają? A skądże!

Ta historia powtarza się od wieków, młodzi muszą wszystkiego spróbować i nie raz, i nie dwa oberwać po grzbiecie, by wreszcie przyznać starszemu pokoleniu rację. Zupełnie jak w znanej anegdocie, w której kolega zwierza się koledze: Wiesz, jak miałem piętnaście lat, to mój stary strasznie mnie denerwował, niczego nie rozumiał i był głupi jak but. Dziś, gdy mam już dwadzieścia i nie mogę się nadziwić, że mój staruszek tak zmądrzał!

A my, tak skłonni do pouczania innych, co robimy? To samo! Z uporem godnym lepszej sprawy sami ściągamy sobie problemy na głowę. Nie dość, że za nic mamy sobie przestrogi innych. Czasami myślę, że doświadczenie służy nam właściwie tylko do tego, by wiedzieć czym sytuacja, w której właśnie się znaleźliśmy, może się skończyć.

Z własnych doświadczeń nie korzystają te panie, które notorycznie wręcz wiążą się z pijakami, znają tylko takie relacje i w nich, paradoksalnie, czują się bezpiecznie i znajomo. Są też panowie, którzy uwierzywszy raz a mocno, że są stworzeni do życia pod pantoflem, za każdym razem wybierają jakąś heterę, która raczej niezbyt miłościwie im panuje.

Powieściopisarze wyeksploatowali już bez reszty wątek déjà vu, opisując z przejęciem swego bohatera, któremu przypominają się miejsca i osoby z poprzednich wcieleń, przekazów paranormalnych itp. Doszczętnie skołowany i odpowiednio wystraszony bohater, kierowany jakąś fatalną siłą, grzęźnie wbrew własnej woli w budzących grozę sytuacjach, wikłając się coraz bardziej i niejasno przeczuwając, że musi się to dla niego źle zakończyć. A co mamy powiedzieć my, zwykli śmiertelnicy, bohaterowie jednej książki – naszego życia – którzy raz po raz stajemy wobec znanego-nieznanego i już w chwili wyboru wiemy, że postępujemy źle i że będziemy gorzko tego żałować? Przykłady? Proszę bardzo.

Dzwoni ktoś o kim wiemy, że lubi pożyczać pieniądze, ale oddawać niekoniecznie – trzeba się zdrowo natrudzić, by odebrać to, co nasze. Poza tym jest uroczym, przyjacielskim człowiekiem. I co się dzieje? Oczywiście pożyczamy forsę, tłumacząc się przed sobą, że ostatecznie nie zbankrutujemy, wspomagając kogoś w potrzebie.

Ktoś uroczy, do którego od lat czujemy słabość zaprasza do kawiarni. Wiemy, że cieszy się opinią kobieciarza i że będziemy musiały sporo się naszarpać, żeby cało wrócić do domu, ale jest przecież taki miły.

Wiemy po tysiąckroć, co nam szkodzi, możemy z pamięci wyliczyć rozliczne dolegliwości, które nas dopadną nazajutrz po złamaniu diety i co? Łykamy raphacholin, proszki przeciwbólowe i spędzamy upojny dzień z okładem na bolącej wątrobie.

Niestety, większość z tego, co się nam w życiu przydarza, dałoby się ująć w kilkadziesiąt powtarzających się schematów. Postępują tak całe narody, a historia zna wiele przykładów wojen, karier władców-tyranów, konfliktów religijnych o identycznym niemal scenariuszu. Mało pocieszające jest to, że równie bezmyślna jak jednostki jest cała ludzkość. Usiłuję, jak zwykle znaleźć jakiś optymistyczny morał na zakończenie, ale nie znajduję.

Wasza zdezorientowana i zasmucona Hanka

Komentarze

Hanka Baginska

Ukończyła Wydział Filologiczny UW i Studium Dziennikarstwa. Zawodu uczyła się na własnych błędach na stanowisku redaktora naczelnego gazety zakładowej "Elektronowiec". Wymyślała artykuły na każdy temat, przepisywała na maszynie i "łamała" teksty, zajmowała się korektą i kolportażem. Wkrótce zmieniła środowisko i etat na sekretarza redakcji "Żyjmy dłużej", a później"Magazynu stomatologicznego". Od przejścia na emeryturę pisze wreszcie co chce. Bardzo lubi – od wypadku tylko teoretycznie – rajdy górskie, Afrykę, tańce w kręgu i pracę na działce. "Jeszcze żyję, choć marnie".