Bestie w ludzkiej skórze – recenzja filmu „Niemiłość”

Categories Aktualności, RecenzjePosted on

Dwunastoletni chłopiec wychodzi rano do szkoły i nie wraca do domu na noc. Nie wraca też następnego dnia. Tą ucieczką miesza szyki swoim rodzicom.

Bo przecież wszystko miało odbyć się tak prosto. Ze sprzedażą ładnego, 85-metrowego mieszkania położonego na obrzeżach Moskwy nie powinno być problemu. A chłopaka odda się do szkoły z internatem. Potem pójdzie do wojska. Rodzice rozmawiają o tym poprzedniego dnia na tyle głośno, że chłopiec dowiaduje się, jaki czeka go los. Rodzice Aloszy już dawno postanowili się rozejść. Każde z nich ma już innego partnera. Ona, czyli Żenia, wysoka, atrakcyjna trzydziestolatka związała się z zamożnym biznesmenem. On, czterdziestolatek Borys, pracownik dużej korporacji założył już kolejną rodzinę, jego partnerka spodziewa się dziecka. Zdawałoby się, że mamy do czynienia z ludźmi inteligentnymi, nieźle sytuowanymi. Pozory mylą. Z Aloszą nikt nie rozmawia, nikt mu niczego nie tłumaczy. Zresztą kto miałby z nim rozmawiać, skoro rodzice ciągle się kłócą?

Sprawa zaginięcia dziecka zostaje zgłoszona na policję. Policjanci jednak wiele nie pomogą, ich interesuje tylko papierkowa robota. Pojawiają się zatem zmobilizowani przez internet wolontariusze. Jest to grupa półprofesjonalna, mają kolorowe kamizelki, łączność utrzymują przy pomocy radiotelefonów, kieruje nimi komendant. Postanawiają sprawdzić, czy chłopiec nie uciekł przypadkiem do babci. Mama Żeni mieszka dość daleko poza Moskwą, w domku na działkach. Małżonkowie, jadąc do niej, kłócą się nieustannie. On wrzeszczy na nią, żądając, by zgasiła papierosa. Ona oczywiście pali nadal, więc on włącza w samochodzie głośną muzykę, co z kolei ją doprowadza do szału. A babcia? Babcia też nie okazuje żalu z powodu zniknięcia wnuka. Jest wściekła, bo małżonkowie zakłócili jej spokój i łażą jej po mieszkaniu. A może będą chcieli coś jej zabrać?

Tymczasem wolontariusze, dla których te poszukiwania są jakby rodzajem gry, przeczesują znajdujący się w pobliżu domu Aloszy i jego rodziców dziki zagajnik, penetrują zrujnowany budynek, w którym dzieciaki z pobliskiej szkoły urządziły sobie „bazę”. Rozklejają plakaty ze zdjęciem poszukiwanego chłopca.

Taka jest atmosfera filmu Andrieja Zwiagincewa „Niemiłość”, atmosfera mroczna i tak gęsta, że długo po wyjściu z kina nie można się otrząsnąć. Zresztą niemiłość, to zbyt słabe określenie. Bohaterowie czują do siebie nienawiść, a głównym motywem ich postępowania jest rozdęty do nieprawdopodobnych rozmiarów egoizm. Nie liczy się nikt i nic, tylko moja wygoda, moje potrzeby. Cała historia rozgrywa się w określonym czasie, w radio słyszymy o wziętej z kalendarza Majów zapowiedzi końca świata, co ma nastąpić 21 grudnia 2012 roku. W telewizji lecą migawki z wojny na Ukrainie. Nikogo to nie obchodzi.

A życie toczy się dalej. Mamy już rok 2015. W nowym domu Borysa rosną już dwa maluchy. Z okien eleganckiego mieszkania Żeni i jej partnera widać zaśnieżoną górkę, z której dzieciaki zjeżdżają na sankach. Żenia, niezmiennie dbająca o swój wygląd, ćwiczy na ustawionej na tarasie bieżni.

Ostatnie ujęcie pokazuje słup ogłoszeniowy, na którym wisi podniszczony plakat: Zaginął chłopiec.

„Niemiłość”, to drugi już film Zwiagincewa zgłoszony do Oscara w kategorii film nieanglojęzyczny. Poprzedni „Lewiatan” z 2014 roku, niewątpliwie najwybitniejsze dzieło rosyjskiego reżysera, przegrał walkę o Oscara z polskim filmem Pawła Pawlikowskiego „Ida”. Przegrał zresztą zdaniem niżej podpisanej niesłusznie, gdyż waga podnoszonych w „Lewiatanie” problemów, mówiących o bezsilności szarego człowieka wobec powiązanych ze sobą sił – władza, biznes, cerkiew –  jest nieporównywalne z tym, co pokazuje Ida.

Zwiagincew początkowo próbował aktorstwa, a jako reżyser zadebiutował w roku 2003 w wieku 39 lat filmem „Powrót”, który od razu przyniósł mu rozgłos. Później było słabiej oceniane „Wygnanie” (2007), doskonała „Elena” (2011) i „Lewiatan” (2014).

Mówiąc o swoim ostatnim filmie „Niemiłość”, Zwiagincew powiedział w jednym z wywiadów: „Bez empatii zamieniamy się w stado wilków”. Nie wiem tylko, czy ten osąd nie jest dla wilków zbyt surowy.

Autorka: Barbara Moroz

Komentarze

Basia Moroz

Po ukończeniu studiów polonistycznych na Uniwersytecie Warszawskim podjęła pracę dziennikarską w tygodniku studenckim ITD, potem zatrudniona jako redaktor naczelna w Przyjaciółce, z której to funkcji złożyła rezygnację po ogłoszeniu stanu wojennego. Wówczas podjęła kilkuletnią pracę w tygodniku Sportowiec, a po jego likwiidacjji i przejściu na wcześniejszą emeryturę współpracowała z prasą lokalną: Herold Białołęcki, Nowa Gazeta Praska, Czas Warszawski. Od kilku lat pisuje do Zdania Seniora, obecnie Dojrzali Wspaniali. Interesują ją sprawy społeczne i tematy kulturalne.

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl