O relacjach międzypokoleniowych – HANNA SAMSON

Categories Aktualności, RozmowyPosted on

Odległość między wnukami a dziadkami można zmierzyć za pomocą zasięgu wifi i mocy baterii w telefonie komórkowych. Czy dopiero, jak obie funkcje zawiodą dogadamy się? Z Hanną Samson o relacjach międzypokoleniowych – rozmawiała Barbara Moroz. 

Czy państwo wiedzą, co to jest fonoholizm? To nowa jednostka chorobowa oznaczająca uzależnienie od telefonu komórkowego. Osoba uzależniona cały czas musi mieć przy sobie włączony telefon. Nieustannie z niego korzysta. Czuje silny niepokój, czasem nawet panikę, gdy komórka się rozładuje, lub gdy nie ma jej przy sobie. Szczególnie, co potwierdzają badania, uzależnieni są nastolatkowie.

To uzależnienie jest tak silne, że- co stwierdzają naukowcy- osłabia więzi społeczne, sprawia trudności w nawiązaniu relacji bezpośrednich. Pani Nina, która czasami odwozi wnuczkę do szkoły ubolewa, że ukochana nastolatka podczas jazdy samochodem cały czas pisze i odbiera SMS-y i z babcią w ogóle nie chce rozmawiać. Inna seniorka opowiada, że ucieszyła się bardzo, gdy spotkała swoją nastoletnią wnuczkę w autobusie, ta niestety od razu wyciągnęła komórkę, wetknęła słuchawki do uszu i uciekła do swojego świata.

Barbara Moroz: Co pani sądzi o tej trudnej sytuacji, kiedy to niegdyś bliski kontakt dziadków z wnukami zostaje zakłócony przez tak zdawałoby się niewinny gadżet, jakim jest telefon komórkowy?

Hanna Samson: Oczywiście nie jest to niewinny gadżet. Młodzi ludzie są coraz bardziej uzależnieni od kontaktu z rówieśnikami i jest to znak czasów. Ale nie ma sensu zwalać wszystkiego na komórkę. I nie ma sensu obrażać się na wnuki albo na czasy, bo to niczego nie ułatwia. Lepiej zadbać o to, żeby wnuki lubiły kontakt z nami. To na nas spoczywa odpowiedzialność za utrzymanie więzi rodzinnych, a nie na dzieciach. Najprościej powiedzieć do wnuczki: odłóż telefon i porozmawiaj ze mną. Ale nawet jeśli posłucha, to pewnie będzie chciała jak najszybciej po niego sięgnąć. Możemy moralizować, mówić wnuczce, że niewłaściwie się zachowuje, ale kłopot w tym, że to może jeszcze pogłębić jej niechęć do rozmowy. Nasze zadanie polega na tym, żeby chciała z nami rozmawiać.

samsonzdaniemseniora

Ale jak to zrobić?

Wymaga to nieco wysiłku. Najpierw przypomnijmy sobie, jak sami byliśmy dziećmi. Z jakimi dorosłymi lubiliśmy się kontaktować, a jakich unikaliśmy? Czasy się zmieniły, ale pewne potrzeby są takie same. Pewnie też nie lubiliśmy „trucia” i ciągłego przywoływania do porządku. A jakie sytuacje z dorosłymi dobrze wspominamy? Warto stać się dla wnuczka czy wnuczki osobą inspirującą. Mającą dobre pomysły na to, co razem możemy robić. Warto, żeby senior czy seniorka byli w miarę na bieżąco w tematach dotyczących wnuczka i w jego zainteresowaniach. Nie może to jednak prowadzić do natrętnego wypytywania, czym czasem grzeszą dziadkowie, a wnuczki czują się jak na przesłuchaniu. Nie warto też zadawać zbyt ogólnikowych pytań w rodzaju: „Co tam w szkole?”, gdyż usłyszymy najczęściej: „Wszystko dobrze” lub „Nic szczególnego”. Sztuka polega na tym, żeby tworzyć sytuacje, w których trzeba wymienić jakieś informacje i jest to interesujące dla dziecka – a potem krok po kroku możemy iść dalej.

A jeśli już zdarzyłoby się, że nastolatek opowie o trudnej sytuacji, w jakiej się znalazł?

Warto wyrazić swoje zrozumienie, że jest mu trudno. I wiarę, że sobie poradzi. Zamiast mówienia, że trzeba było tego nie robić i udzielania dobrych rad, lepiej zapytać, jak zamierza rozwiązać ten problem. Wspólnie zastanowić się nad tym, co może wynikać z takiego rozwiązania. Pomóc mu zobaczyć pespektywę innych osób zaangażowanych w tę sytuację, ale nie robić wykładów, których ciężko się słucha. Chodzi o to, żeby naprawdę z tym nastolatkiem rozmawiać, a nie dawać mu recepty na życie – bo nasze recepty wcale nie muszą pasować do jego życia, ale najważniejsze, że on zwykle ich nie chce. Nie narzekać bez końca, że się źle zachowuje, ale szukać z nim razem nowych sposobów działania. Zapytać na przykład: co innego mógłbyś zrobić w tej sytuacji? Wyrazić gotowość pomocy, jeśli naprawdę będzie tego potrzebował i o to poprosi, ale nie wyręczać go w tym, co może sam zrobić.

A jeśli dziecko w ogóle nas ignoruje?

To trzeba znaleźć sposób, żeby nas dostrzegło. Kupić bilety na spektakl albo mecz, który ono zapewne chciałoby zobaczyć. I iść razem, a potem trochę porozmawiać o tym, co się widziało. Zrobić czapkę z takim samym napisem, jaki idolka wnuczki ma na swojej bluzie. Jeśli znamy swoją wnuczkę, prędzej czy później wpadniemy na pomysł, co może ją zainteresować i ucieszyć. A może uda nam się wprowadzić jakieś rytuały, na przykład wspólne pieczenie ciasta na urodziny mamy. Od lat urządzam kinderbale z okazji urodzin córki. Dziś to już kinderbale trzydziestolatków. Jest zawsze ten sam tort i opowieści, co się zdarzyło każdemu z nich podczas minionych 12 miesięcy i co planują w tym roku. Minęło tyle lat, a mam poczucie, że wciąż nas to bawi. Można spróbować zainteresować dziecko jakąś wspólną grą, w moim domu była to kiedyś loteryjka, ale teraz jest wiele innych. Ostatnio na przykład graliśmy w „Dixit” i było z tego dużo zabawy, ale też poznawania siebie nawzajem. Nie chodzi o to, żeby wciąż wymyślać fajerwerki, tylko o to, żeby czasem mieć jakąś propozycję atrakcyjną dla dziecka. Jeśli stworzymy sytuację, w której młody człowiek odłoży komórkę, to mamy szansę na to, by coś się między nami zaczęło dziać. Wbrew pozorom dzieci mają głód mądrych dorosłych. Takich, którzy nie próbują ich bez przerwy wychowywać i nie zalewają pretensjami, lecz są nimi naprawdę zainteresowani. Młodość to trudny czas, w którym często czujemy się nierozumiani przez dorosłych. Babcia, która jest gotowa słuchać i rozumieć, to skarb, który dziecko prędzej czy później doceni.

 

Hanna Samson – polska psycholożka, pisarka, dziennikarka, feministka.

Przez kilka lat prowadziła dział psychologii w czasopiśmie „Twój Styl”. Obecnie pracuje w redakcjach magazynów „Sens” i „Business Class”, publikuje w miesięczniku „Zwierciadło” i tygodniku „Wysokie Obcasy”. Prowadzi grupy terapeutyczne w Fundacji Centrum Edukacji Liderskiej. W ramach telefonu interwencyjnego Fundacji Feminoteka udziela porad psychologicznych kobietom doświadczającym przemocy.

 

Komentarze

Basia Moroz

Po ukończeniu studiów polonistycznych na Uniwersytecie Warszawskim podjęła pracę dziennikarską w tygodniku studenckim ITD, potem zatrudniona jako redaktor naczelna w Przyjaciółce, z której to funkcji złożyła rezygnację po ogłoszeniu stanu wojennego. Wówczas podjęła kilkuletnią pracę w tygodniku Sportowiec, a po jego likwiidacjji i przejściu na wcześniejszą emeryturę współpracowała z prasą lokalną: Herold Białołęcki, Nowa Gazeta Praska, Czas Warszawski. Od kilku lat pisuje do Zdania Seniora, obecnie Dojrzali Wspaniali. Interesują ją sprawy społeczne i tematy kulturalne.

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER!

FreshMail.pl